Strzały przed dworcem we Frankfurcie w biały dzień. Policjant zaatakowany, napastnik postrzelony – znowu.

dzikizachod.eu 3 dni temu

Środek dnia, centrum miasta, strzały. A ludzie stojący obok tylko patrzyli – bo w tym miejscu to już nikogo nie dziwi

Wtorek, godzina szesnasta. Plac Kaisertor we Frankfurcie, naprzeciwko głównego dworca kolejowego. Przechodnie słyszą odgłosy strzałów. Chwilę później na chodniku leży ranny mężczyzna, wokół którego krzątają się ratownicy medyczni i policjanci. Karetka odjeżdża z piskiem opon.

Ci, którzy widzieli to na własne oczy, nie wyglądali na zaskoczonych. Bo Bahnhofsviertel – frankfurcka dzielnica przy dworcu – to miejsce, gdzie granica między normalnym dniem a katastrofą jest cienka jak bibułka. I pęka coraz częściej.

Co dokładnie się wydarzyło?

Policja prowadziła tego dnia jedną ze swoich regularnych akcji kontrolnych w dzielnicy dworcowej – element szerszej strategii pod nazwą „Innenstadtoffensive”, wdrożonej w lutym 2024 roku. Funkcjonariusze kończyli patrol i zmierzali do radiowozu, gdy 44-letni mężczyzna – według relacji – niespodziewanie wbił się między nich i zaatakował jednego z policjantów ostrym przedmiotem.

Policjant doznał rany ręki. Zabrzmiały ostrzeżenia, padła groźba użycia broni. Mężczyzna nie zareagował.

Policja otworzyła ogień. Napastnik został ciężko ranny, ale – według służb medycznych – jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Przytomny trafił do szpitala karetką.

Kim jest 44-latek? Odpowiedź jest równie przerażająca co oczywista

Krajowy Urząd Kryminalny (LKA) ujawnił kilka godzin po incydencie: mężczyzna cierpi na poważną chorobę psychiczną i jest uzależniony od narkotyków. Nie był wcześniej objęty kontrolą podczas tej konkretnej akcji – zaatakował spontanicznie, znikąd.

Prokuratura we Frankfurcie zamierza wnioskować o jego przymusowe umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym. Jednocześnie wszczęto śledztwo przeciwko samemu mężczyźnie: zarzuca mu się napaść na funkcjonariusza, stawianie czynnego oporu i groźne uszkodzenie ciała. Równolegle – jak zawsze przy użyciu broni przez policję – wszczęto standardowe dochodzenie wobec funkcjonariuszy pod kątem możliwego przekroczenia uprawnień.

Bahnhofsviertel: 50 akcji policyjnych i nic się nie zmienia

To, co wydarzyło się w ten wtorek, nie jest wypadkiem przy pracy. To symptom głęboko zakorzenionego kryzysu, który Frankfurt próbuje opanować od lat – z marnym skutkiem.

Dzielnica Bahnhofsviertel od dekad jest synonimem narkotykowego piekła. Crack, heroina, spice – otwarty handel na chodnikach, uzależnieni leżący na ulicach, napady, strzelaniny. Od lutego 2024 roku policja przeprowadziła ponad pięćdziesiąt akcji kontrolnych w tym rejonie. Pięćdziesiąt. I przez cały czas jest tak samo.

Landrat Hesji Roman Poseck (CDU) nie gryzł się w język w maju, mówiąc o „nieznośnych i alarmujących warunkach” i zarzucając Frankfurtowi „zygzakowaty kurs” w polityce narkotykowej. Jego słowa: dzielnica ma „magnetyczny wpływ” na uzależnionych od cracku, a dotychczasowa polityka miasta ten efekt wzmacniała zamiast go ograniczać.

W piątek zaplanowane jest spotkanie przedstawicieli rządu krajowego i władz miasta w tej sprawie. Pytanie, czy skończy się tak jak poprzednie – obietnicami i statystykami, które nic nie zmieniają na ziemi.

Policja pod ogniem krytyki z dwóch stron

To jedna z najtrudniejszych pozycji, w jakiej mogą znaleźć się służby mundurowe: być jednocześnie oskarżanym o zbyt agresywną obecność i zbyt małą skuteczność.

Mieszkańcy i właściciele lokali od lat narzekają na bezprawie, które opanowało dzielnicę. Chcą więcej policji, twardszych środków, realnych efektów. Z drugiej strony, każde użycie broni – choćby to absolutnie uzasadnione – uruchamia machinerię dochodzeniową, która przez tygodnie wisi nad głowami funkcjonariuszy jak miecz.

Policjant, który zaatakował go mężczyzna ostrym narzędziem, skończył z raną ręki. Leczono go ambulatoryjnie. Napastnik jest w szpitalu. System działa – ale nikt nie jest zadowolony.

Frankfurcki dworzec: ikona miejskiego kryzysu

Każde większe europejskie miasto ma swoją dzielnicę, która stała się symbolem porażki polityki społecznej i narkotykowej. W Berlinie to Görlitzer Park, w Amsterdamie – okolice Centraal, w Barcelonie – część dzielnicy Raval. W Niemczech tym miejscem jest frankfurt Bahnhofsviertel.

To nie przypadek ani zrządzenie losu. To wynik lat zaniedbań, politycznych kompromisów i braku odwagi do podjęcia decyzji, które mogłyby być niepopularne. Piątkowe spotkanie może być kolejnym krokiem naprzód – albo kolejnym krokiem w miejscu. Historia tej dzielnicy nie napawa optymizmem.

Źródło: https://www.rtl.de/news/frankfurt-mann-greift-menschen-mit-messer-an-polizist-schiesst-ihn-nieder-id31003538.html

Idź do oryginalnego materiału