Pozostałe zgony

Śmierć Stanisława Soyki. Decyzja prokuratury
Kupowali ładowarkę w okazyjnej cenie – stracili oszczędności
Tajemnica zabójstwa sprzed niemal ćwierć wieku rozwikłana. Sprawca wpadł w ręce CBŚP
Kibol z Krakowa schwytany za zabójstwo sprzed 23 lat. Wbił nóż prosto w serce
Wystarczył tylko jeden cios w twarz. Sąd rozstrzyga w sprawie tragicznej śmierci
"Krwawy Tulipan" ponownie przed sądem. Wcześniejszy wyrok wydała "neosędzia"
Rozwikłali sprawę zabójstwa sprzed 23-lat. Zatrzymano pseudokibica
Tragedia w krakowskiej Nowej Hucie. W mieszkaniu leżały zwłoki młodej kobiety
Proces "Krwawego Tulipana" rusza od nowa. Wcześniej wyrok wydała "neosędzia"
Proces "Krwawego Tulipana" rusza od nowa. Poprzedni wyrok wydała neosędzia
Zabił, bo kibic był za Wisłą Kraków. Policjanci wytropili go po 23 latach od zbrodni
Brutalne zabójstwo kibica w Krakowie. Przełom w sprawie
Zabójstwo sprzed 23 lat rozliczone. Zarzuty dla podejrzanego o zbrodnię na tle pseudokibicowskim
Sprawa zabójstwa trzech kobiet. Wyrok dla "Krwawego Tulipana" uchylony
Zabójstwo w Krakowie. W mieszkaniu znaleziono ciało kobiety
Pierwszy "wróg Boga" skazany w Iranie. Władze przeprowadzą egzekucję
Proces ws. zabójstwa trzech kobiet z Kołobrzegu rusza od nowa, bo wyrok wydała tzw. neosędzia
Niedzielny tata. Opowiadanie. — Gdzie jest moja córka? — powtórzyła Olesia, czując, jak zęby szczękają jej ze strachu albo z zimna. Zostawiła Zosię na urodzinach, w sali zabaw w galerii handlowej. Rodziców solenizantki znała tylko z widzenia, ale zostawiła córkę spokojnie – nie pierwszy raz na takim dziecięcym przyjęciu, to był standard. Tylko dziś się spóźniła – autobus długo nie przyjeżdżał. Galeria była w trudnym miejscu, wszyscy zwykle podjeżdżali autem, ale Olesia auta nie miała. Więc zawiozła Zosię autobusem, wróciła do domu – była umówiona na lekcje, nie wolno było odwołać – a potem znów jechała po córkę. Spóźniła się raptem kwadrans – biegła po oblodzonym parkingu, aż się zgrzała. A teraz mama solenizantki, niska dziewczyna z niebieskimi okrągłymi oczami, patrzyła na Olesię z zaskoczeniem i powtarzała: — Przecież ojciec ją odebrał. Ale Zosia nie miała ojca. No, adekwatnie miał go, ale nigdy go nie widziała. Z Andrzejem Olesia poznała się przypadkowo – spacer z koleżanką po bulwarze, koleżanka skręciła nogę, chłopaki pomogli… I jak w polskich komediach, udawali, iż studiują na UW, a ojcowie to tu generał, tam profesor. Po co to robili, trudno powiedzieć – byli młodzi i niemądrzy. Gdy Olesia zaszła w ciążę i Andrzej dowiedział się, iż jest studentką pedagogiki, a jej tata jeździ autobusem, wręczył pieniądze na aborcję i zniknął. Olesia aborcji nie zrobiła i nigdy nie żałowała – Zosia była jej powierniczką, o nieracjonalnie dojrzałym charakterze. Zawsze miały siebie, a gdy Olesia prowadziła lekcje, Zosia cicho bawiła się lalkami, a potem razem gotowały mleczny zupę czy jajko po wiedeńsku, piły herbatę z ciasteczkami i masłem. Pieniędzy nie było wiele, wszystko szło na czynsz za mieszkanie, ale żadna z nich nigdy nie narzekała. — Jak mogliście oddać moją córkę obcemu?! Głos Olesi drżał, a łzy napływały do oczu. — Ale jak obcemu? — irytowała się niebieskooka kobieta. — Przecież to ojciec! Olesia mogłaby jej powiedzieć, iż ojca nie ma, ale to nic nie da. Trzeba było biec do ochrony i prosić o nagrania… — Kiedy to było? — Z dziesięć minut temu… Olesia rzuciła się biegiem. Ile razy powtarzała Zosi – nie odchodź z obcymi! Nogi ze strachu ledwie ją niosły, w oczach jej się mąciło – kilka razy wpadła na kogoś, ale choćby nie przeprosiła, byle dalej. Na wyczucie krzyknęła: — Zosia! Zosiu! Na food courcie było gwarnie, większość nie zwróciła uwagi na jej wołanie, ale kilka osób się obejrzało. Olesia łapała gwałtownie oddech i próbowała zdecydować – gdzie iść najpierw? Może on jej nie zabrał, może… — Mamusiu! Z początku nie wierzyła własnym oczom. Jej córka w rozpiętej kurtce, buzia w lodach, biegła do niej. Wtuliła się w dziewczynkę tak, jakby miała odpaść od ziemi, gdyby ją puściła – a może tak właśnie było — i spojrzała intensywnie na mężczyznę. Przystojny, krótkie włosy, w śmiesznym swetrze ze śnieżynkiem i lodem w ręku. Widać, odczytał w jej oczach to, co Olesia miała mu powiedzieć, bo zaczął tłumaczyć: — Przepraszam, to moja wina! Powinienem czekać na miejscu, ale chciałem załatwić te dzieciaki! Wie pani, dokuczali Zosi, mówili, iż nie ma taty, iż jej tata nigdy nie przyjdzie, bo jest brzydka! To pomyślałem, iż pokażę im — podszedłem, mówię: córciu, zanim przyjedzie mama, chodźmy na lody. Nie sądziłem, iż pani się przestraszy… Olesię trzęsło. Nie zamierzała wierzyć obcemu. Ale czy rzeczywiście dokuczali Zosi? Spojrzała córce w oczy, a ta natychmiast zrozumiała pytanie. Pociągnęła nosem, zadartym podbródkiem. — No i co z tego! Teraz też mam tatę! Mężczyzna rozłożył ręce bezradnie, Olesia wciąż nie mogła wydusić słowa. — Idziemy – w końcu wyszeptała. – Późno już, na autobus się nie spóźnimy. — Poczekajcie! — zrobił krok naprzód, niepewnie pomachał ręką. — Może was podwiozę? No skoro tak się stało… Proszę się nie martwić, nie jestem żadnym maniakiem! Nazywam się Artur. Jestem dobry! choćby moja mama siedzi tam — może potwierdzić! Pokazał kobietę w fiołkowych lokach siedzącą przy stoliku, oczy utkwione w książce. — jeżeli chce pani, zaprowadzimy się do niej, ona poleci mnie najlepiej! — Nie wątpię — syknęła Olesia, której nie przeszła jeszcze ochota, by przywalić nieznajomemu. — Dzięki, ale same sobie poradzimy! — Mamo… – Zosia pociągnęła za rękaw jej kurtki. — Niech oni zobaczą, iż tata nas odwiózł! Przed salą zabaw wciąż stała jubilatka z mamą i jeszcze jedna dziewczynka, imienia jej Olesia nie pamiętała. W oczach córki było tyle prośby, a iść po lodzie w tym stanie byłoby trudno. Olesia postanowiła. — Dobrze — rzuciła. — Super! Zaraz, tylko dam znać mamie! „Maminsynek” – zgryźliwie zanotowała Olesia. W tej chwili kobieta z fioletowymi włosami pomachała jej serdecznie, Olesia gwałtownie odwróciła wzrok. Ależ głupia sytuacja! Po drodze starała się nie patrzeć Arturowi w oczy, ale nie mogła nie zauważyć, jak delikatny był w rozmowie z Zosią. Ta śpiewała jak skowronek, nie do poznania – Olesia nigdy jej takiej nie widziała. Ale gdy zatrzymali się pod blokiem, Zosia posmutniała. — Już nigdy się nie spotkamy? — spytała cicho Artura, spoglądając na matkę. Olesia poczuła jego spojrzenie, wiedziała, iż pyta o zgodę. Miała już powiedzieć – Zosiu, nie wypada — ale patrząc na jej rozczarowaną twarz, nie potrafiła. Spojrzała Arturowi w oczy, kiwnęła głową. — jeżeli tylko mama pozwoli, mogę zaprosić cię w weekend do kina na bajkę. Byłaś kiedyś w kinie? — Naprawdę? Nie, nigdy! Mamo, czy mogę pójść z tatą do kina? Olesia poczuła się niezręcznie, więc to ona zaczęła się tłumaczyć: — Dobrze, Zosiu, pozwolę, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze — musisz wiedzieć, iż nazywanie obcego człowieka tatą jest niekulturalne, mów mu „pan Artur”, rozumiesz? Po drugie — na bajkę idę z wami, bo co ci powtarzam? Nie wolno chodzić z obcymi, choćby miłymi! — Ja też jej to tłumaczyłem – wtrącił Artur. — Że nie wolno chodzić — podkreślił. — To mogę już? — Powiedziałam – tak. — Hura!!! Olesia wiedziała, iż powinna to wszystko przerwać w zarodku, ale nie mogła. Nie miała nikogo na tym świecie oprócz Zosi. Żeby tylko mogła się z kimś poradzić! Na przykład z mamą. Olesia ledwo ją pamiętała — mama zginęła, gdy Olesia miała pięć lat, tyle, ile Zosia teraz. Chłopiec wpadł pod lód, nikt nie odważył się go ratować, ona się odważyła. I chłopca wyciągnęła, ale sama… Sama złapała zapalenie i zmarła w tydzień – miała cukrzycę, zdrowia nie było. U Zosi też była cukrzyca, przez to Olesia bardzo się martwiła — to przecież jej geny. Do następnego weekendu Olesia wiele przemyślała, ale niepotrzebnie się martwiła – wszystko przebiegło nie tak, jak wyobrażała — Artur przyprowadził do kina swoją mamę. — Żeby pani nie myślała, iż coś knuję — niech mama mnie zareklamuje — zaśmiał się. — A właśnie, iż knujesz — powiedziała jego mama z taką dumą w głosie, iż od razu widać było, iż syn jest jej oczkiem w głowie. Gdy Artur prowadził Zosię do popcornu, jego mama rzeczywiście go „zareklamowała”. — Wiesz… możemy mówić sobie po imieniu? On też wychowywał się bez ojca. Cztery razy byłam zamężna, ostatni mąż był idealny! Artur cały do niego podobny. Ale los postanowił inaczej — nie zdążył wziąć syna na ręce. Zawał. Rodziłam wcześniej, nie wiem, jak przeżyłam. Oczywiście, pierwsi mężowie pomagali… Dziwnie patrzysz? Z pierwszym przez cały czas świetne stosunki, drugi okazał się nie z tych, co trzeba, a trzeci — zbyt kochał kobiety, jednej mu było mało. Starali się zastąpić Arturowi ojca, ale ojciec to ojciec. Dlatego tak się przejął Zosią — jego też dzieciaki wyśmiewały w szkole. Ileż to razy chodziłam do nauczycieli! Nic nie pomagało! Co on nie robił, zakłady głupie, byle udowodnić chłopakom, raz prawie zginął… Co tu mówić — kobieta była fascynująca. Niska, szczupła, fiołkowe włosy, garnitur od Vistuli i kryminał w rękach. Olesi bardzo przypadła do gustu. — Nie obawiaj się, nic złego nie knuje, po prostu ma dobre serce — tu kobieta puściła oko. — A z tobą to chyba też mu się podoba. Olesia się zarumieniła. Tego jej brakowało! Czuła, iż lepiej nie zaczynać, ale żal jej było Zosi… Po filmie podała Arturowi pieniądze za bilety, ale ten odmówił. — jeżeli zapraszam dziewczynę do kina, to płacę za wszystko! Olesi to się nie podobało — była przyzwyczajona do niezależności. Co do tego, iż mu się podoba — brednie, tak się nie zdarza. Gdy Artur odwoził ich do domu, Zosia spytała: — Tato, gdzie pójdziemy następnym razem? — Zosia! — zganiła Olesia. Dziewczynka śmiesznie zakryła usta dłonią. — Możemy pójść do Muzeum Przyrody — jak ci się podoba? — Super! Mamo, idziemy? — Idźcie sami — odparła szorstko Olesia. — Weźcie ze sobą panią Katarzynę, mówiła, iż uwielbia motyle. Pierwsza wyszła z auta, chcąc jak najszybciej skończyć to wszystko. Kątem ucha usłyszała, jak Artur mówi do Zosi: — Gdy mama nie słyszy, możesz mówić do mnie „tato”. Tak to Zosia dostała niedzielnego tatę. Czasami Olesia chodziła z nimi, czasem zostawiała córkę pod opieką matki Artura. Wciąż uważała Artura za kogoś obcego i podejrzanego, choć Zosia z zachwytem opowiadała, jaki jest wesoły i ciekawy. Olesia sama zaczynała się tym zarażać, ale nie pozwalała sobie na uczucia — w życiu nie ma nagłych zwrotów akcji, nie ma „księcia na białym koniu”. A mama Artura chwaliła syna tak, iż Olesia zastanawiała się — co z nim jest nie tak? Czy taka kobieta swatałaby syna zwykłej dziewczynie? Ale powoli serce Olesi miękło. Artur robił to z taką delikatnością — tu zostawił czekoladkę, tam pytał, czy może dokądś zabrać Zosię, a w aucie łapał jej spojrzenie. Ale najbardziej lubiła panią Katarzynę — była cudowną rozmówczynią! Gdyby Artur nie był jej synem, to właśnie z nią Olesia radziłaby się w sprawach sercowych. Pewnego dnia zadzwonił i zaczął coś o kinie. Zosia natychmiast się pojawiła — szeptem spytała: — To Artur? Usiadła zadowolona obok. — Tak, Zosia się ucieszy — jak zawsze odpowiedziała. — Poczekaj… Dzwonię po Zosię, ale i po panią. No, w sensie, żebyśmy poszli razem. We dwoje. I wtedy odezwała się pani Katarzyna: — Wreszcie! — Mamo, przestań podsłuchiwać! O, Olesia, przepraszam… Zawsze ma ucho nastawione. Zosia szepnęła: — On zaprosił cię do kina? Olesia zaśmiała się. — Ja też mam ucho! Słuchaj, Artur… Ja… — Proszę, tylko nie odmawiaj! Daj mi jeden szansę, obiecuję być rycerzem! — O oczach, Artur, powiedz o oczach — nie dawała spokoju pani Katarzyna. — Powiedz, co mówiłeś o oczach jej mamy… Jakby ktoś wylał na Olesię zimną wodę. Nic nie rozumiała — co z mamą? Artur coś krzyknął do matki, a potem rzekł: — Olesiu, zaraz przyjadę i wszystko ci wyjaśnię. Mogę? Wyjaśnienia bardzo się jej przydały… Chodziła z kąta w kąt, aż przyjechał Artur, a Zosia, jakby wyczuła, siadła do rysowania. — Powinienem był od razu ci powiedzieć — zaczął Artur. — I chciałem, ale tak bardzo mi się spodobałaś… Nie chciałem, żebyś myślała, iż robię to dla mamy. Swojej mamy, to znaczy. A bałem się, iż mnie znienawidzisz. Przez to, co zrobiłem — przez mnie ona zginęła… Mówił chaotycznie, przeskakiwał z tematu na temat, patrzył błagalnym wzrokiem. Olesię trzęsło, jak wtedy, gdy myślała, iż Zosia zaginęła. — Wybaczysz mi? Olesia nie powiedziała nic przez cały monolog, z trudem wydusiła: — Muszę to przemyśleć. — Mamo, no, wybacz tacie… Artur spojrzał znacząco na Zosię, przypominając ich układ. I znów patrzył na Olesię. Ona powtórzyła: — Potrzebuję czasu. Muszę to przemyśleć, rozumiesz? Chciała zadać mu milion pytań, ale nie mogła nic z siebie wydusić. Ale gdy zadzwoniła pani Katarzyna, wszystko potoczyło się inaczej — od niej Olesia dowiedziała się wszystkiego. — On nie wiedział, iż ona zginęła — oszczędzałam mu psychikę. Potem przypadkiem powiedziałam, a Artur postanowił was odnaleźć. Tego wieczoru chciał się przedstawić i pomóc, ale najpierw z Zosią tak wyszło, potem z tobą… Zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bał się, iż go źle zrozumiesz. Nie obwiniaj go — to Artur chciał udowodnić chłopakom, iż jest mężczyzną, choćby bez ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, a on wszedł i… Pani Katarzyna nie naciskała, ale broniła syna. Zosia za to naciskała i to jak! — Mamo, on przecież jest dobry! I kocha cię, sam mówił! Może być moim tatą, prawdziwym, rozumiesz? Olesia rozumiała. Ale czy to było… w porządku? Minął prawie miesiąc, a Olesia wciąż nie mogła z nim porozmawiać. Nie odbierała, nie czytała wiadomości. Im dłużej zwlekała, tym bardziej chciała zadzwonić. Ale tym trudniej było to zrobić. Zosia obudziła ją w nocy — płakała, mówiła, iż boli ją brzuszek. Już wieczorem się skarżyła, Olesia uznała, iż to przez kiepski kefir. Teraz Zosia była rozpalona — nie trzeba było mierzyć temperatury. Trzęsącymi się dłońmi wybrała numer pogotowia, potem — nie wiadomo czemu — Artura. Przybiegł razem z karetką. W spodniach dresowych, zaspany, rozczochrany. Pojechał z nimi do szpitala, uspokajał, obiecywał, iż wszystko dobrze się skończy. Sam miał drżący głos. — Zapalenie otrzewnej — to nie takie straszne, — powtarzał. — Będzie dobrze! Olesia sama złapała go za rękę — czy by go uspokoić, czy siebie. W poczekalni było chłodno, oboje nie wzięli nic ciepłego, siedzieli blisko, ogrzewając się nawzajem. Pierwszy rzucił się do lekarza, pytał o przebieg operacji. Olesia siedziała, bała się ruszyć. jeżeli z Zosią coś się stanie, nie przeżyje tego. Ale wszystko było dobrze. Lekarze zrobili wszystko najlepiej, Zosia też — dzielnie walczyła, choć sytuacja była krytyczna. — Jakby dobry anioł nad nią czuwał — powiedział lekarz, a Olesia szepnęła: dziękuję, mamo! Artur długo dziękował lekarzowi, a ten kazał im wracać do domu — do Zosi i tak nie wolno, jest w reanimacji, a rodzice powinni odpocząć. Podwiózł ją pod blok, Olesia oczekiwała, iż poprosi, by wejść, ale milczał. Wtedy powiedziała: — Już świta. Chcesz wejść? Zaparzę kawę. Zdała sobie sprawę, iż naprawdę tego chciała — żeby wszedł. I żeby został. Na zawsze. Zosia wracała do zdrowia zaskakująco gwałtownie — wszyscy lekarze i pielęgniarki to zauważyli. — Bo mam i mamę, i tatę — tłumaczyła. A nikt poza Olesią i Arturem nie rozumiał, czemu dziewczynka jest z tego taka szczęśliwa…
Liczba ofiar katastrofy "Heweliusza" wciąż nie jest pewna. Szwedzi długo twierdzili, iż we wraku przez cały czas są ciała
W Niemczech rusza proces Polaka. Miał podpalić partnerkę
Zabójstwo Pawła wstrząsnęło Holandią. Podejrzani Polacy
Emilia wysiadła nocą z auta bez kurtki i telefonu. Prokuratura wszczyna śledztwo
89-latka z Ostrołęki o krok od utraty 200 tysięcy złotych. Policja ostrzega przed oszustami
Polka wśród zatrzymanych w Szwajcarii. W tle zabójstwo mężczyzny
Tajemnicze zgony młodych kobiet w Krakowie. Zwłoki w windzie powiązano z innymi śmierciami
Tajemnicza śmierć w Szwajcarii. Polka wśród zatrzymanych
Ksiądz podejrzany o zabójstwo znajomego skierowany na obserwację psychiatryczną
Ksiądz trafi na obserwację psychiatryczną. Miał zabić bezdomnego
Dramatyczne dane z Iranu. Rośnie liczba zabitych
Śmierć 37-letniej Emilii pod Włodawą. Sekcja zwłok nie dała wszystkich odpowiedzi
Masz dość hollywoodzkiej przewidywalności? Sprawdź te bałkańskie seriale na zimę 2026
Zabójstwo na działce w Ostrołęce. Proces rusza jeszcze w styczniu
Wjechał na zamarznięty staw. Jego samochód utonął [WIDEO]
Zwłoki mężczyzny w mieszkaniu w Szwajcarii. Polka wśród zatrzymanych
Były prezydent Korei postawiony przed sądem. Prokuratura chce kary śmierci
Auto zatopione w stawie w Wodzisławiu. Strażacy nie będą dziś wyciągać pojazdu [WIDEO]
Jeździł autem po zamarzniętym stawie. Samochód utonął
Apple TV szykuje kolejną perełkę. Film “Eternity” z genialną obsadą już za chwilę w serwisie! Kiedy premiera?
Kara śmierci i „wilczy bilet”. Co grozi za dezercję w armii USA?
"Najbardziej tragiczny rok" dla Ukraińców. Raport ONZ wskazuje, iż ginie coraz więcej cywilów
Tragiczny finał poszukiwań. W lesie znaleziono ciało 50-latka
Tragedia w Mierzejewie. 28-latek podejrzany o zabójstwo brata
Irański urzędnik o protestach. Mówi o dwóch tysiącach ofiar
90-letnia kobieta z Zielonej Góry uratowana przed oszustwem w sieci
Tajemnicza śmierć w rosyjskiej ambasadzie, zniknięcie oligarchy i cień GRU. Co stało się na Cyprze?
Jest czołową postacią w szwedzkim gangu. 21-latek aresztowany w Iraku
Śmierć z wychłodzenia 62-latka z powiatu ropczycko‑sędziszowskiego. Policja bada okoliczności zdarzenia
Ciało znaleziono nad rzeką. Są wyniki sekcji zwłok Emilii
Egzekucja na pogrzebie. Były prezes klubu zastrzelony