Kradzieże

Wszystkie chwyty dozwolone Rodzina zebrała się w komplecie. Powód spotkania był, jak zwykle, finansowy, choć ukryty pod pretekstem rodzinnej kolacji. Luba, córka babci Tosi i mama Katii z Arkiem, przekładała w dłoniach babcine szmatki, w które ta zawsze zawijała pieniądze… Babcia już sama o swoich pieniądzach nie decydowała—niczego nie pamiętała, nikogo nie rozpoznawała, ale Luba z przyzwyczajenia odkładała jej emeryturę w te same szmatki. – Znowu zniknęły – lamentowała Luba do rodziny. – Dziesięć tysięcy, nie mniej! Nie mogłam się pomylić, sama liczyłam! Gdzie one znikają? Mamusiu, pamiętasz, ile tam było? Babcia Tosia odwróciła się… tylko nie do córki, a do portretu zmarłego męża. – Oj, Piotruś… jaka tu cisza… – spojrzała na wnuczkę Żenię. – A ty, wnuczko, nie podjadaj moich cukierków, są dla gości… A gdzie Arek? W szkole? Luba skręcała banknoty. Mama oczywiście nie pamiętała, ile tam było pieniędzy, ale Luba była pewna—ktoś kradnie! Myśl szalona, bo w domu bywają tylko swoi, a jednak ktoś kradnie! I to komu? Starszej osobie… Wpadł Arek, właśnie o nim mówiła babcia. – Co tu siedzicie, jak na stypie? – zapytał, chowając kluczyki od auta. Luba, jego matka, zaniosła się płaczem. – Areczku, katastrofa! Pieniądze! Babci znów ukradli… Od miesięcy sama jej emeryturę chowam tu, do tej szafki… Ktoś kradnie! Arek przejechał szyderczym wzrokiem po wszystkich. Jego mama ufała wszystkim, on—nikomu. – Pieniądze, mówisz? Znikają? – Arek zmrużył oczy – Wiem, dokąd znikają! Poszedł do przedpokoju i przyniósł pasiastą torbę Katii. Nim Katia zdążyła się zorientować, Arek rozpiął zamek i, nie zważając na protesty matki, wysypał zawartość na starą ceratę na stole. Wysypały się pomadka, klucze, lusterko i… pieniądze. Dużo pieniędzy. Stosy pogniecionych, ale rozpoznawalnych banknotów. Pięć tysięcy złotych w pięćsetkach. – Patrzcie! – krzyknął Arek, podnosząc jeden banknot – Gdy wchodziłem, upadła jej torba, zbierałem ją, a ze środka wypadło to… Pięćsetki! I jakie znajome pięćsetki! Ciocia Halina, która dotąd jadła sałatkę, połknęła kawałek i zaczęła się krztusić. Na każdym banknocie, jeżeli się przyjrzeć, widać było ledwo widoczny ślad długopisu – cienką, niebieską linię. – Pamiętacie – mówił dalej Arek – jak miesiąc temu, gdy mama przeliczała pieniądze, Wania przypadkiem przejechał długopisem po banknotach? To te same pięćsetki z babcinej emerytury. Wszystkie spojrzenia skupiły się na Katii. Katia, dotąd nieruchoma jak posąg, zesztywniała. – Arek, co ty robisz? – Ja? – obruszył się – Ja nic. Mówię, torba upadła, przechodzę, patrzę, a tam—pieniądze! Jakie znajome! Katia zrozumiała, iż nie ma co najeżdżać na Arka—musi się bronić. – To nie ja! – Katia wstała, zahaczając o stół. choćby babcia się odwróciła. – Co za hałas? – spytała babcia Tosia. – Gdzie są moje kapcie? Wszyscy zrobili wielkie oczy. – Katiuszka, córeczko – wstała Luba – Jak mogłaś? Po co? Przecież pracujesz, pomagam ci… Jak można kraść od własnej babci? – Mamo, to nie ja! Niczego nie brałam! – A kto? – przeszywająco spytał Arek. – To ty, Katia, ciągle tu bywasz, niby opiekujesz się babcią. Inni nie mają dostępu do skrytki. Mama—tak, ale mama by tego nie zrobiła. Zostajesz tylko ty. Katia wycofywała się, jakby bali się ją pobić. – Przysięgam, niczego nie ruszałam! Patrzyła na matkę, jakby szukała w niej wsparcia, ale Luba patrzyła na nią jak na potwora. – Kłamiesz – szepnęła Luba – Jak mogłaś… – Kocham babcię! – Katia rozpłakała się z żalu – Przyjeżdżałam pomagać! Naprawdę nie brałam tych pieniędzy! Jednak uparcie logiczna sytuacja była przeciwko niej. Pieniądze wypadły z jej torby. Innych podejrzanych nie było. – Wszystko jasne – podsumował Arek – Żal, Katia. Bardzo żal. Mogłaś poprosić, dalibyśmy ci. Ale kraść od bezradnej babci—nikt się tego po tobie nie spodziewał. Tego wieczoru Katię wyprosili z domu, a jej życie wywróciło się do góry nogami. Nikt jej nie rozumiał. Nikt nie chciał jej słuchać. Mama, jak trochę ochłonęła, próbowała prosić rodzinę o łagodność, ale… – Nie wpuszczaj jej więcej, Luba – syczała ciocia Halina przez telefon, gdy Luba próbowała rozmawiać o sytuacji – Wyobrażasz sobie, jaki wstyd? Mama może i nic nie pamięta, ale gdyby się dowiedziała, kim stała się Katia… Luba posłuchała. Prawie przestała rozmawiać z córką. Gdy Katia dzwoniła, odpowiadała krótko: zajęta, później, teraz nie mam czasu. Katia walczyła. Dzwoniła do rodziny z różnych numerów, ale gdy tylko słyszeli, iż to ona—odkładali słuchawkę. Katia próbowała własnego śledztwa, ale bez skutku, bo nikt nie chciał z nią rozmawiać ani wpuścić jej do babcinego mieszkania. Udało się tylko wyciągnąć na spotkanie mamę. – Mamo, proszę – Katia niemal błagała – Wiem, iż to brzmi jak wymówka, ale przysięgam—nie ja! Czemu mi nie wierzysz? Mamie było trudniej niż innym. To przecież córka. – Katia… Mnie samej jest ciężko. Ale pieniądze były przy tobie. I nie rozmawiajmy o tym więcej. Gdybym widziała to tylko ja, może byśmy zapomniały, ale rodzina ci tego nie wybaczy… I mnie ciężko. Babcia tyle dla ciebie zrobiła. – Ale nie jestem winna! Może wypadły wcześniej? Z innej torby? Może ktoś inny… – Dość! – przerwała matka – Jesteś moją córką i chcę ci wierzyć, ale fakty! Fakty mówią, iż jesteś złodziejką. Z tym oskarżeniem Luba gwałtownie odeszła, zostawiając Katię samotną na zimnie. choćby nie pozwolili jej pożegnać się z babcią… Ale doczekała aż wszyscy się rozjadą i pojechała do mieszkania babci, mając nadzieję, iż teraz mieszka tam matka. Mama, choć ostro, czasem się z nią spotykała. Może teraz się uda dotrzeć? Otworzył jej Arek. Był wysoki, musiała zadrzeć głowę, żeby spojrzeć mu w oczy. Może i dobrze, iż właśnie on tu był. – Arek – poprosiła Katia – Porozmawiajmy. Ostatni raz. – O Katia. przez cały czas chcesz ratować swoje dobre imię? Już go nie odzyskasz – powiedział brat. – Lepiej się przyznaj. Może ci wybaczą. Katia nie przywykła przepraszać za coś, czego nie zrobiła. – Nie. Chcę znać prawdę. Może wtedy pomyliłeś się? Może pieniądze wypadły z innej torby? Z kieszeni? Pomyśl… Nagle spojrzenie Arka stężało. – Pomyliłem się? Katia, ty naprawdę jesteś naiwna! – pochylił się do niej – Ja dobrze wiem, iż ich nie ukradłaś. To ja ci je wsadziłem do torby. Aż jej pociemniało przed oczami. – Co… – tylko tyle zdołała wykrztusić. – Właśnie tak. – Dlaczego? – Katia nie mogła uwierzyć – Po co to zrobiłeś? Żeby pozbyć się konkurencji. – W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babcia miała wtedy co najwyżej pół roku życia, widziałaś sama. A to mieszkanie już wcześniej było przepisane na mamę—by nie było problemu u notariusza. I tu zaczynał się problem. Mama, sama wiesz, jest sentymentalna. Chciała oddać mieszkanie właśnie tobie. Katia nic nie pojmowała. – Ale dlaczego? – Bo, kochana Katiu, – kontynuował złośliwie – codziennie przyjeżdżałaś do babci. Karmiłaś ją, sprzątałaś jej mieszkanie, czytałaś książki, których i tak nie rozumiała. Wnuczka idealna. Mama widziała, rozczulała się. Uznała, iż zasłużyłaś… A ja? Ja nie jestem wnukiem? Ja nie zasłużyłem? Dlatego postanowiłem z tobą powalczyć. – Przecież nie robiłam tego dla mieszkania! – wykrzyczała Katia, której wyznanie brata łamało serce – Robiłam to dla babci! Kochałam ją! Parsknął śmiechem. – Nie opowiadaj bajek, Katia. Wszyscy jesteśmy ludźmi. Chciałaś grać biedną owieczkę, taką troskliwą dziewczynkę, żeby wszystko przypadło tobie. A ja cię ograłem. Jeden do zera. Milczenie. Arek sam podsumował. – Teraz – dokończył Arek – jesteś złodziejką. Mama odwróci się od ciebie, bo jestem takim dobrym synem. Ty – zgubiona córka. A mieszkanie jest moje, bo ty choćby progu już nie przekroczysz bez awantury. – Ty… jesteś… podły – powiedziała Katia. – Co jest, to jest. Cześć, siostrzyczko. Spadek przyjęty. Otworzył drzwi. Katia nie ruszyła się z miejsca. Przydałoby się jej to mieszkanie. Wynajem drogi, własne—nieosiągalne. Ale naprawdę kochała babcię. Pamiętała, jak babcia Tosia, choćby w demencji, raz pogłaskała ją po policzku i powiedziała: „Dobrze, iż przyszłaś, moja kochana. Jesteś zupełnie jak mój Piotruś”. Teraz, żeby udowodnić niewinność, musiałaby dowieść, iż Arek kłamie. Ale jak? Nie da się. Wychodząc z domu, zamknęła drzwi. Wiedziała, iż za rok już nikt nie będzie pamiętał, iż nie była złym człowiekiem. Zapamiętają tylko jedno: Katia ukradła pieniądze umierającej babci. Arek już wygrał. I świętował swoje zwycięstwo.
Musk odciął Rosji kradziony internet. Wybuch wściekłości
Pilne ostrzeżenie. Wystarczy jeden kod i twoje pieniądze znikają w bankomacie
Włamał się do automatu myjni. Straty większe niż łup. Nagranie
Kradzież zamiast remontu. Na celowniku złota biżuteria
Kradzieże samochodów na parkingu lotniska. Złodzieje wykorzystali lawetę
Luksusowe auta skradziono w Warszawie, trafiły na Litwę
Skalowanie e-commerce bez barier. Jak automatyzacja procesów pozwala rosnąć szybciej niż konkurencja?
Biała Podlaska. 20-latka oszukana „na znajomego”
Od 25 lat szukał zatrudnienia, w końcu ukradł tablicę urzędu pracy w Namysłowie
Kradli w Polsce luksusowe auta. Obcokrajowcy w rękach policji
Ukradli mikrosamochód w Gliwicach. Policja ich namierzyła
Łącznie stracili ponad sto tysięcy złotych. Seria oszustw w pow. radomskim
45-latek zatrzymany z tablicą urzędu pracy. Nietypowy powód zaskakuje
Funkcjonariusz SOP zawieszony za groźby wobec TV Republika. W tle znana adwokatka
Luksusowe podróże i łapówki za kontrakty NATO. Zatrzymania w Polsce i na Litwie
Ukradł tablicę z urzędu pracy. „Na pamiątkę 25 lat na bezrobotnym”
Lekarze zarobili do 300 tys. zł wystawiając recepty dla przestępców
Złodzieje luksusowych aut zatrzymani
Trzech lekarzy zatrzymanych. CBŚP rozbija gang handlujący nielegalnymi lekami
Apel do mieszkańców woj. łódzkiego. Służby proszą o wzmożoną czujność
Miał być szybki zysk. Młodzi informatycy wyłudzali pieniądze metodą na BLIK
Uważaj na ten e-mail. Nie klikaj. CERT ostrzega. Możesz stracić majątek
Epstein chciał dobrać się do miliardów skradzionych przez Kadafiego
Nieoficjalnie: Nagrania znanej adwokat pogrążyły funkcjonariusza SOP-u. Oficer zawieszony
Wrocławianie alarmują. Dawne kino Lwów jest dewastowane
„Szef” i „Sprzedawca jacuzzi” okazali się oszustami
Zuchwała kradzież w Małopolsce. Ofiarą padł odprawiający mszę ksiądz
Zagłuszali sygnał i plądrowali auta. Gruzini w areszcie
26-letni Wielkopolanin usłyszał 8 zarzutów. Prawie wszystkie dotyczyły tego samego
Dostałeś SMS o „odłączeniu prądu”? Nie klikaj!
Dwóch Gruzinów zatrzymanych i aresztowanych za włamania do samochodów
Ukradł motorower. Grozi mu 10 lat odsiadki
37-latek odpowie za nękanie i groźby pozbawienia życia
Ostróda: Plebania splądrowana. Sprawcy już za kratami!
Odzyskane skradzione auta
Dwa tygodnie picia, pięć lat więzienia. Mężczyzna z gminy Uchanie ma problem
Podczas mszy skradziono samochód proboszcza
Ukradli auto. Po chwili zostali zatrzymani!
Wszystkie chwyty dozwolone Rodzina zebrała się w komplecie. Powód spotkania był, jak zwykle, materialny, choć schowany pod pozorem rodzinnej kolacji. Luba, córka babci Tośki i mama Kacpra oraz Arka, przekładała w dłoniach babcine chusteczki, w które seniorka zawijała pieniądze… Babcia swoimi pieniędzmi już nie zarządzała, nic nie pamięta i nikogo nie poznaje, ale Luba, z przyzwyczajenia, chowała jej emeryturę w te same chusteczki. – O, znowu zginęły! – lamentowała Luba do rodziny. – Dziesięć tysięcy, nie mniej. Nie mogłam się pomylić, sama liczyłam! Gdzie one znikają? Mamo, pamiętasz ile tam było? Babcia Tośka spojrzała… ale nie na córkę, tylko na portret świętej pamięci męża. – Oj, Stasiu… Jaka piękna młodość… – Zamrugała do wnuczki Zosi. – A ty, wnuczko, nie ruszaj moich cukierków, są dla gości… A gdzie Arek? W szkole? Luba zwinęła studolarówki. Mama oczywiście nie pamięta, ile było. Ale Luba jest pewna – ktoś kradnie. To szalona myśl, bo przecież w domu bywają tylko swoi, ale jednak ktoś kradnie! I jeszcze od kogo! Od starej kobiety… Wszedł Arek, ten sam, którego przywoływała babcia. – Co wy tu tak siedzicie, jak na stypie? – rzucił, odkładając kluczyki od auta. Luba, jego matka, zaniosła się łzami: – Arkuś, tragedia! Znowu zginęły pieniądze babci… Już parę miesięcy chowam je tutaj do szafki… Ktoś podbiera! Arek rozejrzał się ironicznie. Jego mama ufała wszystkim, on – nikomu. – Pieniądze mówisz? Znikają? – zmrużył oczy. – A ja wiem, gdzie znikają! Wyszedł do przedpokoju i przytaszczył pasiastą torbę Zosi. Zanim Zosia zdążyła zareagować, Arek rozpiął zamek i mimo protestów matki wysypał zawartość na stół pokryty ceratą. Wypadły pomadka, klucze, lusterko i… pieniądze. Mnóstwo pieniędzy. Zmięte, ale rozpoznawalne banknoty. Pięć tysięcy w pięćsetkach. – Patrzcie! – krzyknął Arek, podnosząc jeden banknot. – Jak wchodziłem, torba jej się przewróciła, podniosłem – i co wypada? Pięćsetki! I jakie znajome pięćsetki! Ciocia Ela, która do tej pory jadła sałatkę, zakrztusiła się i zaczęła kaszleć. Na każdym banknocie, jak się przyjrzeć, widniała drobna niebieska kreska długopisem. – Pamiętacie, – ciągnął Arek, – jak miesiąc temu mama przeliczała pieniądze, a Wojtek długopisem po nich przejechał? To właśnie te pięćsetki z emerytury babci. Wszystkie spojrzenia skierowały się na Zosię. Zosia, która dotąd była jak posąg, drgnęła. – Arek, co ty wyprawiasz? – Ja? Ja nic! Jak przechodziłem obok, upadła jej torba, patrzę – wypadają pieniądze! A jakie znajome! Zosia zrozumiała, iż nie ma czasu atakować Arka, trzeba się bronić. – To nie ja! – wykrzyknęła, strącając stół. choćby babcia Tośka odwróciła się na ten hałas. – Kto tam hałasuje? – spytała babcia. – Gdzie moje kapcie? Wszyscy patrzyli ogromnymi oczami. – Zosiu, córeczko – Luba wstała – Jak mogłaś? Po co? Pracujesz, pomagam ci… Jak tak można kraść od własnej babci? – Mamo, to nie ja! Nic nie brałam! – A kto? – przeszyła ją wzrokiem Arek. – tylko ty tu non stop przy babci siedzisz. Mama ma dostęp, ale mama nigdy by tego nie zrobiła. Zostajesz tylko ty. Zosia cofała się, jakby mieli ją zaraz uderzyć. – Przysięgam, niczego nie ruszałam! Spojrzała na matkę z nadzieją, iż przynajmniej ona jej uwierzy, ale Luba patrzyła na córkę jak na potwora. – Kłamiesz, – wyszeptała Luba. – Jak mogłaś… – Kocham babcię! – Zosia rozpłakała się. – Przecież przyjeżdżałam pomóc jej! Naprawdę nie brałam tych pieniędzy! Ale uparta logika była przeciw niej. Pieniądze wypadły z jej torby. Innych podejrzanych nie było. – Dość. Temat zamknięty – podsumował Arek. – Szkoda, Zosiu. Bardzo szkoda. Mogłaś po prostu poprosić, a nie okradać bezbronnej babci… Nikt się po tobie tego nie spodziewał. Zosię wyrzucono, jej życie legło w gruzach. Nikt jej nie wysłuchał. Mama, gdy ochłonęła, prosiła, by byli łagodniejsi, ale… – Nie sprowadzaj jej tu, Luba – syczała ciocia Ela przez telefon. – Wyobrażasz sobie ten wstyd? Babcia już może nic nie kuma, ale gdyby wiedziała, co z Zosi wyrosło… Luba słuchała. Ledwo odzywała się do córki. Gdy Zosia dzwoniła, mówiła: zajęta, potem, nie teraz. Zosia próbowała walczyć – dzwoniła do bliskich z różnych numerów, ale gdy poznawali jej głos, odkładali słuchawkę. Prowadziła własne śledztwo, ale nic nie zdziałała, nikt nie chciał gadać, a do mieszkania babci nie mieli zamiaru jej wpuszczać. Udało się wyciągnąć tylko mamę na spotkanie. – Mamo, proszę, – Zosia niemal błagała, – Wiem, jak to brzmi, ale przysięgam – to nie ja! Czemu mi nie wierzysz? Mamie było najciężej – to w końcu córka. – Zosiu… dla mnie to też bolesne. Ale pieniądze były u ciebie. I koniec tematu. Gdybyśmy widziały to tylko my, jakoś byśmy wybaczyły, ale rodzina ci nie zapomni… I mi ciężko. Babcia tak cię kochała. – Ale ja nic nie zrobiłam! Może te banknoty wypadły wcześniej? Może z innej torby? Może ktoś inny… – Przestań! – przerwała matka. – Jesteś moją córką, chcę ci wierzyć, ale fakty! Fakty mówią, iż jesteś złodziejką! Z tym oskarżeniem Luba gwałtownie się oddaliła. Nie pozwolono jej się choćby pożegnać z babcią… Ale Zosia poczekała, aż ucichnie zamieszanie, rodzina się rozjedzie, i pojechała do mieszkania babci, mając nadzieję, iż spotka tam matkę. Luba czasem – choć szorstko – godziła się rozmawiać. Może teraz się uda? Ale spotkała tam Arka. Był wysoki, musiała zadrzeć głowę, by spojrzeć mu w oczy. Może to dobrze, iż to właśnie on. – Arku, proszę, porozmawiajmy. Ostatni raz. – Ach, Zosia… przez cały czas chcesz odzyskać dobre imię? Ono już przepadło, – powiedział brat. – Lepiej przyznaj się, może ci wybaczą. Ale Zosia nie zwykła przepraszać za to, czego nie zrobiła. – Nie. Chcę znać prawdę. Może się wtedy pomyliłeś? Może te pieniądze wypadły z innej torby? Z kieszeni? Przypomnij sobie… Wtedy Arkowi stwardniał wzrok. – Pomyliłem się? Zosia, naprawdę jesteś taka naiwna? – pochylił się. – Przecież wiem, iż ich nie ukradłaś. Sam ci je włożyłem do torby. Ciemno jej się zrobiło przed oczami. – Co?.. – tylko tyle zdołała wydusić. – Tak właśnie. – Ale… Po co? Żeby pozbyć się konkurencji. – W walce o spadek, siostrzyczko, wszystkie chwyty dozwolone. Babci zostało wtedy pół roku życia, sama widziałaś. I mieszkanie już było przepisane na naszą mamę, żeby uniknąć problemów. I tu zaczynał się kłopot. Mama – sentymentalna jest – chciała przekazać je tobie. Zosia dalej nic nie rozumiała. – Ale dlaczego? – Bo, kochana Zosieńko, – szyderczo ciągnął – codziennie wpadałaś do babci. Karmiłaś ją, sprzątałaś, czytałaś jej książki, których i tak nie rozumiała. Wnuczka roku. Mama to widziała i miękła. Uważała, iż zasłużyłaś… A ja? Ja nie wnuczek? Nie zasłużyłem? Więc postanowiłem z tobą konkurować. – Ja robiłam to nie dla mieszkania! – wykrzyknęła Zosia. Jego wyznanie dodało tylko bólu. – Robiłam to dla babci! Kochałam ją! Prychnął. – Nie opowiadaj bajek, Zosia. Każdy jest tylko człowiekiem. Chciałaś grać ofiarę, miłą wnusię, żeby wszystko dostać. A ja cię przechytrzyłem. 1:1. Skoro Zosia nie odpowiedziała, sam podsumował: – A teraz – jesteś złodziejką. Mama mnie nie odtrąci, bo jestem wzorowy syn. Ty – czarna owca. I mieszkanie, rzecz jasna, moje, bo teraz choćby progu nie przekroczysz. – Ty to masz w sobie… – powiedziała tylko Zosia. – Tak wyszło. No, trzymaj się, siostrzyczko. Spadek przejęty. Otworzył jej drzwi. Zosia nie ruszyła się. Prawda – mieszkanie by się przydało. Wynajem drogi, kupić coś – nierealne. Ale kochała babcię. Pamiętała, jak babcia, choćby w amoku, pogładziła ją po policzku i powiedziała: „Dziękuję, iż przyszłaś, kochanie. Jesteś jak mój Staszek”. I żeby odzyskać dobre imię, musiałaby udowodnić, iż Arek kłamie. Ale jak? Nijak. Wyszła, zamknęła za sobą drzwi. Wiedziała – za rok nikt nie będzie pamiętał, iż była dobrym człowiekiem. Wszyscy zapamiętają jedno: Zosia ukradła pieniądze umierającej babci. Arek już wygrał. I to świętował.
Kradzież z konta phishing i bank - kiedy warto walczyć o zwrot pieniędzy?
Pniewy: kobieta dopuściła się licznych kradzieży w markecie. Jej łupem stały się akumulatory i narzędzia o łącznej wartości 1800 złotych
Renowacje aut braci M. Zamiast odrestaurowanych klasyków, długi i wraki
Konflikt o kamienie. Rolnik je przesunął, wójt oskarża go o kradzież. "Może pójść do więzienia"
Miłośnicy Zimnej Wódki są już w rękach policji
Ukradli znak "Zimna Wódka", usłyszą zarzuty
Ukradli tablice z nazwą miejscowości Zimna Wódka. Szybka interwencja policji
Policjanci zatrzymali sprawcę napadu na kierowcę i odzyskali skradziony samochód
Złodziej-recydywista zatrzymany w Jastrzębiu-Zdroju. Ukradł mienie warte ponad 100 tysięcy złotych
„Legalne włamanie”, które skończyło się w celi. Hrabstwo zapłaci 600 tys. dolarów niesłusznie aresztowanym pentesterom