Kradzieże

Ukradł butelkę wódki, potem rzucił nią w ochroniarza
Zrobił zakupy bez płacenia. Teraz cała Polska go zobaczy
Ludzie tracą wszystko, co odkładali. KNF bije na alarm: „To już nie są amatorzy”
Trzy miesiące aresztu dla 32-latka - Aktualności
Odpowiedzą za kradzież Maserati
Młodzi nie monitorują PESEL-u w sieci, choć padają ofiarami oszustów. Badanie
Uderzał szklaną butelką w głowę 16-latków. Jeden z napastników trafił do aresztu
Kradzież krasnali
„To tylko stare graty” - myśleli. Kilka dni później zapukała do nich policja
Dzisiaj Dzień Bezpiecznego Internetu. Dlaczego dotyczy każdego z nas?
— Znowu się liże! Maks, zabierz go! Nastka z irytacją patrzyła na Tymiłka, bezmyślnie podskakującego przy nogach. Jak to się stało, iż trafili na takiego łobuza? Tak długo się zastanawiali, wybierali rasę, radzili się hodowców psów. Wiedzieli, jakie to odpowiedzialne. W końcu zdecydowali się na owczarka niemieckiego, żeby mieć wiernego przyjaciela, stróża i obrońcę. Jak szampon, trzy w jednym. Tylko tego obrońcę samemu trzeba przed kotami bronić… — Przecież on jeszcze szczeniak. Poczekaj, podrośnie, zobaczysz. — Aha. Nie mogę się doczekać, aż ten koń podrośnie. Widziałeś, ile on je? Jak my go utrzymamy? I nie tup, głupku, bo obudzisz dziecko! – marudziła Nastka, zbierając buty, które Tymiłek rozrzucił. Mieszkali na Miodowej, na parterze wielkiej „kostki”, z nisko osadzonymi, prawie wtopionymi w asfalt oknami. Miejsce świetne, gdyby nie jedno „ale”. Okna wychodziły na ślepy, ciemny zaułek podwórza, gdzie wieczorami przemykały cienie, zwykli przesiadywać sąsiedzi, a czasem dochodziło do bójek. Prawie cały dzień Nastka spędzała w domu sama z nowo narodzoną Kasiulą. Maks od rana szedł do pracy w Muzeum Narodowym, a wolny czas spędzał na targach staroci i w antykwariatach. Oko znawcy sztuki – oko-sokół, żartowała Nastka – potrafiło wyłowić perły: rzadkie obrazy, książki i bibeloty. Maks był zapalonym kolekcjonerem. Bez większego rozgłosu w domu uzbierała się całkiem niezła kolekcja obrazów, a na półkach z lat sześćdziesiątych dumnie prezentowały się talerze porcelany Ćmielów, figurki socrealistyczne i srebrne sztućce z początku XX wieku… Nastce było nieswojo zostawać samej z tym majątkiem i małą córeczką na rękach, a włamania w bloku zdarzały się całkiem często. — Nastka, jak myślisz, kiedy z Tymiłkiem najlepiej iść na spacer? Teraz czy po obiedzie? — Nie wiem. A w ogóle, to nie mój psi problem! Na dźwięk magicznego „na spacer”, Tymiłek jak szalony popędził do przedpokoju – aż zakręciło nim na zakręcie – chwycił smycz, wrócił i podskoczył pod sam sufit. No, koń, nie pies. Wszystkich lubi, każdego obwącha, każdemu piłkę przyniesie – tylko goście niech się nie zbliżają. Otwarta dusza, prawdziwy swojak, ale przecież miał być do obrony! A on choćby za kotami na podwórku nie goni. Biegnie do nich z piłeczką, szczęśliwy, myśli, iż zaraz się pobawi. No i nie raz dostał po nosie. Koty u nas na podwórzu to twardziele, takie to sobie trzeba było wziąć do ochrony… Jutro znów cały dzień sama. Mąż jedzie do Kazimierza Dolnego na festiwal Levitana, a co jej zostaje? Pilnować porcelany i wyprowadzać tego sapiącego gamonia? Jakby baba miała mało zmartwień… O świcie mąż wstał cicho, żeby nie obudzić żony. Co z tego – Nastka słyszała, jak zasyczał czajnik w kuchni, jak zadźwięczała smycz, jak Maks szuszał na Tymiłka, żeby nie wył i nie tupał. Przy tych pokojowych dźwiękach przysnęła, a gdy obudziła ją córka, po Maksa już nie było. Dzień zaczął się jak zwykle. Zwykły, spokojny, bezpieczny dzień. Czyż to nie jest szczęście? Koleżanki wzdychały: o, Nastka, tak wcześnie wyszłaś za mąż, rozrywasz się między mężem a córką, cały dzień siedzisz w kuchni, codzienność cię pochłonęła… Ale czy w zwyczajności nie ma uroku? Może nie wszystko się spełniło, jak marzyła. Męczyła ją nieobecność męża, ciasnota, brak pieniędzy. I ta jego pasja, na którą szło tyle pieniędzy… Teraz jeszcze tego gamonia przyprowadził, a zajmować się nim Nastce. Ale wiedziała: ukochanych trzeba kochać ze wszystkim, co mają dobrego i złego. Nikt nie obiecał perfekcji… Zrozumiawszy tę prostą prawdę, Nastka uspokoiła się i postanowiła cieszyć się tym, co ma, zamiast użalać się nad tym, czego brak. Siedziała w pokoiku i karmiła córeczkę, która zasypiała przy piersi i trzeba było czekać, aż się obudzi i zacznie znów ssać. Zadzwonił dzwonek, ale Nastka nie otworzyła. Nie czekała na nikogo, a bez zapowiedzi nikt się do niej nie wybierał. Cenne poranne chwile – jak je uwielbia! W domu cisza, tylko tykają stare zegary w przedpokoju i przez uchylone okno dochodzą znajome od dzieciństwa miejskie dźwięki: szum trolejbusów, skrzypienie mioteł na chodniku, dziecięce głosy… A gdzie ten gamoń? Coś dawno się nie pokazał, dziwne nawet. Oczywiście, wcale nie jest taki gamoniowaty, uszy ma książęce, sterczące, to tylko charakter taki. Gamoń, i tyle. Teraz żyj z nim, karm, wyprowadzaj, a pożytku z niego zero. Lepiej by było wziąć jamnika. Nastka zapatrzyła się na córeczkę, która, najadłszy się, odpadła od piersi jak pijawka. Ach, cóż za cudowna dziewczynka im się trafiła! Moje złotko – szeptała Nastka, układając ją do snu. Rośnij… — czegóż nam więcej trzeba? Wtedy z salonu dobiegł dziwny dźwięk. Coś jakby trzask, jakby pisk. Nastka nastawiła uszu. Trzask znów się powtórzył. Bezszelestnie zsuwając kapcie, zakradła się do salonu. Pierwsze, co ją zaniepokoiło – plecy Tymiłka. Jakby ukrywał się za zasłoną oddzielającą przedpokój od salonu. Przykucnięty na czterech łapach, pies zastygnął w napięciu, z wysuniętym językiem wpatrzony w głąb pokoju. Nastka podążyła za jego wzrokiem i zamarła: w oknie, adekwatnie w lufciku, tkwiło pół chłopa. Typowo bandycka łysa bania, ręce i ramiona już w środku, a koleś, sapcząc i stękając, wciskał do mieszkania suche, żylaste ciało. Nastka nie wierzyła, iż to się dzieje naprawdę. To niemożliwe! Co robić?! Krzyczeć? Facet zaraz będzie w środku! Jeszcze chwila i… Drgnęła od wrzasku. Czarny cień rzucił się w stronę okna – i dopiero wtedy zorientowała się, iż to Tymiłek. Wskoczył na parapet, złapał złodzieja za szyję! „A-a-a!!!” ryknął facet niskim, ochrypłym głosem, a oczy zrobiły mu się jak pięciozłotówki. Nastka wybiegła na klatkę, wołała sąsiadów, a potem już nie było tak strasznie. Zbiegli ludzie, zadzwonili po policję. Wszyscy chcieli pomóc, choć sami nie wiedzieli jak – ale sama ich obecność była bezcenna. Co by zrobiła sama? Pokonawszy strach, Nastka podeszła do faceta: żeby tylko Tymiłek nie rozszarpał mu gardła. Tego jeszcze brakowało! Tymczasem Tymiłek, mądrala, złapał od boku, za kołnierz, i trzymał mocno, ale delikatnie. Ani kropelki krwi! Kiedy złodziej próbował się wyswobodzić, pies tylko mocniej ściskał szczęki. Gdy kolo cichł i uspokajał się – natychmiast rozluźniał uścisk. Skąd on to wszystko wiedział? Ten gamoń od piłki zachował się jak profesjonalista. Usłyszał hałas, poszedł sprawdzić, co się dzieje, ale nie szczekał. Dlaczego? To byłoby najbardziej naturalne. Zamiast tego ustawił się za zasłoną, obserwował. Pozwolił facetowi wejść na pół, żeby dobrze utknął, żeby nie mógł się wycofać, i wtedy zaatakował, łapiąc we adekwatny sposób – nie dusząc, nie raniąc. Jak się mówi: naszym zadaniem zatrzymać, a potem – niech się sprawiedliwość martwi. choćby najbardziej doświadczeni policjanci nie przypominali sobie, żeby złodziej tak się cieszył z aresztowania. Facet się nażarł strachu od Tymiłka i był prze-szczęśliwy, iż zabiera go policja, za to pies nie chciał odpuścić. Tak się wczuł w rolę, był dumny z łupu, iż trzeba było go namawiać, aż przyjechał funkcjonariusz z psem. Dał komendę – i Tymiłek od razu puścił! Wypluł faceta, siadł przy oknie i z oddaniem patrzył na oficera, jakby pytał: rozkazujcie, wykona się! Jeszcze tylko brakuje, żeby mu zasalutował. — Macie szczęście z tym psem – oficer z uznaniem poklepał Tymiłka po karku i westchnął: – przydałby nam się taki do naszej ekipy… Maks wrócił późnym wieczorem. Ostrożnie otworzył drzwi i zamarł w progu ze zdziwienia. A miał czym się zdziwić. Po pierwsze: Tymiłek leżał na kanapie, co było stanowczo zabronione i nigdy wcześniej się nie zdarzało. Po drugie: rozciągnięty we wszystkich czterech kierunkach, leżał w najbardziej bezczelnej, wprost nieprzyzwoitej pozie, a Nastka drapała go po brzuchu, tuliła, głaskała i niemal całowała w pysk, powtarzając: „Ty moja radości, końku, źrebaczku mały! Rośnij zdrowo! Dla euforii mamusi i tatusia! I jak ja cię mogłam tak niesprawiedliwie oceniać, Ty już się nie gniewaj…” Tę historię usłyszałam od samego jej bohatera podczas Levitanskiego festiwalu w Kazimierzu Dolnym. Mam na myśli Maksymiliana, znawcę sztuki. Tymiłek pewnie opowiedziałby to jeszcze mocniej: jak tropił, jak łapał, jak przekazywał policjantom. Dawno to było. Ale historia została w pamięci, czułam, jak Tymiłek drapie łapą, próbując przebić się na papier, i dlatego postanowiłam się z Wami nią podzielić…
3 miesiące aresztu dla podejrzanych o kradzież Maserati
Cyberzagrożenia w dobie cyfryzacji – jak się chronić?
— Znowu się liże! Maks, zabierz go! Nastka zirytowana patrzyła na Tofika, który niezdarnie podskakiwał u jej nóg. Jakim cudem trafił im się taki gamoń? Tyle czasu wybierali rasę, konsultowali się z kynologami, mieli pełną świadomość, jak wielka to odpowiedzialność. W końcu postanowili, iż niemiecki owczarek to pewny przyjaciel, stróż i obrońca w jednym. Jak szampon: trzy w jednym. Tylko iż ten obrońca sam potrzebuje ratunku przed kotami… — Przecież on jeszcze mały. Poczekaj, urośnie, zobaczysz. — Aha, doczekać się nie mogę, kiedy ten koń wyrośnie. Zauważyłeś, ile on je? Więcej niż my oboje! Jak ty sobie wyobrażasz, iż go wykarmimy? I nie tup tak, baranie, bo dziecko obudzisz! – burczała Nastka, zbierając buty rozrzucone przez Tofika. Mieszkali na Kutrzeby, na parterze starej „stalinowskiej” kamienicy z oknami nisko, prawie przyklejonymi do asfaltu. Miejsce świetne, gdyby nie jedno „ale”. Okna wychodziły na ślepy zaułek, gdzie wieczorami pojawiały się podejrzane cienie, schodzili się panowie na schadzki, czasem choćby dochodziło do bijatyk. Prawie cały dzień Nastka siedziała sama w domu z nowonarodzoną Katią. Maks od rana pracował w Muzeum Narodowym, a wolny czas spędzał na targach staroci i giełdach książkowych. Oko znawcy sztuki, oko-sokole, jak żartowała Nastka, potrafiło wyłowić z masy prawdziwe perełki: obrazy, rzadkie książki, wyjątkowe przedmioty codziennego użytku. Maks był zapalonym kolekcjonerem. W domu zebrała się już niezła kolekcja obrazów, a w kredensie z lat 60. błyszczały talerze z Ćmielowa, socrealistyczne figurki i srebra z początków XX wieku… Nastka coraz bardziej bała się zostawać sama z tym majątkiem i małą Katią, zwłaszcza iż w bloku często zdarzały się kradzieże. — Nastka, jak myślisz, kiedy lepiej wyjść na spacer z Tofikiem? Teraz czy po obiedzie? — Nie wiem. Zresztą, to nie moje psie sprawy! Usłyszawszy magiczne słowo „spacer”, Tofik, jak szalony, pobiegł do przedpokoju — aż się na zakręcie poślizgnął — złapał smycz, wrócił i podskoczył pod sam sufit. No koń, nie pies! Uwielbia wszystkich, do każdego się przytula, każdemu przynosi piłkę — tylko gości pilnuje na progu. Dusza na dłoni, chłopak z sercem, a wzięli go przecież dla ochrony! A on choćby za kotami z podwórka nie biega. Z piłką do nich, zadowolony, myśli, iż zaraz się z kotem pobawi… I już nie raz dostał łapą po nosie. Koty w ich podwórku lepiej nadawałyby się na obrońcę… Jutro znowu cały dzień będzie sama. Mąż wyjeżdża do Kazimierza na Festiwal Nadwiślański, a ona znowu tylko pilnowanie porcelany i spacery z tym łapciuchem? Brakowało jeszcze tylko tego… Nad ranem mąż wstał cicho, by nie zbudzić żony. Ale gdzie tam! Nastka usłyszała, jak czajnik syczy, jak szczęknęła smycz, jak Maks sykając uciszał Tofika, by nie szczekał, nie turlał się. Przy tych dźwiękach prawie przysnęła, a gdy obudziła ją córka, Maksa już nie było. Poranek jak zwykle spokojny. Spokojny, codzienny dzień. Czy to nie jest szczęście? Koleżanki tylko wzdychały: „Nastka! Tak wcześnie wyszłaś za mąż, rozrywasz się między mężem a dzieckiem, cały dzień w domu, cała w garach…” A czy w tym nie ma uroku? choćby jeżeli wszystko nie wyszło, jak marzyła – brakowało czasu, miejsca, pieniędzy, a do tego ta pasja Maksa, która pożerała tyle oszczędności… Teraz jeszcze ten wielkouczysty przyjaciel, a bawić się z nim na spacerach to jej dola. Ale wiedziała już: kochanych ludzi trzeba kochać z całą ich gamą wad i zalet. Nikt nie obiecał ci ideału. Gdy sobie to uświadomiła, poczuła spokój – trzeba cieszyć się tym, co się ma, nie żałować tego, czego nie ma. Siedziała w pokoju dziecięcym, karmiła Katkę, która zasypiała przy piersi i trzeba było czekać, aż się obudzi i znów zacznie ssać. Ktoś zadzwonił do drzwi, ale Nastka nie otworzyła. Na nikogo nie czekała, a bez zapowiedzi przez cały Kraków nikt by w odwiedziny nie przyjechał. Cenne poranne godziny! Kochała tę ciszę, gdy w domu tylko stary zegar w przedpokoju tykał, z uchylonego okna słychać było znajomy szum miasta: pomruk tramwajów, mruczenie aut, szuranie miotły po chodniku, dziecięce głosy… A gdzie się podział łapciuch? Dawno się nie pokazywał. Oczywiście, Tofik wcale nie był żadnym łapciuchem, miał piękne sterczące uszy, taki po prostu charakter. Głupek do kwadratu. Teraz przyszło jej z nim żyć, karmić, wyprowadzać, a pożytku – zero. Lepiej by przygarnęli jamniczkę. Zapatrzyła się na córkę, która, najedzona, odpadła od piersi jak pijawka. Ależ cudowną dziewczynkę mają! Złotko moje – szeptała Nastka, układając dziecko do snu. Rośnij…! Czego więcej chcieć? Wtem z salonu dobiegł niezwykły dźwięk. Coś jak trzask, coś jak pisk. Nastka nadstawiła ucha. Trzask powtórzył się. Bez tchu zdjęła kapcie i cicho przemknęła do salonu. Pierwsze, na co zwróciła uwagę, to grzbiet Tofika. Stał jakby przyczajony za zasłoną oddzielającą przedpokój od salonu. Półprzysiadem napięty, na czterech łapach, z wysuniętym językiem, wpatrywał się w głąb pokoju. Nastka podążyła za jego wzrokiem i zdrętwiała: w oknie, a adekwatnie w lufciku, tkwiła połowa mężczyzny. Typowa łysa bandycka głowa, ręce, ramiona już w pokoju, sapnął i wpychał chude ciało przez otwór. Nastka nie wierzyła, iż to się jej dzieje. To niemożliwe! Co robić?! Krzyczeć? Facet był już prawie cały w środku! Za chwilę, i… Wstrząsnął nią krzyk. Czarna sylwetka rzuciła się w stronę okna, i dopiero wtedy zrozumiała, iż to Tofik. Wskoczył na parapet i chwycił złodzieja za kark! „Aaa!!!” – ryknął facet niskim, zachrypniętym głosem i wytrzeszczył oczy, jakby miały zaraz wypaść. Nastka wypadła na korytarz, zawołała sąsiadów – dalej nie było już tak strasznie, bo zaraz zbiegli ludzie, ktoś zadzwonił po policję. Wszyscy chcieli pomóc, chociaż kilka mogli, ale sama ich obecność była dla Nastki ratunkiem. Co by zrobiła sama? Pokonała strach, podeszła do faceta: byleby tylko Tofik nie przegryzł mu gardła! To by dopiero się zaczęło! Ale Tofik, rezolutny, złapał bokiem, za kołnierz i trzymał mocno, choć ostrożnie – nie było choćby kropli krwi! Gdy złodziej próbował się ruszyć, pies zaciskał szczęki. Złodziej milkł, „zrozumiałem, panie władzo”, a pies natychmiast trochę luzował. Skąd on to wiedział? Ten gamoń z piłką działał jak profesjonalista. Zamiast szczekać i ujadać, przyczaił się za zasłoną – i postanowił zaczekać. Pozwolił włamywaczowi się wcisnąć, żeby dobrze utknął i by nie uciekł, a dopiero potem rzucił się i przytrzymał go fachowo, bez ranienia. Nasze zadanie – schwytać: reszta należy do sądu. choćby najbardziej doświadczeni policjanci nie pamiętali, żeby złodziej był tak szczęśliwy z powodu aresztowania. Facet z wdzięcznością pozwolił się wyprowadzić, ale Tofik nie chciał odpuszczać łupu. Tak się wczuł w rolę i był tak dumny, iż musieli go długo przekonywać, aż w końcu pojawił się policjant z psem. Dał komendę i Tofik natychmiast rozwarł szczęki! Wypuścił złodzieja, usiadł pod oknem i z oddaniem wpatrywał się w funkcjonariusza, jakby czekał na rozkaz. Honorowy pies! — Macie szczęście do psa – skwitował z podziwem policjant, głaszcząc Tofika po karku. – Nam by się taki w kryminalistyce przydał… Maks wrócił późnym wieczorem. Ostrożnie otworzył drzwi i oniemiał na progu. A było czemu. Po pierwsze: Tofik leżał rozwalony na kanapie, co było surowo zabronione. Po drugie: rozłożony na wszystkie łapy, wylegiwał się w najwygodniejszej, niemal bezwstydnej pozie, a Nastka drapała go po brzuchu, głaskała i prawie całowała w nos, mówiąc: „Moje kochanie, mój źrebaczku, rośnij zdrowo! Na euforia dla mamy i taty! I wybacz mi, iż byłam dla ciebie taka niesprawiedliwa…” Tę historię opowiedział mi na jednym z kazimierskich festiwali sam uczestnik wydarzeń. Mam na myśli znawcę sztuki. Tofik pewnie opisałby to jeszcze barwniej: jak tropił, jak schwytał, jak przekazał śledczym. To było dawno. Ale historia żyła w pamięci. Czułam, jak Tofik drapie łapą, prosząc się na papier – więc dzielę się nią z wami…
Tymczasowy areszt dla seryjnego złodzieja – okradał sklepy „Biedronka” w trzech województwach
W końcu znamy prawdę ogromnego wycieku z Morele.net. Podejrzany się przyznał
Mniej kradzieży aut w Kanadzie. Działania rządu przynoszą efekt
Pościg za złodziejami paliwa
Masz konto w PKO BP? jeżeli zignorujesz ten e-mail, wyczyszczą Ci konto do zera. Bank wysłał pilne ostrzeżenie
Wyrok dla radnej z Kielc. Sprawa dotyczyła kamer monitoringu
Kolejny akt wandalizmu w Cieszynie. Uszkodzona infrastruktura w Lasku Miejskim
Region. Włamywacz przyłapany na gorącym uczynku. Kilka dni wcześniej wyszedł z więzienia
Milion złotych „na policjanta”. Oszuści już siedzą, ale dzisiaj były kolejne próby wyłudzeń
Wjeżdżał lawetą na parking i kradł auta. 41-latek trafił do aresztu
Policja złapała hakera od wycieku z Morele
Dokonał kradzieży rozbojniczej, dzielnicowi gwałtownie go zatrzymali
Kradli przyczepy kempingowe w Anglii, sprzedawali w Polsce
Policjanci odzyskali złoto i zatrzymali 27-latka, który odpowie za oszustwo
Skradzione przyczepy kempigowe wystawione na sprzedaż
90-latka okradziona. Została oszukana na koce
Zuchwała kradzież na lotnisku we Wrocławiu. Metoda zaskoczyła choćby policję
Zatrzymanie sprawcy kradzieży rozbójniczej w Siemianowicach Śląskich
Wybiegli ze sklepu z kartonem markowych butów. Sprawcy zatrzymani po 20 minutach
Policjanci zatrzymali mężczyznę, który włamywał się do różnych restauracji na terenie Wrocławia
Rozbój na Białołęce. Zatrzymania po międzynarodowej współpracy policji
Oszukiwała na kasie samoobsługowej. Wymyśliła sposób na tańsze zakupy
Handlowali kradzionymi przyczepami kempingowymi. Służby rozbiły grupę przestępczą
Skradzione przyczepy kempingowe trafiały do komisu w Polsce. Wielka akcja CBŚP
Włamał się do sklepu skąd ukradł gry i zabawki
Trzebniccy policjanci odzyskali skradzione samochody i zatrzymali złodzieja
Napadli i okradli 62-latka. Zostawili związanego w piwnicy na 20 godzin. Groźni przestępcy zatrzymani
Bartosz Obuchowicz: Potrafiłbym zdjąć odciski palców. Przeszedłem szkolenie z technikiem kryminalistyki
Ukradł paliwo w Łubowie. Jechał mimo dwóch sądowych zakazów
Strażacy w środku nocy ratowali ofiary wypadku. Wtedy ich okradli
Tysiące klientów robi tak podczas zakupów? Prawo mówi jasno: to nie przejdzie. Sklepy często wzywają policję
Bierzesz czasem rzeczy spod śmietnika? Prawo jest bezwzględne i nie ma wyjątków. Możesz mieć poważne problemy
Dostałeś e-mail od Poczty Polskiej? Eksperci ostrzegają
Strażacy jechali do zderzenia aut. Tego na miejscu się nie spodziewali
Włamanie do piwnicy w Kielcach. Zniknęła hulajnoga elektryczna
Średniowieczny rękopis „Collectarium lądzkie” odnaleziony