Polsat News Ujawnia: Śmierć podczas policyjnej interwencji. Śledztwo umorzone, mamy nagrania z kamer

1 godzina temu

Dziennikarze programu Polsat News Ujawnia dotarli do nagrań z kamer nasobnych policjantów, dokumentujących interwencję, po której zmarł 31-letni Paweł Pułaczewski z Inowrocławia. Materiały oraz akta śledztwa, które zakończyło się umorzeniem, stały się podstawą zażalenia złożonego przez pełnomocnika rodziny. Sprawę bada teraz sąd.

Polsat News
Nagrania z kamer nasobnych policjantów z interwencji w Inowrocławiu

Dziennikarze Polsat News Ujawnia Jacek Smaruj i Monika Gawrońska dotarli do nagrań z kamer nasobnych policjantów, którzy 2 października 2025 roku interweniowali w mieszkaniu 31-letniego Pawła Pułaczewskiego. Mężczyzna zmarł po policyjnej interwencji.

Do zdarzenia doszło w Inowrocławiu - mieście, w którym rok wcześniej, po innej interwencji policji, zmarł Michał Sylwestruk, o czym informowali dziennikarze Polsat News Ujawnia.

ZOBACZ: "Śmierć Michała Sylwestruka - śledztwo". Nowe ustalenia dziennikarzy Polsatu

Według ustaleń policjanci zostali wezwani do Pawła Pułaczewskiego, który miał demolować swoje mieszkanie. O godz. 3.05 dwóch funkcjonariuszy rozpoczęło interwencję. Na nagraniach widać, iż mają wyciągnięte paralizatory.

Przemysław Słomski z Komendy Wojewódzkiej Policji w Bydgoszczy pytany przez Monikę Gawrońską, czy funkcjonariusze użyli paralizatora lub tasera, odpowiedział: "nie". - Ten paralizator, w który był wyposażony jeden z policjantów, nie był wykorzystany. Funkcjonariusze nie używali go w stosunku do mężczyzny, wobec którego interweniowali - podkreślił.

Jak tłumaczył, "jedyna sytuacja, która jest związana z paralizatorem, to kiedy policjanci wchodzili do budynku". - Tam jeden z funkcjonariuszy go wyciągnął, ale on nie został wykorzystany. Po kilkudziesięciu sekundach został schowany do kabury, został zabezpieczony. Nie było potrzeby używania go - zaznaczył.

Innego zdania jest mecenas Łukasz Czajkowski, pełnomocnik z urzędu matki zmarłego, który w zażaleniu na decyzję o umorzeniu śledztwa wskazuje, iż na jednym z nagrań widać moment użycia paralizatora wobec leżącego już Pawła Pułaczewskiego. Miało mieć to miejsce dokładnie o godz. 3:05:19.

Zwraca uwagę również, iż żaden z dwóch policjantów, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu, nie został przesłuchany w tej kwestii.

Funkcjonariusze w służbowych notatkach napisali, iż podczas interwencji nie użyto innych środków przymusu bezpośredniego poza siłą fizyczną.

Obejrzyj cały reportaż "Śmierć Pawła Pułaczewskiego".

Wołał "pomocy". Nie ma tego w protokole

W trakcie interwencji do dwóch policjantów dołączyło kolejnych dwóch. Pełnomocnik rodziny podnosi również, iż funkcjonariusze nie zostali zapytani, w jaki sposób zmieniali pozycję mężczyzny, gdy ten mówił: "oddychać nie mogę".

Zdaniem mecenasa te słowa, podobnie jak późniejsze "pomocy", nie zostały uwzględnione w protokole odtworzenia zapisów z kamer nasobnych, którym posługiwali się śledczy. W zażaleniu wskazano również, iż nic w aktach sprawy nie świadczy o tym, by biegli zapoznali się z samymi nagraniami. Mieli opierać się na sporządzonych protokołach, które - według autora zażalenia - nie odzwierciedlały rzeczywistego przebiegu interwencji.

ZOBACZ: "Polowanie na kasę". Tak wyglądają komercyjne polowania

Kolejnym spornym elementem jest sposób obezwładnienia 31-latka. W notatce służbowej jeden z policjantów napisał, iż wobec pobudzenia mężczyzny zastosowano siłę fizyczną polegającą na trzymaniu jego rąk i nóg. Nagrania z kamer nasobnych mają jednak pokazywać, iż unieruchomione były również jego plecy.

Kamery zarejestrowały także rozmowy policjantów już po stwierdzeniu zgonu. Jeden z funkcjonariuszy mówi, iż trzymał nogi mężczyzny, drugi - plecy i głowę. - Ja mu głowę trzymałem i rękę - mówi trzeci. W końcu pada: "nie wiem, niech na kamerach sobie zobaczą, to tak szybko, iż ja wiem, za co trzymałem".

Na nagraniu widać także, iż podczas interwencji z ust mężczyzny zaczyna sączyć się krew, której wcześniej nie było. Zwraca na to uwagę lekarka, która została wezwana na miejsce.

Śledztwo umorzone. Pełnomocnik wskazuje wątpliwości

Pełnomocnik rodziny kwestionuje również informacje dotyczące wezwania pogotowia. Według prokuratury karetka została wezwana wcześniej. Z nagrań z kamer nasobnych wynika jednak, iż wezwanie nastąpiło w chwili, gdy Paweł Pułaczewski był już obezwładniony.

Ratownicy dotarli na miejsce po około ośmiu minutach od wezwania. Po niespełna pięciu minutach przejęli reanimację od policjantów. Po kolejnych 15 minutach mężczyzna został podłączony do urządzenia wykonującego automatyczny masaż serca. Reanimacja trwała jeszcze 35 minut, jednak nie udało się go uratować.

ZOBACZ: "Lex Szarlatan" - kulisy działalności internetowych "uzdrowicieli" w Polsat News Ujawnia

Po śmierci 31-latka wszczęto śledztwo, które ostatecznie zostało umorzone. W zażaleniu na te decyzję pełnomocnik wskazał również, iż matka zmarłego otrzymała nagrania z kamer nasobnych dzień przed wydaniem decyzji o zakończeniu postępowania. Jego zdaniem nie miała realnej możliwości zapoznania się z kluczowym materiałem dowodowym przed zamknięciem sprawy.

Z opinii sądowo-lekarskiej sporządzonej na zlecenie prokuratury wynika, iż we krwi Pawła Pułaczewskiego wykryto substancje psychoaktywne - 3-CMC i klefedron.

Biegli stwierdzili m.in. obrzęk mózgu i płuc, zmiany w mięśniu sercowym, a także złamania mostka i żeber, które powiązali z prowadzoną reanimacją. Według opinii bezpośrednią przyczyną śmierci było ostre zatrucie wynikające z synergistycznego działania substancji psychoaktywnych. Biegli uznali, iż wyniki badań nie dają podstaw do stwierdzenia, by do śmierci przyczyniły się działania osób trzecich.

- Jak pojechałam na identyfikację, to pokazali mi tylko jego zdjęcie, bo teraz tak robią. Do dziś mam je przed oczami. Budzę się i tę jego buzię widzę - mówi Maria Pułaczewska, matka zmarłego.

Sprawa Michała Sylwestruka

Do akt śledztwa trafił również protokół przesłuchania jednego z policjantów. Funkcjonariusz zeznał, iż mężczyzna był przytrzymywany przez czterech policjantów twarzą do ziemi podczas próby założenia kajdanek. Dodał, iż po krótkim czasie Paweł Pułaczewski przestał oddychać.

ZOBACZ: Ojciec Michała Sylwestruka wyproszony z komisji w Sejmie. "Policja zabrała mi syna"

W zażaleniu pełnomocnik rodziny odwołuje się także do wcześniejszej sprawy z Inowrocławia, w której podczas policyjnej interwencji zmarł Michał Sylwestruk. Jak wskazuje, sam fakt, iż osoba była pod wpływem środków odurzających, nie przesądza o przyczynie śmierci i nie wyklucza wpływu innych czynników. Jego zdaniem ta hipoteza nie została w śledztwie dostatecznie zweryfikowana.

Obecnie zażalenie na decyzję prokuratury o umorzeniu postępowania rozpoznaje Sąd Rejonowy w Inowrocławiu.

WIDEO: Dramatyczna akcja ratunkowa. Strażacy wyciągnęli kobietę spod gruzów
Idź do oryginalnego materiału