Zawrzało po nagraniach z policyjnej interwencji w Anglii. Aresztowani Polacy

1 godzina temu

Burza po śmierci 18-letniego Henry’ego Nowaka w Southampton. Student polskiego pochodzenia został zaatakowany nożem, a gdy ciężko ranny leżał na ziemi i wołał, iż nie może oddychać, policjanci skuli go kajdankami. Po ujawnieniu nagrań, na ulice wyszły setki osób. Doszło do starć z policją i zatrzymań. Wśród aresztowanych są też Polacy, którym grozi więzienie i deportacja. Materiał "Interwencji".

Interwencja/Facebook/arch. prywatne
Śmierć Henry'ego Nowaka wywołała protesty w Southampton

Henry Nowak miał osiemnaście lat. Był studentem polskiego pochodzenia. Studiował rachunkowość i finanse na Uniwersytecie w Southampton. W grudniu zeszłego roku w jednym z miejscowych pubów świętował zakończenie pierwszego semestru zajęć. Około godziny 23 postanowił wrócić do domu.

- Nie był pijany, był w dopuszczalnym limicie, iż mógł prowadzić auto. Spokojnie wracał do domu - opowiada uczestnik protestów, jakie wybuchły w związku ze śmiercią Nowaka.

Henry Nowak i policyjna interwencja. 18-latek zmarł

W drodze do domu Henry nagrywa telefonem krótkie filmy i przesyła je swoim znajomym. Na jednym z nich pojawia się Vickrum Digwa - Brytyjczyk indyjskiego pochodzenia. Atakuje Henry’ego. Próbuje odebrać mu telefon. W trakcie szarpaniny wyciąga dwudziestocentymetrowy nóż ceremonialny.

- Symbolizuje on ochronę sprawiedliwości i prawości. Nie atakuje się nim nikogo. To nie jest broń do atakowania, absolutnie nie – wyjaśnia Harmeet Shah Singh ze Stowarzyszenia Zjednoczonych Sikhów.

- Kojarzę go. Widziałam, iż on z tym chodził na szyi, ale mówią nam, iż to jest coś z ich religii. Jakiś religijny symbol. Nie sądziłam, iż on tego użyje kiedykolwiek – mówi nam mieszkanka Southampton.

Mężczyzna zadaje Henry’emu pięć ciosów, w tym jeden w klatkę piersiową. Krótko po tym wzywa na miejsce zbrodni swoją rodzinę. Jego matka zabiera nóż i ukrywa go w swoim domu. Jego brat dzwoni na policję. To zapis fragmentu tej rozmowy:

- Właśnie zostaliśmy zaatakowani na tle rasowym. Zostaliśmy zaatakowani na tle rasowym przez białego człowieka. Zaatakował mojego brata.

- Masz na myśli atak słowny czy fizyczny?

ZOBACZ: "Interwencja". Mieszkanie wypełnił śmieciami. Sam śpi w aucie

- Nie, nie! Fizycznie zaatakował mojego brata. Jesteśmy Sikhami, nosimy turbany i on po prostu zaatakował mojego brata.

- Czy użyto jakiejś broni?

- Nie, nie, nie.


- W Wielkiej Brytanii, chyba w zeszłym roku, zmieniło się prawo. Teraz każde zgłoszenie rasistowskiego ataku ma najwyższy priorytet – tłumaczy Darren Murdy, szwagier Polaka zatrzymanego po protestach, jakie wybuchły w związku ze śmiercią Nowaka.

- W tym kraju jest bardzo ciężko, o ile ktoś powie, iż jest się rasistą. Wtedy to już policja nie słucha, tylko uważa tego człowieka, który wypowiedział te słowa, jako winnego, od razu. I dlatego Henry Nowak został skuty i dlatego wyszło, jak wyszło – dodaje Wiktoria Klonek, siostra Polaka zatrzymanego po protestach.

Kilka minut po zgłoszeniu na miejscu pojawiają się policjanci. Henry wciąż żyje. Ciężko ranny leży na ziemi. Aby go uratować, ważna jest każda sekunda. Mimo to mundurowi nie robią nic, aby mu pomóc. Przebieg interwencji znamy dzięki nagraniom z policyjnej kamery:

- Czy ktokolwiek oprócz niego jakoś ucierpiał?

- Tak, ja. Poturbował mojego brata, zrzucił mi turban, szarpał mnie za włosy…

ZOBACZ: "Interwencja". Oferuje meble i znika z zaliczkami. Tropem stolarza Pawła P.

- Jesteś ranny?

- Tak, mam spuchnięte oko. Małe siniaki.

- Rozumiem, przesuń się na razie do tyłu. Zaraz ktoś cię zbada.

Henry Nowak: Zostałem dźgnięty!

- Dźgnięty? Gdzie? Nie sądzę, kolego. Ręka.

- Karetkę! Nie mogę oddychać!

- Jesteś aresztowany za napaść. Masz prawo zachować milczenie, ale może to zaszkodzić twojej obronie. Masz prawo nie odpowiadać na pytania, o ile jednak to zrobisz, wszystko, co powiesz, może być użyte jako dowód w sądzie.

Śmierć Henry' ego Nowaka. Dożywocie dla napastnika

- On powiedział parę razy, iż nie może oddychać. Mówił to dziewięciokrotnie, o ile dobrze pamiętam – podkreśla uczestnik protestu w związku ze śmiercią 18-latka.

- Zadławił się własną krwią tak naprawdę, bo skucie człowieka od tyłu spowodowało od razu rozszerzenie się rany, dojście krwi do gardła – komentuje Wiktoria Klonek.

Po śmierci Henry’ego Vickrum Digwa został aresztowany i oskarżony o morderstwo. Kilka tygodni temu usłyszał wyrok dożywocia. W tym samym czasie w brytyjskich mediach opublikowane zostały nagrania z policyjnej interwencji. W mieście doszło do gwałtownych protestów i starć z policją.

- To był spokojny protest. Do momentu, w którym cały tłum doszedł do miejsca, gdzie mieszkał cały ten Digwa – wspomina świadek.

W protestach w Southampton wzięło udział kilka tysięcy osób. Dwadzieścia jeden zostało zatrzymanych. Wśród nich znaleźli się także Polacy. Między innymi 34-letni Kamil Klonek, pochodzący z Katowic ojciec półrocznego chłopca.

ZOBACZ: "Interwencja". Zabrali i umieścili w rodzinie zastępczej. Cztery dni później doszło do tragedii

- Kamil rzucił pustą puszką. Ona choćby nie doleciała do policjantów, choćby ich nie dotknęła – mówi Izabela Lichwa.

Kamila Klonka zatrzymano kilka dni po demonstracji. Potem został doprowadzony do sądu. Przedstawiono mu zarzut zakłócenia porządku z użyciem przemocy. Niestety, nie mogliśmy wejść z kamerą na salę rozpraw. Zabrania tego brytyjskie prawo.

- Nie wyznaczono kaucji, nie dostaliśmy pozwolenia na to, aby wyszedł do domu. W areszcie będzie czekał na proces do 30 listopada. Nie będzie widział syna – mówi Marta Baćko, narzeczona zatrzymanego Polaka.

- My wam teraz pokażemy, o ile będziecie protestować, czeka was kara. I to nie chodzi tylko o Polaków, ale o wszystkich ludzi – komentuje Izabela Lichwa, znajoma zatrzymanego.

Za udział w rozruchach panu Kamilowi grożą trzy lata więzienia. o ile taki wyrok zapadnie, mężczyzna najprawdopodobniej zostanie również deportowany do Polski. W Southampton mówi się, iż policja docelowo zatrzymać ma około 800 osób. Wśród nich prawdopodobnie pojawią się kolejni Polacy.

Cały materiał "Interwencji" zobaczysz TUTAJ.

WIDEO: 12-latek sprzedawał lemoniadę. Strażniczki zaskoczyły po donosie
Idź do oryginalnego materiału