Policja w domu prezesa Marszu Niepodległości. To był fałszywy alarm

6 godzin temu

Prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości Bartosz Malewski poinformował o interwencji policji w jego domu. Do zdarzenia doszło w sobotę 24 października, a w mieszkaniu adwokata pojawiło się siedmiu funkcjonariuszy. Policja wyjaśniła, iż podjęła działania po wpisie zamieszczonym "na jednej z internetowych platform komunikacyjnych", a alarm okazał się fałszywy.

Polsat News/X/Bartosz Malewski
Bartosz Malewski skomentował interwencję policji w swoim mieszkaniu

"Policja wtargnęła do mojego mieszkania! Czy miało to związek z zbliżającym się Marszem Niepodległości? A może z obroną w głośnej sprawie Pana Piotra?" - napisał w poście opublikowanym w mediach społecznościowych prezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości oraz obrońca Piotra W., Bartosz Malewski.

Policja w domu prezesa Marszu Niepodległości. "Zgłoszenie było fałszywe"

Jak wyjaśnił, do zdarzenia doszło w sobotę 24 października. To wtedy w jego warszawskim mieszkaniu pojawiło się siedmiu funkcjonariuszy policji. "Usłyszałem głośne, mocne walenie w drzwi i wezwanie: 'Policja, otwierać!'. (...) Mieli kuloodporne kamizelki, tarcze, a dwóch z nich trzymało już w dłoniach broń palną" - relacjonuje Malewski.

Mężczyzna został poproszony o wyjście na klatkę schodową z rękami za karkiem, podczas gdy policjanci sprawdzili mieszkanie, a po wykluczeniu zagrożenia i wyjaśnieniu sytuacji zakończyli interwencję. Całość trwała około 30 minut.

ZOBACZ: Zatrzymanie Piotra W. na proteście przed Trybunałem Konstytucyjnym. Ruch obrony

Malewski wyjaśnił, że interwencja policji była związana z wcześniejszym zgłoszeniem, z którego wynikało, iż miał on w mieszkaniu zabić bliską mu osobę. "Zgłoszenie było oczywiście całkowicie fałszywe. Ktoś posłużył się funkcjonariuszami jak narzędziem i doprowadził do wysłania uzbrojonego oddziału pod drzwi niewinnego człowieka" - podkreślił.

"Padłem ofiarą przestępstw podobnych do tych, których wcześniej doświadczyli dziennikarze, publicyści i inni uczestnicy życia publicznego" - dodał.

Malewski podkreślił, iż po całym zdarzeniu złożył na komendzie policji "zawiadomienie o przestępstwie, którego padł ofiarą", a cała sprawa powinna zostać teraz wyjaśniona. Przedstawił również kilka możliwych hipotez całego zajścia.

Prowokacja rosyjskich służb? Bartosz Malewski zabrał głos

W tym kontekście przypomniał, iż jest jednym z obrońców Piotra W., który został zatrzymany 16 października w związku z protestami przy Trybunale Konstytucyjnym.

"Czy to fałszywe zawiadomienie jest zemstą lub co najmniej próbą wywarcia presji? Tego nie wiem. Wiem jednak, iż adwokat ma wykonywać swoje obowiązki także wtedy, gdy sprawa jest głośna, dzieli opinię publiczną i rodzi naciski. Człowiek, którego bronię, musi wiedzieć, iż może na mnie liczyć. Od tego zależy, czy prawo do obrony jest realne, czy tylko zapisane w kodeksie. o ile obrońca zaczyna się wahać, czy nie wycofać się ze sprawy z obawy o to, co może go spotkać poza salą sądową, przestaje być w pełni obrońcą" - napisał.

Według niego "nie bez znaczenia pozostaje również fakt, iż zdarzenie miało miejsce na 18 dni przed Marszem Niepodległości". "Takie zawiadomienia mogą służyć destabilizacji naszych przygotowań do Marszu Niepodległości i wprowadzeniu ogólnego chaosu - wszak zamiast skupiać się na Marszu Niepodległości, muszę dziś poświęcać czas na zupełnie inne kwestie" - ocenił.

ZOBACZ: Śledztwo ws. awantury pod TK. "Popełnienie przestępstwa na szkodę policjantów"

Przypomniał, iż już w poprzednich latach otrzymywał groźby związane z organizacją tego wydarzenia. "Tak było w 2024 roku, tak było w 2025 roku, tak było również w czerwcu 2025 roku" - poinformował.

Malewski nie wykluczył również, iż cała sytuacja mogła być również "prowokacją rosyjskich lub białoruskich służb, obliczoną na destabilizowanie państwa, pogłębianie podziałów i podważanie zaufania do polskiej policji".

"Niezależnie od tego zdarzenia Marsz Niepodległości odbędzie się 11 listopada w Warszawie. Przygotowania trwają. Groźby i fałszywe zgłoszenia nie skłonią mnie do rezygnacji z działalności publicznej ani z obowiązków obrońcy" - podsumował.

Policja wtargnęła do mojego mieszkania❗️ Czy miało to związek z zbliżającym się Marszem Niepodległości? A może z obroną w głośnej sprawie Pana Piotra? W sobotę, 24 października 2026 r., około południa, padłem ofiarą przestępstw podobnych do tych, których wcześniej doświadczyli dziennikarze, publicyści i inni uczestnicy życia publicznego. W moim mieszkaniu pojawiło się siedmiu funkcjonariuszy Policji. Mieli kuloodporne kamizelki, tarcze, a dwóch z nich trzymało już w dłoniach broń palną. Usłyszałem głośne, mocne walenie w drzwi mieszkania i wezwanie: "Policja, otwierać!". Otworzyłem. Na ich polecenie wyszedłem na klatkę schodową z rękoma za karkiem. Policjanci sprawdzili mieszkanie, a po wykluczeniu zagrożenia i wyjaśnieniu sytuacji zakończyli interwencję. Całość trwała około pół godziny. Kilka minut wcześniej Policja otrzymała zgłoszenie jakobym w mieszkaniu miał pozbawić życia bliską mi osoby. Zgłoszenie było oczywiście całkowicie fałszywe. Ktoś posłużył się funkcjonariuszami jak narzędziem i doprowadził do wysłania uzbrojonego oddziału pod drzwi niewinnego człowieka. Teraz wyjaśnienia wymaga przede wszystkim to, kto świadomie wprowadził ich w błąd i w jakim celu. Hipotez jest kilka. Jestem jednym z obrońców Pana Piotra, zatrzymanego 16 października w związku z protestami przy Trybunale Konstytucyjnym. W związku z tym w ostatnich dniach byłem wystawiony na większą ekspozycję medialną. Dzień przed interwencją Policji w moim mieszkaniu, do opinii publicznej trafiła informacja o złożeniu zażalenia na zatrzymanie Pana Piotra. Czy to fałszywe zawiadomienie jest zemstą lub co najmniej próbą wywarcia presji? Tego nie wiem. Wiem jednak, iż adwokat ma wykonywać swoje obowiązki także wtedy, gdy sprawa jest głośna, dzieli opinię publiczną i rodzi naciski. Człowiek, którego bronię, musi wiedzieć, iż może na mnie liczyć. Od tego zależy, czy prawo do obrony jest realne, czy tylko zapisane w kodeksie. o ile obrońca zaczyna się wahać, czy nie wycofać się ze sprawy z obawy o to, co może go spotkać poza salą sądową, przestaje być w pełni obrońcą. Dlatego o zdarzeniu poinformowałem już Okręgową Radę Adwokacką w Warszawie, zwracając się o interwencję i monitorowanie sprawy. Bezpośrednio po zdarzeniu osobiście złożyłem oczywiście również na komendzie policji zawiadomienie o przestępstwie, którego padłem ofiarą. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, iż zdarzenie miało miejsce na 18 dni przed Marszem Niepodległości. To okres intensywnych przygotowań, obejmujących koordynację pracy organizatorów i wolontariuszy oraz zabezpieczenie wydarzenia. W poprzednich latach również otrzymywałem już groźby związane z organizacją Marszu Niepodległości. Tak było w 2024 roku, tak było w 2025 roku, tak było również w czerwcu 2025 roku. Żadna z nich nie została spełniona. Każdą dokumentowałem i o każdej informowałem adekwatne organy ścigania. Takie zawiadomienia mogą służyć destabilizacji naszych przygotowań do Marszu Niepodległości i wprowadzeniu ogólnego chaosu - wszak zamiast skupiać się na Marszu Niepodległości, muszę dziś poświęcać czas na zupełnie inne kwestie. Trzeba brać pod uwagę także możliwość prowokacji rosyjskich lub białoruskich służb, obliczonej na destabilizowanie państwa, pogłębianie podziałów i podważanie zaufania do polskiej policji. W takim scenariuszu narzędziem stają się sami funkcjonariusze: dostają informację o poważnym zagrożeniu, jadą pod wskazany adres, a obrazy z interwencji mogą potem służyć podsycaniu wrogości między policją a obywatelami. Oczekuję, iż zostanie to dokładnie zbadane. Niezależnie od tego zdarzenia Marsz Niepodległości odbędzie się 11 listopada w Warszawie. Przygotowania trwają. Groźby i fałszywe zgłoszenia nie skłonią mnie do rezygnacji z działalności publicznej ani z obowiązków obrońcy.

— Bartosz Malewski (@BartoszMalewski) October 26, 2026

Policja wydała komunikat. "Przyjęto zawiadomienie"

Głos w sprawie interwencji w mieszkaniu Malewskiego zabrała również stołeczna policja. Jak wyjaśniono, wszystko zaczęło się od wpisu zamieszonego "na jednej z internetowych platform komunikacyjnych", którego autor informował "o popełnieniu zabójstwa i przygotowaniu do targnięcia się na swoje życie".

Pod wskazany we wpisie adres w trybie natychmiastowym wysłano kilka patroli. "Jednocześnie funkcjonariusze zostali uprzedzeni, iż z uwagi na możliwość zagrożenia ludzkiego życia interwencja otrzymuje status 'pilnej', ale informacja nie jest na tym etapie potwierdzona i może także być próbą wywołania fałszywego alarmu w celu spowodowania reakcji służb ratunkowych" - czytamy.

Pod wskazanym adresem policjanci zastali prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, który poinformowany o przyczynie interwencji, oświadczył, iż w mieszkaniu przebywa sam.

ZOBACZ: Zatrzymanie Piotra W. Rzecznik Praw Obywatelskich wzywa do odpowiedzi

"Mężczyzna powiedział funkcjonariuszom, iż podejrzewa, iż interwencja mogła zostać zgłoszona złośliwie z uwagi na jego działalność społeczną lub zawodową" - informuje policja.

Policjanci wyjaśnili jednak, iż na typ etapie nie ma możliwości odstąpienia od interwencji. "Przyjazd funkcjonariuszy na miejsce pozwala ocenić sytuację i zweryfikować zgłoszenie" - podkreślono.

Policja poinformowała, iż w związku z tym zdarzeniem przyjęto zawiadomienie "o możliwości popełnienia przestępstwa na szkodę jednego z organizatorów zgromadzenia Marsz Niepodległości".

🚨 Komenda Rejonowa Policji Warszawa IV przyjęła zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa na szkodę jednego z organizatorów zgromadzenia Marsz Niepodległości. W sobotę 24 października na jednej z internetowych platform komunikacyjnych zamieszczony został wpis, którego autor informował o popełnieniu zabójstwa i przygotowaniu do targnięcia się na swoje życie. Dyżurny komendy z warszawskiej Woli skierował pod wskazany we wpisie adres w trybie natychmiastowym kilka patroli. Jednocześnie funkcjonariusze zostali uprzedzeni, iż z uwagi na możliwość zagrożenia ludzkiego życia, interwencja otrzymuje status „pilnej”, ale informacja nie jest na tym etapie potwierdzona i może także być próbą wywołania fałszywego alarmu w celu spowodowania reakcji służb ratunkowych. Tym niemniej niezbędne jest zachowanie szczególnej ostrożności i zasad bezpieczeństwa. Pod wskazanym adresem policjanci zastali prezesa Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, który poinformowany o przyczynie interwencji, oświadczył, iż w mieszkaniu przebywa sam. Mężczyzna powiedział funkcjonariuszom, iż podejrzewa, iż interwencja mogła zostać zgłoszona złośliwie z uwagi na jego działalność społeczną lub zawodową. Policjanci wyjaśnili, iż na początkowym etapie obsługi tego typu zgłoszenia – mając na uwadze konieczność szybkiego działania, ponieważ odnosiło się ono do zagrożenia życia i zdrowia ludzi – nie ma możliwości odstąpienia od interwencji. Przyjazd funkcjonariuszy na miejsce pozwala ocenić sytuację i zweryfikować zgłoszenie. W związku z tym zdarzeniem przyjęto w KRP Warszawa IV zawiadomienie o czyny określone między innymi w art. 238 kk (zawiadomienie o niepopełnionym przestępstwie) i art. 107 Ustawy o ochronie danych osobowych. Czynności w sprawie prowadzi Komenda Rejonowa Policji Warszawa IV.

— Policja Warszawa (@Policja_KSP) October 26, 2026
WIDEO: "Histeryczny egocentryk". Arłukowicz uderzył w Pełczyńską-Nałęcz. Jaki nie wytrzymał
Idź do oryginalnego materiału