Nowa Ruda. Agresor idzie w niepoczytalność?

48 minut temu

Nowa Ruda. W toku postępowania powołano biegłego z zakresu psychiatrii. Czas oczekiwania na jego opinię niestety się wydłuża. Sprawa jest prosta i już dawno powinna zostać zakończona skierowaniem do sądu aktu oskarżenia — tłumaczy rzecznik prokuratury, prokurator Mariusz Pindera. Czy to oznacza, iż sprawca pobicia chce uniknąć odpowiedzialności z powodu rzekomych zaburzeń psychicznych?

Nie, to element normalnej procedury. Podczas przesłuchania podejrzanego pytamy go m.in. o przebyte w przeszłości choroby i schorzenia. o ile okaże się, iż jakieś przechodził, rutynowo zlecane jest przygotowanie opinii przez adekwatnego biegłego
— wyjaśnia Pindera.

Chory czy udaje?

Prokurator nie chciał ujawnić, na jakie schorzenia na tle nerwowym lub neurologicznym cierpiał w przeszłości Oskar B. Telefonicznie próbowaliśmy dowiedzieć się tego bezpośrednio od niego, ale natychmiast się rozłączył.

To znany w Nowej Rudzie przedsiębiorca, który przy ul. E. Kwiatkowskiego prowadzi przychodnię optyczną. Z firmą sąsiadują pizzeria i popularna jadłodajnia. Do pobicia doszło właśnie tam.

Prywatny zakaz parkowania

Marek S. to 68-letni austriacki emeryt, który regularnie przyjeżdża do Polski. Od lat lubi i ceni potrawy serwowane przez starszy z lokali. 27 sierpnia 2025 r. zaparkował pod budynkiem, w którym mieści się przychodnia. Jej właściciel bardzo tego nie lubi.

Kiedy 68-latek delektował się potrawą, do środka wpadł jak burza przedsiębiorca. Szukał właściciela pojazdu zaparkowanego pod jego firmą. Marek S. wyszedł z lokalu, żeby przeparkować auto. Oskar B. ruszył za nim. Co było dalej, zarejestrowała kamera monitoringu zamontowana nad wejściem do lokalu.

Potężnie zbudowany młody mężczyzna w koszulce z krótkim rękawem znienacka uderza z ogromną siłą w głowę 68-latka. Ten pada bez ruchu na chodnik.

Próbowałem go podnieść. Lała się krew, a on osuwał się na chodnik. Byłem przerażony, myślałem, iż nie żyje
— opowiadał jeden ze świadków.

Nadzieja umiera ostatnia

Na szczęście Marek S. przeżył, choć długo wracał do zdrowia. Mężczyzna jest zaskoczony długotrwałością prokuratorskiego śledztwa. Ma jednak nadzieję, iż sprawiedliwość zwycięży, a krewki przedsiębiorca poniesie zasłużoną karę.

Idź do oryginalnego materiału