Napadali na gospodarzy, zabijali i przez długi czas wymykali się policji. Antoni Byk i Władysław Maczuga stali się postrachem Podkarpacia. Ich przestępczy szlak zakończył się krwawą obławą, ale historia tej dwójki jeszcze długo elektryzowała opinię publiczną w całej Polsce.
Dziś ich nazwiska mogą brzmieć jak bohaterowie kryminalnej opowieści. W rzeczywistości Antoni Byk i Władysław Maczuga byli autentycznymi bandytami, którzy na początku lat 30. XX wieku siali strach na Rzeszowszczyźnie. Rabunki, brutalne napady i zabójstwa sprawiły, iż stali się jednymi z najbardziej poszukiwanych przestępców w tej części kraju. W grudniu 1934 roku popularny, sensacyjny tygodnik „Tajny Detektyw”, pisał:
„(…) Większość czynów tej niebezpiecznej spółki bandyckiej obfitowała w tragedje, po których pozostały mogiły ich ofiar i nieotarte łzy pozostałych po tych ofiarach sierot i najbliższych krewnych Rozprawa Maczugi okazała, iż byli to bandyci najpospolitszego gatunku, którzy nie znali litości (…)”.
Z więziennych cel na przestępczy szlak
Antoni Byk pochodził z Trzciany pod Rzeszowem, natomiast Władysław Maczuga urodził się w Rozborzu koło Przeworska. Obaj mieli już za sobą konflikty z prawem, zanim ich drogi się skrzyżowały.
Byk, urodzony w 1904 roku, był karany za kradzieże i rozboje. W jego przypadku śledczy wracali również do wcześniejszych, niewyjaśnionych zabójstw. Część tych spraw nabrała nowego znaczenia dopiero po latach, gdy pojawiły się zeznania i informacje pozwalające ponownie przyjrzeć się dawnym zbrodniom.

Maczuga był młodszy. Urodził się w 1912 roku, a przestępczą działalność rozpoczął jeszcze jako nastolatek. Z czasem coraz poważniejsze wykroczenia i rozboje doprowadziły go do więzienia.

To właśnie za kratami rzeszowskiego więzienia doszło do spotkania, które połączyło losy obu mężczyzn. Zamiast zerwać z przestępczą przeszłością, mieli stworzyć duet, który niedługo stał się zmorą mieszkańców okolicznych miejscowości.
Zbrodnia, która wstrząsnęła okolicą
Jedną z najgłośniejszych spraw związanych z Maczugą był napad na plebanię w Przybyszówce, podczas którego zginął ksiądz Jan Chmurowicz. W dzień bezpośrednio poprzedzający napad, w okolicy rozniosła się pogłoska, iż tego akurat dnia wieloletni proboszcz Przybyszówki ksiądz Chmurowicz miał podjąć w rzeszowskiej Kasie Oszczędności większą gotówkę, by wypłacić pensje robotnikom pracującym przy budowie domu, w którym ksiądz miał zamieszkać na starość. Trójka bandytów zaczajona na zewnątrz czekała aż z plebanii wyjdą goście proboszcza i ksiądz położy się spać. Jak wynika z późniejszych ustaleń śledztwa, jeden z bandytów pozostał na czatach na zewnątrz, dwaj postali wyjęli szybę z okna i dostali się do środka. W kancelarii nie znaleźli spodziewanej gotówki, weszli więc do sypialni. Duchowny, zbudzony odgłosem odsuwanych szuflad, krzyknął jeszcze „kto tam?”, gdy dosięgły go kule rewolwerowe. Strzelał Maczuga. O przebiegu napadu „Tajny Detektyw”, tak pisał:
„(..) W noc tę we wnętrzu plebanii rozegrała się straszna tragedja, bo kiedy nastał świt, w okolicznym Rzeszowie nie było ani jednego człowieka, którego przedmiotem rozmowy nie byłaby śmierć ks. Chmurowicza, ofiary napadu rabunkowego bandytów. A w trzy dni później sznury powozów ciągnęły w stronę Przybyszówki, gdzie na cichym cmentarzu na wieczny spoczynek ks. Chmurowicz został złożony (…)”.
Zbrodnia odbiła się szerokim echem w okolicy i przyczyniła się do wzmożenia działań Policji Państwowej.



Maczuga i jego wspólnicy mieli na koncie również inne napady, między innymi na plebanie oraz kasy. Celem przestępców byli także zamożniejsi gospodarze. Rabowali pieniądze i kosztowności, a osoby, które stawały im na drodze, narażały się na brutalną przemoc.
Działalność bandytów nie ograniczała się do jednej miejscowości. W policyjnych materiałach i późniejszych opracowaniach historycznych pojawiają się okolice Rzeszowa, Przeworska, Łańcuta i Jarosławia.

Rozległy teren działania utrudniał pościg, a przestępcy wielokrotnie unikali zatrzymania.
Ucieczka, która postawiła policję na nogi
Pod koniec 1933 roku Byk i Maczuga przebywali w rzeszowskim więzieniu. 31 grudnia doszło jednak do wydarzenia, które ponownie rozpętało obławę na niebezpiecznych przestępców: obaj uciekli.
Po wydostaniu się na wolność znów mogli działać, a policjanci musieli wznowić poszukiwania. Informacje o bandytach i nagrodach za pomoc w ich ujęciu trafiały do mieszkańców. Atmosferę potęgowały doniesienia o kolejnych rabunkach oraz obawa, iż sprawcy mogą pojawić się w następnej miejscowości.
Wiosną 1934 roku doszło do kolejnych tragicznych wydarzeń. Wśród ofiar bandytów znalazł się posterunkowy Feliks Lewandowski. Ciężko ranny został także wywiadowca Franciszek Wasilewski. Po amputacji nogi popełnił samobójstwo. Te wydarzenia jeszcze mocniej unaoczniły, jak wysoką cenę płacili za działalność przestępców zarówno mieszkańcy, jak i ścigający ich funkcjonariusze.
Obława w Trzcianie. Byk ginie, Maczuga ucieka
Przełom nastąpił w lipcu 1934 roku. Policjanci ustalili, iż poszukiwani mogą przebywać w okolicach Rozborza, rodzinnej miejscowości Maczugi. Rozpoczęto działania, które doprowadziły do starcia z bandytami.
18 lipca, podczas policyjnej akcji w okolicy, doszło do strzelaniny. Antoni Byk zginął od policyjnych kul. W zamieszaniu Władysławowi Maczudze udało się jednak zbiec. Śmierć jego wspólnika nie zakończyła więc od razu sprawy, a poszukiwania drugiego z bandytów trwały nadal.
Dla śledczych był to jednak istotny moment. Byk nie mógł już brać udziału w kolejnych napadach, a Maczuga, pozbawiony dotychczasowego kompana, znalazł się pod jeszcze większą presją.
Tajemnica z Trzciany wyszła na jaw po latach
W historii Byka szczególnie ponurym wątkiem pozostaje sprawa Chany Golberg, mieszkanki Trzciany, która zaginęła 16 października 1922 roku. Kobieta utrzymywała rodzinę, handlując żywnością. Pewnego dnia wyszła z domu i nie wróciła.
Przez lata nie udało się wyjaśnić, co się z nią stało. Podejrzenia wobec młodego wówczas Byka nie doprowadziły do rozwiązania sprawy.
Dopiero później, gdy Maczuga był już skazany na śmierć, przekazał śledczym informacje o zbrodni, którą miał popełnić jego wspólnik. Wskazał miejsce ukrycia zwłok. Według relacji historycznych odnaleziono tam ludzkie szczątki, a rodzina rozpoznała zaginioną kobietę na podstawie uzębienia i pozostałości ubioru.
Ta sprawa pokazała, iż przestępcza działalność Byka mogła sięgać znacznie wcześniejszych lat, niż początkowo sądzono. Jednocześnie przypomniała o ofiarach, których losy przez długi czas pozostawały niewyjaśnione.
Maczuga przed sądem
Po śmierci Byka Władysław Maczuga pozostawał na wolności, ale jego ucieczka nie mogła trwać bez końca. Ostatecznie został schwytany, a następnie stanął przed sądem. Jego sprawa była szeroko komentowana, a kolejne informacje o przestępczej działalności bandytów trafiały do gazet.
Maczuga został skazany na karę śmierci. Miał zaledwie 22 lata, gdy zakończyła się jego historia. Wcześniej zdążył jednak zapisać się w pamięci mieszkańców regionu jako jeden z najbardziej bezwzględnych bandytów tamtego okresu.
Historia, która zapisała się w dziejach Podkarpacia
Przypadek Byka i Maczugi to nie tylko opowieść o dwóch przestępcach. To także obraz przedwojennej rzeczywistości, w której policyjne obławy, listy gończe i sensacyjne doniesienia prasowe potrafiły na długo zdominować życie całych miejscowości.
Ich historia pokazuje również, jak długo potrafią pozostawać niewyjaśnione zbrodnie i jak ważne dla ustalenia prawdy bywają informacje ujawnione dopiero po latach.
Dziś o zbrodniczym duecie przypominają archiwalne materiały Policji Państwowej, dawne publikacje prasowe i opracowania historyczne. Choć od tamtych wydarzeń minęło niemal sto lat, historia Byka i Maczugi przez cały czas pozostaje jednym z najbardziej ponurych rozdziałów kryminalnej przeszłości Rzeszowszczyzny.


2 godzin temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·