
14-letni chłopiec, twierdzi, iż gangi wysyłały go do odległych północnych społeczności, gdzie narkotyki można kupić dziesięciokrotnie drożej.
Dwunastolatkowie wysyłani tysiące kilometrów od domu, fałszywe dokumenty, narkotyki sprzedawane za dziesięciokrotnie wyższą cenę i rodzice, którzy nie wiedzą, czy jeszcze zobaczą swoje dzieci. Śledztwo programu „The Fifth Estate” telewizji CBC odsłania rozległą sieć wykorzystywania nieletnich przez kanadyjskie gangi. Jedna z opisanych historii zakończyła się śmiercią piętnastoletniego chłopca z Brampton.
„Jeśli nie wrócę, to znaczy, iż mnie porwali”
Kai miał zaledwie 12 lat, kiedy zaczął ostrzegać matkę, iż pewnego dnia może nie wrócić do domu.
– jeżeli nie będzie mnie do czwartej, wiedz, iż ktoś mnie porwał, wsadził do samochodu i wywiózł – mówił.
Dla większości rodziców takie słowa z ust dziecka byłyby niewyobrażalne. Dla jego matki stały się częścią codzienności.
Kobieta, którą dziennikarze CBC nazywają Arią, wcześniej przeprowadziła się z rodziną do innego miasta. Chciała odciąć syna od ojca mającego kryminalną przeszłość i kontakty ze środowiskiem przestępczym.
W Winnipeg zapisywała chłopca na zajęcia w ośrodkach społecznych. Liczyła, iż sport i zorganizowane aktywności pomogą mu trzymać się z dala od ulicy.
Dziś podejrzewa, iż właśnie w takich miejscach jej syn zetknął się z ludźmi, którzy wykorzystali jego młody wiek. Uważa, iż niektórzy pracownicy ośrodków mogli nadużywać swojej pozycji, umożliwiając członkom gangów nawiązywanie kontaktów z dziećmi.
Kai opowiada, iż mężczyźni w wieku dwudziestu i trzydziestu kilku lat przedstawiali się jako starsi koledzy, którym można zaufać.
– Ludzie nazywają to uwodzeniem, wykorzystywaniem. Można używać różnych określeń. Tak naprawdę chodzi o wykorzystanie twojej niewinności – tłumaczy.

Mark Kelley, gospodarz programu „Piąta władza”, po lewej, rozmawia z chłopcem, którego gang zwerbował w wieku 12 lat. Mówi, iż wysyłano go z miasta, aby handlował narkotykami, więcej razy, niż potrafi zliczyć.
Z czasem chłopiec zaczął znikać z domu. Nie na kilka godzin, ale na całe dni. Trafiał do odległych miejscowości, gdzie miał sprzedawać narkotyki dla dorosłych przestępców.
Podróż w nieznane
W przestępczym żargonie takie wyjazdy nazywane są „going OT”, od angielskiego out of town, czyli wyjazd poza miasto.
Mechanizm jest pozornie prosty. Starsi członkowie gangu zdobywają zaufanie nastolatka, obiecują mu pieniądze, poczucie przynależności i szacunek. Następnie wysyłają go do miejsc, w których narkotyki osiągają znacznie wyższe ceny niż w dużych miastach.
Kai pierwszy raz wyjechał w taką podróż jako dwunastolatek.
– Nie wiesz, co jest w tych torbach. Nie wiesz, co dostarczasz innym ludziom. Myślisz tylko, iż pomagasz starszemu koledze, bo chcesz być taki fajny jak on – wspomina.
Mężczyźni odebrali go samochodem, wskazali miejsce pobytu i oczekiwali, iż będzie sprzedawał narkotyki.
Chłopiec znalazł się w odizolowanej społeczności, oddalonej o osiem godzin jazdy od Winnipeg. Nie znał nikogo. Nie wiedział, gdzie dokładnie przebywa. Rodzina nie miała pojęcia, dokąd został zabrany.
– Nie mówisz bliskim, gdzie jesteś. Oni tego nie wiedzą, ale ty również nie wiesz – opowiada.
Szybko poznał zasady świata, do którego trafił. Według niego istnieją tam tylko trzy możliwe zakończenia: wolność, więzienie albo śmierć.
Najważniejsze jest jednak to, iż nie można po prostu zrezygnować.
– Ten, kto cię wysłał, oczekuje, iż wrócisz z pieniędzmi. jeżeli wrócisz z niczym, nie wiadomo, co może cię spotkać – mówi.
Dziś Kai ma 14 lat. Wyjeżdżał już tyle razy, iż przestał je liczyć.
Narkotykowy biznes od Toronto po Yellowknife
Dziennikarze programu „The Fifth Estate” od dwóch lat badają przypadki zaginięć młodych czarnoskórych chłopców z aglomeracji Toronto. Wielu z nich trafia do gangów, które wysyłają nastolatków do handlu narkotykami w innych częściach kraju.
Początkowo śledztwo koncentrowało się na takich miastach jak Sarnia i Thunder Bay oraz odległych społecznościach rdzennych mieszkańców, między innymi Ginoogaming First Nation.
Nowe ustalenia pokazują jednak, iż sieć jest znacznie rozleglejsza.
Nieletni trafiają do Kolumbii Brytyjskiej, Saskatchewan, Manitoby, na daleką północ do Yellowknife, a choćby na wschodnie wybrzeże, do Halifax.
Powód jest przede wszystkim finansowy.
W niektórych odizolowanych społecznościach narkotyki mogą kosztować choćby dziesięciokrotnie więcej niż w dużych ośrodkach miejskich. Według Kaia pojedyncza tabletka oksykodonu może osiągać cenę 200 dolarów.
Dla organizatorów procederu oznacza to ogromne zyski. Dla dzieci – ryzyko przemocy, uzależnienia od przestępców i odpowiedzialności karnej.
Jamal, kolejny rozmówca CBC, również rozpoczął takie wyjazdy w wieku 12 lat.
Dziś ma 18 lat i mieszka w rejonie Toronto. Opowiada, iż wysyłano go do różnych miejscowości w Ontario, Manitobie i Saskatchewan. Najdalsza podróż zaprowadziła go do Yellowknife.
Co więcej, został przekonany, aby sam zapłacił za przejazd.
Jego historia zaczęła się w siódmej klasie. Rodzina przez rok przeprowadzała się między różnymi domami. Chłopiec szukał stabilności i zbliżył się do starszych mężczyzn ze swojego otoczenia.
– Zawsze ich szanowałem. Traktowałem jak starszych braci, jak wzory do naśladowania – wspomina.
Mężczyźni oferowali mu coś, czego brakowało w domu: uwagę, poczucie bezpieczeństwa i przynależności.
– Gdyby w domu wszystko było stabilne, nie miałbym powodu, żeby szukać czegoś na ulicy – przyznaje.
Jak dwunastolatek podróżuje przez całą Kanadę?
Jedną z największych zagadek dla rodzin jest sposób przemieszczania nieletnich.
Jak dziecko bez prawa jazdy, często również bez odpowiednich dokumentów, może pokonywać tysiące kilometrów, korzystać z samolotów i trafiać do odległych miejscowości?
Jamal twierdzi, iż organizatorzy zapewniają fałszywe nazwiska i dokumenty tożsamości.
– Nie ma znaczenia, kim jesteś ani ile masz lat. Możesz dostać się praktycznie wszędzie w Kanadzie. To naprawdę łatwe – opowiada.
Według jego relacji dorośli przestępcy, dla których pracował, handlowali narkotykami kupowanymi za granicą i mieli kontakty z kartelami.
Takich powiązań nie należy jednak automatycznie przypisywać każdemu przypadkowi. Śledztwo CBC pokazuje, iż różne grupy przestępcze korzystają z podobnego sposobu wykorzystywania dzieci.
Nastolatkowie są wysyłani do sprzedaży ulicznej, dostarczania towaru oraz pracy w mieszkaniach i domach służących do przechowywania narkotyków.
Często choćby nie wiedzą, dla kogo naprawdę pracują.
Dzieci jako tarcza dla dorosłych przestępców
Inspektor Josh Ewatski z policji w Winnipeg nie ma wątpliwości, iż młodzi ludzie są wykorzystywani przez zorganizowane grupy przestępcze.
– Wielu z tych nastolatków jest ofiarami wyzysku. Ludzie kierujący tymi sieciami traktują ich jak kogoś, kogo można poświęcić – mówi.
W maju Ewatski kierował zespołem uczestniczącym w największej, według policji, operacji antynarkotykowej w historii Manitoby.
Funkcjonariusze przejęli 525 kilogramów kokainy, metamfetaminy i fentanylu.
Wśród zatrzymanych znaleźli się ludzie powiązani z czołowymi strukturami przestępczości zorganizowanej w Kanadzie, w tym Hells Angels, Wolfpack Alliance oraz meksykańskim kartelem.
Według policjanta znaczna część kokainy i metamfetaminy trafia z Meksyku przez Stany Zjednoczone do Kanady. Następnie współpracujące organizacje rozprowadzają narkotyki również w odległych społecznościach.
Dzieci są dla nich szczególnie użyteczne.
– Wykorzystują tych chłopców, żeby sami nie musieli narażać się na aresztowanie albo postrzelenie – wyjaśnia Ewatski.
W praktyce nastolatek może zostać zatrzymany podczas sprzedaży narkotyków, podczas gdy dorośli organizatorzy pozostają poza zasięgiem policji.
Niebezpieczeństwo nie kończy się jednak na zatrzymaniu.
Gangi potrafią uzależniać młodych ludzi od siebie, twierdząc, iż mają oni do spłacenia długi. choćby jeżeli chłopiec chce zerwać z przestępczością, może usłyszeć, iż nie wolno mu odejść.
Ewatski ostrzega, iż próba wydostania się z takiego środowiska może zakończyć się brutalną przemocą, a choćby śmiercią.
Pieniądze, których dziecko nigdy wcześniej nie widziało
Denny Heathen, który przez znaczną część swoich dwudziestych lat działał w gangu w Prince Albert w Saskatchewan, zna mechanizmy rekrutacji od środka.
Opowiada, iż werbownicy zwracali uwagę na chłopców w wieku od 15 do 18 lat, u których dostrzegali desperację.
– Oni szukali celu w życiu – mówi.
Przestępcy oferowali im uwagę, pieniądze i ochronę. Zachowywali się jak starsi bracia albo mentorzy.
– To marionetki. Trzeba tylko sprawić, żeby czuły się docenione i miały wrażenie, iż ktoś się nimi zaopiekuje – opisuje sposób myślenia werbowników.
Kai pamięta podobne sytuacje z ośrodka społecznego.
Jako mały chłopiec przychodził tam grać w koszykówkę. Widział starszych mężczyzn, którzy imponowali dzieciom pieniędzmi.
Podczas rozmowy z dziennikarzami CBC wyciągnął gruby plik banknotów studolarowych.
– Wystarczy coś takiego i już jesteś pod wpływem – powiedział.
Dla dwunastolatka, który nie może jeszcze podjąć pierwszej normalnej pracy, podobne sumy wydają się niewyobrażalne.
Z czasem pieniądze stają się jednak narzędziem kontroli.
To, co zaczyna się od obietnicy szybkiego zarobku, może skończyć się przymusem, groźbami i strachem o życie.
Piętnastolatek z Brampton, który nie wrócił
Najbardziej dramatyczna historia opisana przez CBC dotyczy Jay’siiaha Webba-Longa.

15-letni Jay’siiah Webb-Long ostatnio był widziany przed swoim domem w Brampton w Ontario 27 marca 2025 roku.
27 marca 2025 roku piętnastolatek wyszedł z rodzinnego domu w Brampton. Miał przy sobie torbę podróżną, która wyglądała na niemal pustą.
Kamera przy drzwiach zarejestrowała jego ostatnie chwile przed wyjściem. Chłopiec wyniósł pudełko do pojemnika na surowce wtórne, rozejrzał się po ulicy i zniknął z kadru.
Matka, Shenice Long, przez kolejne tygodnie utrzymywała z nim kontakt. Syn nie chciał jednak powiedzieć, gdzie przebywa.
Po zaginięciu ktoś przesłał jej fotografie przedstawiające chłopca z plikami pieniędzy.
– Wtedy pomyślałam, iż ktoś wysłał go bardzo daleko, żeby zarabiał pieniądze – wspomina.
Rodzina nie miała żadnych powiązań z miejscem, do którego ostatecznie doprowadziły policyjne ustalenia.
Było nim Pelican Narrows w północnej części Saskatchewan, około trzech tysięcy kilometrów od Brampton.
Matka twierdzi, iż policja regionalna Peel ustaliła tę lokalizację dzięki numerowi telefonu, którego wcześniej nie znała. Informacja o numerze pojawiła się po publicznym komunikacie o zaginięciu, kiedy zgłosiła się młoda kobieta.
Bliscy chłopca krytykują działania policji regionalnej Peel oraz RCMP w Saskatchewan.
Według rodziny publiczne zawiadomienie o zaginięciu wydano dopiero po ośmiu tygodniach.
Matka przyznaje, iż formalne zgłoszenie złożyła trzy tygodnie po wyjściu syna. Twierdzi jednak, iż kontaktowała się z policją już po 48 godzinach, ale zniechęcano ją do zgłoszenia, ponieważ przez cały czas mogła rozmawiać z chłopcem.
W lipcu 2025 roku RCMP zaczęła prowadzić sprawę jako śledztwo dotyczące zabójstwa. Opinia publiczna dowiedziała się o zmianie kwalifikacji dopiero we wrześniu.
Poszukiwania w terenie miały zostać opóźnione z powodu zimowych warunków pogodowych.
13 maja 2026 roku w pobliżu zbiornika ściekowego niedaleko Pelican Narrows odnaleziono ludzkie szczątki. Dwa dni później sekcja zwłok potwierdziła, iż należały do Jay’siiaha.
Policja uważa, iż chłopiec padł ofiarą zabójstwa.
Śledztwo trwa. W związku z jego śmiercią nikomu dotychczas nie postawiono zarzutów.
Zaginięcia, których nie widać w statystykach
Historia piętnastolatka z Brampton nie jest odosobniona.
W 2024 roku policji w Toronto zgłoszono zaginięcia 322 chłopców i młodych mężczyzn.
Według danych przytoczonych przez CBC niemal połowę zgłoszonych zaginionych stanowili czarnoskórzy chłopcy, choć ich udział w populacji tej grupy wiekowej w mieście wynosił mniej niż 10 procent.
Dziennikarze podkreślają jednak, iż nie wszystkie zaginięcia są zgłaszane.
Część rodziców obawia się, iż policja potraktuje ich dzieci jak zwykłych uciekinierów z domu, a nie osoby zagrożone wykorzystaniem przez przestępców.
Inni wstydzą się sytuacji rodzinnej albo nie wierzą, iż otrzymają pomoc.
Christene Lewis, specjalistka zajmująca się przeciwdziałaniem przemocy i wspieraniem rodzin w Toronto oraz okolicach, zna ten świat z własnego doświadczenia.
– Wywodzę się ze środowiska gangów. Wiem, co to znaczy czuć się odizolowaną i mieć wrażenie, iż ulica jest bardziej lojalna niż własna rodzina – opowiada.
Dziś pomaga rodzicom dzieci, które znikają z domów i wyjeżdżają sprzedawać narkotyki.
Lewis zwraca uwagę na głęboki kryzys zaufania między częścią marginalizowanych społeczności a policją.
– Oni nie czują, iż policji w ogóle zależy – mówi.
Jej rada jest jednoznaczna: każde zaginięcie dziecka należy zgłaszać, a później konsekwentnie domagać się działań.
– jeżeli nie usłyszeli cię pierwszego dnia, zadzwoń następnego. Nie poddawaj się.
Problem ma również wymiar systemowy.
Według raportu federalnego Ministerstwa Sprawiedliwości z 2026 roku udział czarnoskórej młodzieży wśród młodych osób objętych nadzorem systemu sprawiedliwości w czterech prowincjach – Nowej Szkocji, Ontario, Albercie i Kolumbii Brytyjskiej – utrzymywał się w latach 2019–2024 na poziomie około 12–13 procent.
To niemal dwukrotnie więcej niż udział tej grupy w populacji młodzieży tych prowincji.
CBC wskazuje również na bariery społeczne i ekonomiczne, bezrobocie oraz nierówne traktowanie w systemie edukacji i wymiarze sprawiedliwości jako czynniki mogące zwiększać podatność części młodych ludzi na manipulację ze strony gangów.
Nie oznacza to jednak, iż pochodzenie czy kolor skóry determinują udział w przestępczości. Opisywany problem dotyczy wykorzystywania dzieci, które znalazły się w szczególnie trudnej sytuacji.
„On jest moim niewolnikiem”
Aria, matka Kaia, wciąż próbuje wyrwać syna z rąk przestępców.
Opowiada, iż chłopiec wracał z kolejnych wyjazdów z drogimi ubraniami i pieniędzmi. O swoich podróżach mówił czasem tak, jakby wrócił z wakacyjnego obozu.
Tymczasem rodzina żyła w strachu.
Według Arii trzykrotnie ostrzelano okna jej domu.
Kiedy syn znika, kobieta zgłasza jego zaginięcie i gromadzi wiadomości oraz inne informacje, które mogą pomóc policji go odnaleźć.
Kai próbował zerwać z gangiem. Po wakacyjnym pobycie na obozie wrócił do domu zdecydowany, iż nie chce już uczestniczyć w handlu narkotykami.
– Teraz, kiedy wiem, jak wygląda piekło na ziemi, nigdy nie chcę tam wracać – powiedział dziennikarzom CBC w sierpniu.
Jednak wiadomości od ludzi związanych z gangiem nie przestały przychodzić.
Aria znalazła korespondencję dotyczącą syna, w której padały słowa: „Nie oddam ci twojego młodszego brata” oraz „On jest moim niewolnikiem”.
Kobieta uważa je za dowód, iż jej dziecko jest przedmiotem handlu ludźmi i przymusowego wykorzystywania.
Kai ponownie opuścił dom w przeddzień rozpoczęcia dziesiątej klasy. Później wracał i znikał jeszcze kilkakrotnie.
Sam również stanął wobec zarzutów związanych z handlem narkotykami.
Podobne trudności opisuje Jamal. Mężczyźni, którzy wciągnęli go do przestępczego świata, przez cały czas kontaktują się z nim i twierdzą, iż jest im winien pieniądze.
– Będą do ciebie pisać, mówić o kolejnych okazjach. Nikt tak po prostu nie pozwoli ci odejść – wyjaśnia.
Dzieci, które potrzebują ratunku
Śledztwo CBC pokazuje nie tylko rozmiary narkotykowego biznesu, ale również dramatyczny konflikt między sposobem postrzegania tych nastolatków przez system sprawiedliwości a rzeczywistością ich życia.
Dziecko zatrzymane z narkotykami może zostać uznane za sprawcę przestępstwa. Jednocześnie może być ofiarą dorosłych, którzy je zastraszają, manipulują nim i wykorzystują do własnych interesów.
Przestępcy doskonale wiedzą, jak wykorzystywać samotność, brak stabilizacji rodzinnej, potrzebę akceptacji i pragnienie szybkiego zarobku.
Wciągają dzieci do świata, w którym każdy kolejny wyjazd zwiększa ich zależność od gangu, a próba ucieczki może oznaczać zagrożenie życia.
Dla rodzin oznacza to nieustanne oczekiwanie na telefon, wiadomość lub powrót dziecka.
Aria nie wierzy, iż choćby definitywne zerwanie syna z przestępcami automatycznie zakończy koszmar. Obawia się, iż ludzie, którzy go wykorzystali, będą jeszcze przez lata próbowali odzyskać nad nim kontrolę.
– Ten potwór istnieje i będzie towarzyszył mu, kiedy stanie się młodym mężczyzną, a później dorosłym człowiekiem. Nie sądzę, żeby kiedykolwiek zniknął – mówi.
Kai ma dziś 14 lat.
Jego matka wciąż walczy o to, żeby miał szansę dorosnąć.
Materiał opracowany na podstawie śledztwa programu „The Fifth Estate” telewizji CBC. Imiona Kaia, Jamala i Arii zostały zmienione przez dziennikarzy w celu ochrony ich bezpieczeństwa.











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·