Dostawy z Czarnego Lądu mogą zastąpić braki wynikające ze zmiany polityki względem Rosji. W teorii wszystko wygląda logicznie: Europa po odcięciu się od rosyjskiego gazu musi znaleźć nowe źródła, a Afryka, z jej ogromnym, wciąż niewykorzystanym potencjałem, aż prosi się o rolę jednego z głównych dostawców. W praktyce jednak ten scenariusz nie jest ani szybki, ani prosty. Na drodze stoją klasyczne bariery, które w tej części świata od dekad zatrzymują wielkie projekty: niestabilność polityczna, korupcja, konflikty zbrojne i ryzyko terrorystyczne, szczególnie w regionie Sahelu.