Prokuratorzy zakończyli w czwartek wieczorem czynności w pobliżu miejsca na Lubelszczyźnie, gdzie w godzinach nocnych spadła rakieta. Lej po pocisku został zasypany, a teren przekazany właścicielowi. Na piątek zaplanowano dalsze czynności procesowe, w tym oględziny szczątków rakiety.
"Znaleziono liczne szczątki rakiety". Prokuratura podała nowe informacje

Rzecznik lubelskiej prokuratury Marcin Kozak poinformował, iż podczas czwartkowych czynności żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej przeczesali teren o powierzchni ok. 3 km kwadratowych "znajdując liczne szczątki rakiety, w tym elementy napędu".
"Liczne szczątki rakiety" w miejscu wybuchu. Prokuratura o swoich działaniach
Jak dodał rzecznik, na piątek zaplanowano dalsze czynności procesowe, w szczególności oględziny szczątków rakiety w pomieszczeniach Żandarmerii Wojskowej. W pracach uczestniczyć będzie ekspert z Ukrainy, który ma pomóc polskim służbom w zidentyfikowaniu znalezionego obiektu.
Rzecznik informował wcześniej, iż śledczy badali miejsce wybuchu, tj. lej o średnicy ok. 10 metrów i 5 metrów głębokości. Zabezpieczali odłamki, elementy rakiety oraz pobierali próbki ziemi. Śledztwo Wydziału ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Lublinie prowadzone jest w kierunku naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej i sprowadzenia katastrofy w ruchu lotniczym.
ZOBACZ: "Nie chodzi tylko o współczucie i potępienie". Zełenski o rakiecie nad Polską
– Wiemy na pewno, że mamy do czynienia z rakietą. Nie z dronem, nie z żadnym Geraniem, tylko z rakietą. Najprawdopodobniej jest to rakieta o oznaczeniach CH-101. Zawierała ona materiał wybuchowy w znacznej ilości - mówił Kozak.
Na miejscu pracowało również ok. 50 żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej, którzy pomagali w przeczesywaniu terenu, który wcześniej został wcześniej zmapowany dronem.
Rakieta "na 99,9 proc. rosyjska". Sobkowiak-Czarnecka o działaniach władz
Polska przestrzeń powietrzna w czwartek o godz. 3:40 została naruszona przez pocisk manewrujący, który po sześciu minutach spadł na pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia na Lubelszczyźnie. Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, wiceminister obrony narodowej zaznaczyła w programie "Gość Wydarzeń" iż o wszystkim od samego początku informowani byli premier Donald Tusk i prezydent Karol Nawrocki.
ZOBACZ: Wybuch rakiety na Lubelszczyźnie. "Na miejscu są już Amerykanie"
- Dzisiaj możemy powiedzieć z pewnością 99,9 proc., iż jest to rosyjska rakieta Ch-101 - przekazała Sobkowiak-Czarnecka. Zaznaczyła, iż w tym momencie jeszcze nie wiadomo, dlaczego obiekt znalazł się nad Polską. - Choć faktem jest, iż bardzo często Rosjanie manewrują rakietami przy naszej granicy - dodała.
Wiceszefowa MON przyznała, iż podobnych sytuacji jak ta, do której doszło minionej nocy może pojawiać się coraz więcej. - Szczegółowo o tym informujemy naszych sojuszników. Ja też z taką wiadomością leciałam do Waszyngtonu, właśnie mówiącą o tym, iż spodziewamy się możliwych kolejnych ruchów, bo widzieliśmy natężenie działań rosyjskich - mówiła.
Wybuch rakiety na Lubelszczyźnie. Tusk: Była uzbrojona
"Wczoraj w nocy, podczas masowego ataku rakietowego na Ukrainę, jedna z rakiet manewrujących Ch-101 naruszyła polską przestrzeń powietrzną i spadła 50 km od Lublina. Rakieta była uzbrojona. Z dużym prawdopodobieństwem rosyjska. Chciałbym podziękować wszystkim przywódcom UE i NATO za ich solidarność i gotowość do pomocy" - pisał wcześniej w mediach społecznościowych premier Donald Tusk.
Jak przekazała dziennikarka Polsat News Ewa Pajuro, żandarmeria wojskowa przybyła na miejsce eksplozji w Tarnawie-Kolonii około godziny 7., ponad godzinę po reporterach PN i blisko trzy i pół godziny po wybuchu. Polsat News był na miejscu jako pierwsza stacja w Polsce.
ZOBACZ: "Stanowczo po stronie Polski". Deklaracja ambasadora USA po wybuchu rakiety
- Kiedy dostaliśmy sygnały od mieszkańców, ruszyliśmy w drogę, a kiedy przyjechaliśmy, przy kraterze, w odległości około 100-200 metrów, znajdowało się kilku policjantów i kilku strażaków - relacjonowała reporterka.
Dopiero po przyjeździe żandarmów teren został zabezpieczony, a ekipy przesunięte. - Mogliśmy swobodnie zrobić zdjęcia krateru, widzieliśmy także porozrzucane fragmenty niezidentyfikowanego obiektu, który tutaj spadł. Profilaktycznie strażacy prosili nas, byśmy się do tych fragmentów nie zbliżali i ich nie dotykali - dodała Pajuro.


2 godzin temu







English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·