Słyszeli skowyt psa i rozpaczliwy płacz kobiety. Sąsiedzi, teściowie i córka składali zeznania przed świdnickim Sądem Rejonowym, gdzie 7 sierpnia ruszył proces Piotra S. Mieszkaniec gminy Świdnica jest oskarżony o zabicie amstaffa o imieniu Roki. Pozbawił go życia ciosami noża kuchennego, a truchło owinięte w koc wyrzucił do stawu w Witoszowie Dolnym.

Do dramatycznych wydarzeń doszło 17 września 2024 roku w budynku wielorodzinnym w Komorowie, gdzie Piotr S. po wyprowadzce od teściów zamieszkał wraz z żoną i dwójką dzieci. Towarzyszył im kupiony jeszcze w poprzednim miejscu zamieszkania czarno umaszczony amstaff Roki. – Jak go kupili to był bardzo grzeczny, ułożony pies. Jak zięć zaczął go tresować, to go bił i pies zrobił się agresywny, ale nie do dzieci i nie do córki. On dzieci bronił – mówiła w sądzie teściowa Piotra S., u której mieszkał jakiś czas wraz z rodziną.
„Zawsze mówiłam, kupujcie mniejsze psy”
Przewodnicząca składu sędziowskiego sędzia Anna Czwojda odczytała wcześniejsze zeznania kobiety, wskazując, iż znacznie się różnią od słów wypowiedzianych na sali rozpraw. Tuż po zdarzeniu miała mówić, iż zięć dobrze traktował psa. – Bo córka mnie prosiła, żebym go broniła – tłumaczyła się kobieta.
Z zeznań dwóch sąsiadek wyłania się obraz psa niegroźnego dla ludzi, ale pozostawianego godzinami na balkonie. – Nie była agresywny wobec ludzi ani innych zwierząt. Gdy któregoś dnia uciekł właścicielom i biegał po osiedlu, sąsiedzi sami go złapali i odprowadzili do domu. Byłam też świadkiem sytuacji, gdy Roki siedział na klatce schodowej przywiązany do poręczy smyczą. Był tak zestresowany, iż nasikał pod siebie. Sąsiedzi dobijali się do drzwi, żeby ktoś go zabrał. Przechodziłam obok niego z moim psem, nie było żadnej agresji – zapewniała jedna z sąsiadek.
Teść Piotra S. inaczej niż żona oceniał zachowania zięcia. – On głupio tresował tego psa, nie miał podejścia. Nie bił go, co najwyżej uderzał końcówką smyczy. Mnie ten pies raz ugryzł, a raczej tak szczypnął w nogę, jak mu dawałem jeść. Rokim zajmowała się przede wszystkim córka, on bardzo był za nią – mówił przed sądem.
Sąd zdecydował się włączyć do materiału dowodowego zeznanie córki oskarżonego. 9,5-letnia dziewczynka odpowiadała na pytania sądu w specjalnym pokoju, przy udziale psychologa, adwokata i prokuratora prowadzącego postępowanie. Na sali sądowej odtworzono nagranie rozmowy. – Ja mamie mówiłam, żeby brała mniejsze psy – mówiła rezolutna dziewczynka. – Do taty był agresywny, dwa razy ugryzł go w brzuch. Na mnie raz nawarczał – opowiadała. Ze wszystkich sił starała się pokazać swoich rodziców i swój dom jako normalne i bezpieczne miejsce. Od dwóch lat nie mieszka z rodzicami, nad nią i bratem pieczę zastępczą pełnią dziadkowie.
Na rozprawie nie pojawiła się matka dziewczynki. Do sądu wysłała informację, iż przebywa w szpitalu. Potwierdziła to jej matka. – Ma złamaną szczękę, ale nie wiem, dlaczego – mówiła kobieta, składając zeznania. O wcześniejszych obrażeniach Roksany S. mówili także jej ojciec i córka, ale oboje tłumaczyli to m.in. tym, iż w zabawie Roki skakał na nią, powodując liczne sińce. Urazy policzka, wymagające szycia, miał spowodować kilkuletni syn. – Wyłamał taki szczebel od łóżka i uderzył w mamę – przekonywała córka. – jeżeli kogoś się bałam, to tego mężczyzny, nie psa. On często był pod wpływem alkoholu. Budził we mnie lęk – mówiła o Piotrze S. jedna z sąsiadek.
Piotr S. nie stawił się na rozprawie, mimo podwójnego zawiadomienia wystosowanego przez sąd. Jego zeznania, składane przed policją i prokuraturą w 2024 roku odczytała sędzia Czwojda.
„Żona miała…, żona nie chciała…”
– Od 18. roku życia miałem psy amstaffy. Później, jak moja suka amstaff miała już około 16 lat, musieliśmy uśpić. Z poprzednim amstaffem mieliśmy 2 lata przerwy, psa nie mieliśmy. W końcu żona i córka zażyczyły sobie psa. Żona też zakochana w amstaffach, więc kupiła amstaffa. Dopóki mieszkaliśmy w Witoszowie, to z psem wszystko było dobrze, nic mu się nie działo, był normalnym psem. Przeprowadziliśmy się do Komorowa w kwietniu tego roku. Po jakichś 3 miesiącach zaczął być do mnie agresywny. To tak postępowało: na początku tylko warczał na mnie, na spacery wychodził chętnie. No i około 2 tygodni temu pierwszy raz mnie ugryzł. Wszedłem do pokoju, a on od razu bez przyczyny rzucił się na mnie i ugryzł mnie w brzuch. Żona zareagowała, jej słuchał, uspokoił się – mówił policji.
Twierdził, iż proponował żonie, żeby wybrali się z psem na szkolenie ale ona nie chciała. Obarcza ja także winą za to, iż pies nie był szczepiony, odrobaczany ani nie został wykastrowany. Przekonywał śledczych o swoim dobrym podejściu do psa, na którego miał nie krzyczeć ani go nie bić. Nie potrafił w żaden sposób wyjaśnić agresji, która 17 września 2024 roku miała jego zdaniem doprowadzić do tragicznych wydarzeń.
Skowyt, płacz kobiety i szuranie mopa
– U nas pora nocna była o 22.00. Ja chciałam iść do swojego pokoju, ale Roki leżał na kanapie na mojej kołdrze. Jak chciałam mu zabrać, to zaczął warczeć. Uciekłam do pokoju – mówiła córka Piotra S. – Była 23.15, kiedy usłyszałam pisk psa, słowa kobiety „Piotr zostaw”, a potem straszny płacz opisywała jedna z sąsiadek. – To był straszny skowyt, który nagle ucichł, a potem słyszałam słowa kobiety, ale były zniekształcone, być może „nie zabijaj go”. Potem był straszny płacz kobiety, a wreszcie usłyszałam jakby szorowanie podłogi mopem – opisuje kolejna. Jedna z kobiet następnego dnia zawiadomiła policję.
– 17 września, wieczorem skoczył na mnie i chciał mnie ugryźć. Ja rzuciłem na niego kołdrę, no i uciekłem do sypialni. Żona krzyknęła do niego „spokój” i zamknęła go na tarasie. Później poszliśmy wszyscy spać: ja z żoną i synem w sypialni, a córka z psem w salonie. W nocy, to był już 18 września 2024 roku, córka przyszła i zapytała, czy się z nią położę, bo ona się boi. Poszedłem do salonu – zeznawał we wrześniu 2024 r. Piotr S..
- Pies mnie zobaczył i od razu zaczął warczeć i szczekać. Ja się trochę wycofałem do tyłu, powiedziałem do córki, aby wzięła kołdrę i poszła do swojego pokoju. Ona próbowała wziąć tę kołdrę, on warknął na nią. W tym momencie wyszła żona, (córka) się przestraszyła, poszła do syna do pokoju i tam się zamknęła. Ten pies rzucił się na mnie, a ja zasłoniłem się takim konikiem na biegunach. (Żona) chciała go odciągnąć, on wtedy ugryzł ją w rękę, a później w drugą. Była u lekarza, bo nie może nimi ruszać – opisywał.
– Jak on ją pogryzł i zaczął wyrywać, to ja widziałem, iż on chciał się tylko dorwać. Z pyska aż leciała mu piana, a wzrok miał taki, jakby chciał mnie zabić. Ruszył na mnie, a ja stałem w kuchni, na blacie leżały noże. Chwyciłem jeden nóż i jak on na mnie skoczył, to ja ten nóż wbiłem mu w głowę. Jak on na mnie leciał, to zamachnąłem się prawą ręką od góry w kierunku jego głowy. Trafiłem go, ale on jeszcze bardziej stał się agresywny. I jak miał ten nóż w głowie, to skoczył na mnie i tą wystającą częścią rękojeści musiała się złamać. Uderzył mnie w klatkę piersiową i zranił. Jak ja zobaczyłem, iż to nic nie pomogło, chwyciłem drugi nóż i raz albo dwa razy uderzyłem go w plecy, czy nie wiem, gdzie on tam dostał – zeznawał oskarżony.
– To się gwałtownie działo. (Żona) zaczęła płakać, a ja tak usiadłem, popatrzyłem na to wszystko i nie wiedziałem, od czego zacząć. Zacząłem sprzątać tę krew, żeby dzieci tego nie widziały. Wziąłem, owinąłem go w koc i taśmę, wyniosłem z domu i zawiozłem go swoim samochodem . Do takiego stawu w Witoszowie go wrzuciłem. Na drugi dzień pojechałem do pracy, zrobiło mi się żal. Wziąłem szpadel i pojechałem po niego, chciałem go zakopać. Psa już nie było. W piątek postanowiłem, iż pojadę na policję powiedzieć, co się stało. No i jak wczoraj przyjechałem, to już tu zostałem – mówił podczas pierwszego przesłuchania. Początkowo nie przyznał się do winy, zdanie zmienił podczas przesłuchania prokuratorskiego. Podkreślał jednak, iż działał w obronie własnej i rodziny.
Te deklaracje nie znalazły uznania u śledczych. Prowadzący postępowanie prokurator Roman Kostowski podczas dzisiejszej rozprawy odczytał akt oskarżenia, zarzucając Piotrowi S. zabicie psa ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności.
Proces będzie kontynuowany we wrześniu, a zeznania mają złożyć kolejni świadkowie, zaplanowano również wysłuchanie biegłej. Sąd zdecydował również o wystosowaniu kolejnego wezwania do żony oskarżonego. Jej zeznania ze śledztwa nie zostały odczytane.
Agnieszka Szymkiewicz

1 godzina temu










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·