
Od 23 sierpnia polskie prawo wprost penalizuje zjawisko patostreamingu.
Za transmisje oraz rozpowszechnianie materiałów przedstawiających przemoc, znęcanie się nad zwierzętami czy upokarzanie innych osób grozi do 3 lat więzienia, a w przypadku udziału małoletnich – choćby do 5 lat.
Choć zaostrzenie kodeksu karnego było od lat wyczekiwane, nowe przepisy wchodzą w życie w momencie, gdy internetowy margines zdążył już zmienić model biznesowy i uciec przed tradycyjną jurysdykcją.
Nowy bat w kodeksie karnym
Dotychczas walka ze skrajnymi treściami w polskim internecie spoczywała niemal wyłącznie na barkach moderatorów platform i organizacji społecznych, a prokuratura musiała mozolnie dopasowywać ogólne artykuły kodeksu do realiów cyfrowych.
Nowelizacja bezpośrednio celuje w mechanizmy generowania zasięgów na krzywdzie:
- Penalizacja przemocy i poniżania: transmitowanie przestępstw, naruszania nietykalności czy aktów poniżenia staje się osobnym czynem zabronionym.
- Szczególna ochrona małoletnich: zaangażowanie dzieci w patologiczne nagrania oznacza bezwzględne zaostrzenie kary (od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności).
- Odpowiedzialność za redystrybucję: karane jest nie tylko nadawanie na żywo, ale również późniejsze montowanie, wycinanie fragmentów (tzw. „shotów”) i ich masowe udostępnianie w sieci.
Z melin do klatek: spóźniona reakcja państwa
Głównym problemem nowych regulacji jest czas ich wprowadzenia. Klasyczny patostreaming z libacji alkoholowych i domowej przemocy swój szczyt popularności notował kilka lat temu.
Od tego czasu zjawisko przeszło głęboką komercjalizację. Agresja i upokorzenie w dużej mierze przeniosły się na gale typu freak fight, gdzie patologiczne zachowania ubrano w ramy gal sportowych, sponsorowanych przez legalnie działające marki. Równolegle twórcy generujący najbardziej toksyczne materiały przenieśli się z YouTube’a na niszowe, zagraniczne platformy pokroju… nie, nie będziemy ich wymieniać.
Fikcja zagranicznej jurysdykcji
Ustawodawca zakłada, iż nadawanie z terytorium innego państwa nie uchroni twórców przed polskim wymiarem sprawiedliwości, o ile ich przekaz jest adresowany do rodzimego odbiorcy. W praktyce wyegzekwowanie tego zapisu zderzy się ze ścianą procedur międzynarodowych.
Polska prokuratura ma ograniczone możliwości natychmiastowego zablokowania transmisji realizowanej z serwerów w rajach podatkowych czy krajach spoza Unii Europejskiej. Bez narzędzi pozwalających na szybkie blokowanie strumieni na poziomie operatorów internetowych (ISP), kary pozostaną skuteczne głównie wobec amatorów nadających z polskich mieszkań, podczas gdy zawodowi patotwórcy po prostu zmienią kraj rezydencji.
Rykoszet w kanały commentary i dziennikarzy
Zapis o karaniu za „rozpowszechnianie” rodzi również ryzyko prawne dla twórców demaskujących patologie. Kanały publicystyczne, dziennikarze śledczy oraz autorzy formatów commentary, którzy analizują patotreści i cytują fragmenty nagrań w celach edukacyjnych lub ostrzegawczych, mogą stać się celem zawiadomień.
Ocena, czy dany materiał ma „znikomą szkodliwość społeczną”, czy jest formą popularyzacji przemocy, została pozostawiona uznaniowości prokuratorów, co przy braku precyzyjnych wyłączeń dla działalności prasowej może prowadzić do cenzury prewencyjnej.
Recenzja książki „Homo Digitalis – lajkuję, więc jestem” Wojtka Kardysia
Jeśli artykuł Więzienie za patostreamy. Nowe przepisy wchodzą w życie, ale sieć uciekła do przodu nie wygląda prawidłowo w Twoim czytniku RSS, to zobacz go na iMagazine.

1 godzina temu









English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·