Wierzenia i historia na "trójstyku"

1 godzina temu
Marcin Petruk: Pisarstwem zajmujesz się zawodowo od 2011 r. i od tamtej pory stale rozwijasz swój warsztat twórczy. Jak wyglądały Twoje początki "życia autorki"?Patrycja Pelica: adekwatnie to "pociąg do pisania" zaczął się u mnie na poważniej jeszcze na studiach, kiedy to ciekawiły mnie tematy związane z tradycjami i historią. Pisałam opowiadania i reportaże, a z czasem przyszła pora na większe teksty, czy już powieści, i kręci to się to w moim życiu do tej pory.MP: Zanim przejdziemy do książki, na którą pracujesz obecnie, to porozmawiajmy jeszcze o ostatniej dotychczasowej Twojej powieści, czyli "Spalonej za czary. Historii Triny Papisten". W tej powieści poruszasz wątki historyczne, ale również czerpiesz z wierzeń słowiańskich i demonologii, które także są bliskie Twemu sercu?PP: Zgadza się. Historia opowiedziana w tej książce opiera się na kronikach pruskich sprzed 300 lat i adekwatnie odtwarza je szczegółowo od samego początku. Zaczyna się od pierwszych oskarżeń na Katarzynę Zimmermann, czyli tytułową Trinę Papisten, zielarkę ze Słupska, później fabuła będzie lawinowo przez proces, aresztowanie i egzekucję, więc adekwatnie fikcji jest tutaj bardzo mało. Każde opisane przeze mnie wydarzenie i nazwisko opiera się na źródłach historycznych. Ta książka jest dla mnie ważna także z tego względu, iż pokazuje losy kobiet w tamtych czasach, kiedy odbywała się procesy na osobach podejrzewanych o czary. Nie były to stereotypowo kojarzone Baby-Jagi, latające na miotłach, gotujące w kotłach, mające koty, czy zbierające zioła o północy. Tak naprawdę, żeby mieć kłopoty z rzekome "bratanie się" z magią, wystarczyło tylko komuś podpaść. Najmłodsza oskarżona kobieta na Pomorzu miała naście lat, spodobała się jednemu z żołnierzy, ale nie chciała odwzajemnić jego uczuć i to było pretekstem do procesu. Najstarsza spalona na stosie miała z kolei 80 lat, oskarżona o sianie zarazy, a ta wcale nie ustała po jej śmierci. Często też procesy o czasy służyły ściganiu osób, które były w jakiś sposób niewygodne, a moja bohaterka była taką "persona non grata" dla miejscowego aptekarze. Pomagała ludziom za darmo, a jej mąż był rzeźnikiem, więc nie zależało jej na pieniądzach, tylko na dzieleniu się swoją wiedzą i umiejętnościami. Tym samym podpadła aptekarzowi, który wytoczył przeciwko niej naprawdę przedziwne argumenty, ale tutaj postawię kropkę, żeby zachęcić do sięgnięcia po książkę.MP: Czy podczas zbierania materiałów do tej książki znalazłaś przesąd lub rytuał, który w jakiś sposób szczególnie zapadł Ci w pamięć albo zszokował?PP: Na pewno jest to wątek wszystkich tzw. diabelskich znamion, czyli fakt posiadania pieprzyków czy innych nietypowych rzeczy na skórze, które w dzisiejszym czasie są czymś normalnym lub się je po prostu usuwa. Wtedy ludzie przychodzili z tym na świat i o ile wyszło to na światło dzienne, to wystarczyło, żeby zostać oskarżonym chociażby o posiadanie chowańca, czyli diablika, który dokonał ugryzienia albo może zostać wezwany do pomocy.MP: W książce, która niedługo trafi do księgarni - przechodząc już do Twojej obecnej pracy twórczej - przez cały czas czerpiesz z mitologii słowiańskiej, ale akcje przenosisz już do naszego regionu, a dokładnie do Włodawy i okolic. Co to będzie za opowieść?PP: Będzie to historia, której akcja toczy się w przedwojennej Włodawie, kiedy to miasto było wielokulturowe pod kątem narodowości, wyznań i wierzeń. Książka będzie mi bardzo bliska, ponieważ pisząc ją nawiązywał do czasów, które są moimi ulubionym w dziejach Polski, czyli m.in. do wojny bolszewickiej czy działalności Józefa Piłsudskiego. Ale jednocześnie wplatam w to wierzenia ludowe, które sama znam z dzieciństwa, ponieważ opowiadała mi o nich babcia lub osoby, które już nie żyją, ale wychowały się w latach, kiedy były ciągle przekazywane. Szukałam miejsca, gdzie to wszystko połączyć i spożytkować, a jak mawiał Cyprian Kamil Norwid trzeba "odpowiednie dać rzeczy słowo". Tak więc moje nowa powieść skupia to w sobie.MP: Czy w kolejnych książkach planujesz dalej inspirować się miejscami, które są Ci znane, zarówno z teraźniejszości, jak i przeszłości?PP: Tak, bo Lubelszczyzna inspirowała mnie od zawsze, pisałam m.in. o osobach z naszego województwa związanych z Solidarnością czy o spacerach po Świdniku. Pracując nad powieścią, która niedługo się ukaże, odkryłam, iż przeszłość naszego regionu to tak naprawdę "studnia bez dnia", o ile chodzi o tematy. Prawdę mówiąc, myślę już o kontynuacji tej historii, nawiązując chociażby do demonów wodnych, topielców, strzyg czy obrzędów związanych ze żniwami i dożynkami. Pomysłów mam bardzo dużo, ale nie chciałabym od razu wydawać książki wielkości Biblii, tylko wszystko dawkować stopniowo (uśmiech).MP: Skoro jesteśmy przy inspiracjach, to co jeszcze wpływa na to jak i o czym piszesz?PP: Od zawsze ciekawił mnie realizm magiczny, wśród moich ulubionych powieści jest m.in. "Sto lat samotności" Gabriela Garcii Márqueza czy "Dom duchów" Isabel Allende. Bardzo lubię również czytać reportaże, ostatnio zaciekawiła mnie "Miedzianka. Historia znikania" Filipa Springera, która opowiada o miejscowości na Śląsku, gdzie w związku z pracami górniczymi wszystko zaczęło zapadać się pod ziemię, a jednocześnie świetnie obrazuje jak tamta część Polski funkcjonowała w czasach przedwojennych. Oprócz literatury, inną moją wielką inspiracją jest muzyka słowiańska, festiwale podczas której jest grana i szeroko pojęta twórczość ludowa. W książce, która trafi niebawem do księgarni silnie zarysowany jest wątek Nocy Kupały i związanych z nią przesądów, ale nie brak też nawiązania chociażby do odbywającego się we Włodawie Festiwalu Trzech Kultur, skupionego na wielokulturowości nadbużańskiego przedwojennego miasteczka.
Idź do oryginalnego materiału