Czasami człowiek patrzy na efekt wykonanych prac i naprawdę nie wie, co powiedzieć. Tak właśnie jest w przypadku ulicy Wolności. Miało być lepiej. Wyszło… sami zobaczcie.
To jest tak tragiczne, iż aż śmieszne. Bareja prawdopodobnie miałby problem, żeby coś takiego wymyślić.
Mówimy o krótkim, spokojnym odcinku drogi, który na czas prowadzenia prac został zamknięty dla ruchu. Nie trzeba było kombinować z przejeżdżającymi samochodami, robić wszystkiego etapami pomiędzy kolejnymi pojazdami czy pracować pod presją ruchu. Warunki do wykonania prac były naprawdę dobre.
A jednak patrząc na efekt, trudno uwierzyć, iż ktoś uznał: „tak, jest dobrze”. Nie jest. Nie zamierzam choćby próbować tego tłumaczyć ani szukać okoliczności łagodzących. Droga ma być wykonana zgodnie ze sztuką, równo i porządnie. Mieszkańców naprawdę nie interesuje, kto zawinił, na jakim etapie popełniono błąd i dlaczego wykonawca zrobił to właśnie w taki sposób.
Liczy się efekt.
A tego efektu zaakceptować nie można.
Żeby więc nie było żadnych wątpliwości: wykonawca będzie musiał zdjąć nawierzchnię i położyć jeszcze raz. Tym razem tak, jak należy. Miasto nie zapłaci za źle wykonaną pracę tylko dlatego, iż asfalt już leży.
Jeżeli wykonawca nie będzie w stanie doprowadzić drogi do adekwatnego stanu, trzeba będzie szukać innego rozwiązania. Odbiór prac nie jest formalnością i nie polega na podpisaniu papierka. Właśnie po to istnieje nadzór, żeby takie sytuacje wychwytywać.
Jutro odbędzie się spotkanie z wykonawcą. I jestem bardzo ciekawy, jakie usłyszymy wyjaśnienie. Bo na razie patrzę na ulicę Wolności i zastanawiam się przede wszystkim nad jednym: jak można było tak schrzanić stosunkowo prostą robotę?
Zdjęcia zostawiam Wam do oceny.
Ja swojego zdania nie będę ukrywał. Tak wykonanej drogi po prostu nie można odebrać.

4 tygodni temu













English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·