To się w głowie nie mieści!

4 tygodni temu

Czasami człowiek patrzy na efekt wykonanych prac i naprawdę nie wie, co powiedzieć. Tak właśnie jest w przypadku ulicy Wolności. Miało być lepiej. Wyszło… sami zobaczcie.

To jest tak tragiczne, iż aż śmieszne. Bareja prawdopodobnie miałby problem, żeby coś takiego wymyślić.

Mówimy o krótkim, spokojnym odcinku drogi, który na czas prowadzenia prac został zamknięty dla ruchu. Nie trzeba było kombinować z przejeżdżającymi samochodami, robić wszystkiego etapami pomiędzy kolejnymi pojazdami czy pracować pod presją ruchu. Warunki do wykonania prac były naprawdę dobre.

A jednak patrząc na efekt, trudno uwierzyć, iż ktoś uznał: „tak, jest dobrze”. Nie jest. Nie zamierzam choćby próbować tego tłumaczyć ani szukać okoliczności łagodzących. Droga ma być wykonana zgodnie ze sztuką, równo i porządnie. Mieszkańców naprawdę nie interesuje, kto zawinił, na jakim etapie popełniono błąd i dlaczego wykonawca zrobił to właśnie w taki sposób.

Liczy się efekt.

A tego efektu zaakceptować nie można.

Żeby więc nie było żadnych wątpliwości: wykonawca będzie musiał zdjąć nawierzchnię i położyć jeszcze raz. Tym razem tak, jak należy. Miasto nie zapłaci za źle wykonaną pracę tylko dlatego, iż asfalt już leży.

Jeżeli wykonawca nie będzie w stanie doprowadzić drogi do adekwatnego stanu, trzeba będzie szukać innego rozwiązania. Odbiór prac nie jest formalnością i nie polega na podpisaniu papierka. Właśnie po to istnieje nadzór, żeby takie sytuacje wychwytywać.

Jutro odbędzie się spotkanie z wykonawcą. I jestem bardzo ciekawy, jakie usłyszymy wyjaśnienie. Bo na razie patrzę na ulicę Wolności i zastanawiam się przede wszystkim nad jednym: jak można było tak schrzanić stosunkowo prostą robotę?

Zdjęcia zostawiam Wam do oceny.

Ja swojego zdania nie będę ukrywał. Tak wykonanej drogi po prostu nie można odebrać.

Idź do oryginalnego materiału