Tajemnicze zabójstwo Magdy z Kraśnika. Tej zbrodni nigdy nie wyjaśniono

2 godzin temu

Mieszkanie było splądrowane, kurki kuchenki gazowej odkręcone, a w kilku miejscach podłożono ogień. Sprawa mimo śledztwa, podejrzeń i powrotu do akt po latach, nie zakończyła się prawomocnym skazaniem sprawcy.

Dziecko zostało w domu

Magda mieszkała w Kraśniku z matką Henryką i starszą siostrą Agnieszką, miała 11. Była dzieckiem chorowitym, ale spokojnym i dobrze uczącym się. Matka wspominała, iż córka urodziła się jako wcześniak, chorowała na astmę i marzyła o tym, by zostać lekarką.

Dzień przed tragedią Magda zachorowała. 18 lutego rano nie poszła więc do szkoły. Starsza siostra wyszła na lekcje, matka poszła do pracy. Dziewczynka została sama w mieszkaniu.

Według relacji rodziny Magda nie otwierała drzwi obcym osobom. Ten szczegół od początku miał znaczenie dla śledztwa, bo nie stwierdzono, by sprawca dostał się do mieszkania przez okno, balkon albo po wyważeniu drzwi. Wszystko wskazywało na to, iż dziewczynka mogła sama wpuścić osobę, którą znała, lub której się nie bała.

Około południa sąsiedzi zauważyli dym. Z mieszkania rodziny Florków czuć było również gaz. Drzwi nie były zamknięte na zamek. Po wejściu do środka świadkowie zobaczyli otwarty piekarnik i odkręcone kurki kuchenki gazowej.

Ogień podłożono w pokoju. Podpalony był fotel, płomienie pojawiły się też w szafie. Nie wyglądało to na zwykły wypadek domowy. Już pierwsze ustalenia wskazywały, iż ktoś po zdarzeniu próbował zatrzeć ślady albo upozorować inną przyczynę tragedii.

Ciało Magdy znajdowało się w dużym pokoju. Dziewczynka była przykryta. Wezwano pomoc, ale na ratunek było za późno.


Uderzenia i uduszenie

Biegli ustalili, iż dziewczynkę uderzono trzy razy w głowę. Obrażenia były na tyle poważne, iż mogła stracić przytomność. Następnie została uduszona. W części relacji opisywano to jako gwałtowne działanie na drogi oddechowe.

Badania nie potwierdziły gwałtu. Po śmierci dziecka mieszkanie zostało splądrowane. Zginęły pieniądze, biżuteria i ubrania. W źródłach pojawiały się różne kwoty skradzionych pieniędzy - 5 tys. zł albo 13 tys. zł. Matka Magdy mówiła również o dwóch złotych pierścionkach, skórzanym płaszczu, czapce córki i sukience, której dziewczynka nie zdążyła założyć.

Dla śledczych ważne było to, iż sprawca wiedział, gdzie szukać. Po mieszkaniu poruszał się tak, jakby nie działał przypadkowo. Zabezpieczono odciski palców, ale nie doprowadziły one do osoby, którą udałoby się skazać.

Jednym z podejrzewanych był Krzysztof R. W reportażu "Interwencji" podano, iż mężczyznę zatrzymano w pobliskim lesie, kiedy molestował dziewięcioletnią dziewczynkę. Mógł znać rodzinę Magdy, ponieważ wcześniej pracował w tej samej firmie, co jej matka.

Początkowo miał przyznać się do zabójstwa, później wycofał swoje słowa. Twierdził, iż przyznanie zostało wymuszone. Siostra Magdy po latach mówiła, iż podczas wizji lokalnej miał nie wiedzieć, gdzie mieszkała rodzina Florków. Brak dowodów bezpośrednich sprawił, iż nie został skazany za śmierć Magdy.

Kilka dni po zabójstwie podejrzenia padły także na 17-letnią kuzynkę dziewczynki, Elżbietę D. Jeden ze świadków miał widzieć ją na bazarze, gdy próbowała sprzedać skórzany płaszcz podobny do tego, który zginął z mieszkania. Przy dziewczynie znaleziono również znaczną sumę pieniędzy.

Elżbieta D. zaprzeczała udziałowi w zbrodni. Zabezpieczony w mieszkaniu odcisk palca nie należał do niej. Ten wątek również nie doprowadził do przedstawienia skutecznych zarzutów.

Prokuratura wskazywała później, iż bez dowodów bezpośrednich lub poszlak układających się w logiczną całość nie można było oskarżyć konkretnej osoby.

Po zabójstwie matka dziewczynki otrzymała anonim. Według relacji Henryki Florek na kartce znajdowała się informacja, iż autor zabił jej dziecko, nie był przesłuchiwany i iż teraz kolej na nią.

Nie ustalono publicznie, czy list rzeczywiście napisała osoba związana ze sprawą. Dla rodziny był jednak kolejnym dramatycznym elementem historii, która już wcześniej nie dawała odpowiedzi na najważniejsze pytania.

Postępowanie było kilka razy umarzane z powodu niewykrycia sprawców. Po odwołaniach matki podejmowano je ponownie. Według materiałów prasowych ostatnie umorzenie zapadło w 1990 roku.


Do sprawy wróciło Archiwum X

Po latach akta trafiły do policyjnego Archiwum X w Lublinie. Śledczy ponownie analizowali zabezpieczone materiały i wracali do dawnych ustaleń.

W 2015 roku media informowały, iż do przedawnienia sprawy pozostawało około 15 miesięcy. Prokuratura wskazywała wtedy, iż bez nowych dowodów nie da się podjąć skutecznych działań procesowych.

Portret psychologiczny mógł wskazywać na udział dwóch osób - kobiety i mężczyzny. Jedna z analizowanych wersji zakładała, iż sprawcy weszli do mieszkania z zamiarem kradzieży, a Magda zginęła, bo mogła ich rozpoznać. Nikogo jednak nie oskarżono o zabójstwo dziewczynki.

Po latach pozostały akta, relacje rodziny i pytanie, kto wszedł tamtego dnia do mieszkania rodziny Florków.


Źródła:

https://interwencja.polsatnews.pl/reportaz/2015-11-19/archiwum-x-15-miesiecy-na-zlapanie-zabojcy_1481002/

https://www.dziennikwschodni.pl/artykul/189598,morderca-11-letniej-magdy-od-28-lat-pozostaje-bezkarny-matka-blagam-pomozcie

https://www.se.pl/wiadomosci/polska/dorwijcie-morderce-mojej-coreczki-aa-EozT-VfV4-QMBa.html

https://krasnik24.pl/artykul/polsat-interwencja-15-miesiecy-na-zlapanie-mordercy-12-latki-z-krasnika-n1193608

https://www.zmorderstwem.pl/magda-florek-tragedia-w-mieszkaniu/

Idź do oryginalnego materiału