Są miasta, które rozpoznaje się po wieży ratuszowej. Inne po zamku, rynku albo moście. Kędzierzyn-Koźle od kilku lat ma jeszcze jeden znak rozpoznawczy – małe koziołki rozsiane po osiedlach. Dzieci szukają ich podczas spacerów, turyści robią sobie z nimi zdjęcia, mieszkańcy traktują je jak sympatycznych sąsiadów. Aż przyszedł ktoś z siekierą.
Brzmi absurdalnie, ale właśnie tak wyglądała ta historia.
Według ustaleń policji 44-letni mieszkaniec powiatu nocami jeździł po mieście rowerem. W plecaku zamiast aparatu fotograficznego czy mapy miał siekierę. Kolejno odwiedzał miejskie figurki i odcinał ich wykonane z brązu elementy. Na jego trasie znalazły się Koziołek Drwal, Harcerz, Ratownik i Siatkarz. Później zakopywał zdobycz na swojej posesji, licząc, iż nikt nie połączy go z tymi zniszczeniami. Plan był prosty – sprzedać brąz w skupie metali i zarobić kilka złotych.
Na szczęście nie docenił policjantów z Kędzierzyna-Koźla. Analiza monitoringu, przesłuchania świadków i połączenie kilku pozornie niezwiązanych spraw doprowadziły śledczych do podejrzanego. Funkcjonariusze odnaleźli także zakopane fragmenty rzeźb. Mężczyzna usłyszał zarzut uszkodzenia mienia, a prokurator objął go dozorem policyjnym. Za taki czyn grozi do pięciu lat więzienia.
Ta historia jest jednak ciekawsza niż policyjny komunikat. Bo warto przypomnieć, czym adekwatnie są koziołki.
Nie pojawiły się w mieście przypadkiem. Ich pomysł wyrósł z herbu Koźla, którego od wieków symbolem jest właśnie kozioł. Pierwsze figurki stanęły na odnowionym kozielskim rynku jesienią 2019 roku, a ich autorem jest kędzierzyńsko-kozielski rzeźbiarz Michał Misiaszek. Z czasem powstał cały „Szlak Koziołków”. Każda figurka dostała własny charakter i zawód związany z historią miejsca, w którym stanęła – jest Drwal w Kłodnicy, Kowal na Kuźniczce, Siatkarz przypominający o sportowych sukcesach miasta, Harcerz, Marynarz, Kolejarz, Powstaniec czy Stoczniowiec. To nie są ozdoby ustawione według katalogu. To małe lekcje lokalnej historii ukryte w brązie.
I właśnie dlatego szkoda jest większa niż wartość kilku kilogramów metalu.
Można oczywiście policzyć cenę brązu w skupie. Tylko iż w ten sposób należałoby wyceniać także pomnik Powstańca Warszawskiego, dzwon Zygmunta albo rzeźbę na rynku. Metal ma swoją cenę. Symbol ma wartość zupełnie inną.
Najbardziej uderza przy tym kontrast. Miasto od kilku lat konsekwentnie buduje swój własny, rozpoznawalny szlak. Ostatnio wszystkie koziołki wyposażono choćby w kody QR, dzięki którym można poznać historie związane z poszczególnymi postaciami i miejscami. Samorząd inwestuje w lokalną tożsamość, a ktoś postanawia potraktować ją jak surowiec wtórny.
Dobrze, iż tym razem ta historia kończy się inaczej niż mogła. Brązowe elementy wrócą na swoje miejsce. Koziołki prawdopodobnie znów będą uśmiechały się do przechodniów.
Pozostaje tylko pytanie, którego nie rozstrzygnie żaden sąd: jak bardzo trzeba zgubić sens rzeczy, żeby w miejskiej rzeźbie zobaczyć nie symbol miasta, ale kilka kilogramów metalu? To już nie jest problem kodeksu karnego. To problem wyobraźni.

Fot. Opolska Policja











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·