Anna W. to była dyrektorka Biura Prezesa Rady Ministrów za czasów Mateusza Morawieckiego. Prokuratura chce dowieść, iż za łapówki od Pawła Szopy, twórcy marki "Red is Bad" urzędniczka miała wpływać na postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego dotyczącego dostaw agregatów prądotwórczych dla RARS.
Najpierw była asystentką Morawieckiego, potem dyrektorką biur ministra rozwoju i finansów. Było to oczywiście w czasie, gdy Morawiecki był jeszcze wicepremierem.
"Wyglądało to tak, iż był do niej telefon na WhatsAppie, iż potrzebuje tyle i tyle, ja to wpłacałem i przekazywałem pieniądze. Za każdym razem ona mówiła, podawała kwotę, ja wypłacałem pieniądze z banku i później przekazywałem jej mężowi. Tych wypłat było 4-5, łącznie to było chyba 3 mln 600 tys. Pieniądze odbierał jej mąż Marek, którego znałem wcześniej. Pieniądze przekazywałem mu zawsze na mojej działce w Nowym Prażmowie" – tak według Republiki zeznawał Paweł Szopa.
"Po tym, jak wypłaciłem ostatnią kwotę, czyli łącznie 3,5 mln, ja zapytałem, co z kwotą, czyli 1,5 mln. Ona powiedziała, iż to, co dotąd zostało wpłacone, jest już wystarczające. Zresztą było już po wyborach. Po przegranej przez PiS wyborach nie było już rozmowy o przekazaniu żadnych pieniędzy. Anna nie mówiła, na co konkretnie poszły wypłacone środki, cały czas mówiła ogólnie o kampanii" – miał mówić biznesmen.
Wcześniej to medium podawało, iż Paweł Szopa od razu po jego ekstradycji z Dominikany do Polski poszedł na współpracę z prokuraturą. Już w listopadzie miał zeznawać, iż Paweł K. z RARS w imieniu prezesa Michała Kuczmierowskiego złożył mu propozycję, by od każdego zamówienia odkładał grosz "prowizji". Łącznie zebrało się tego ok. 3 mln zł.
Anna W. ma zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjęcia korzyści majątkowej. W mediach zaczęły się ostatnio pojawiać informacje, iż uniemożliwia się jej widzenia z dzieckiem w spektrum autyzmu. Okazało się jednak, iż Anna W. o takie widzenia nie występowała, chciała spotkać się z synem w domu, nie w areszcie. Według nieoficjalnych doniesień chłopiec bardzo źle znosił rozłąkę z mamą, jej nieobecność wpłynęła na zatrzymanie terapii.
"W momencie zastosowania tego środka [aresztu], zdaniem sądu i prokuratora, nie zachodziły przesłanki odstąpienia od tymczasowego aresztowania określone w art. 259 k.p.k., tj. okoliczności sprawy nie wskazywały, aby pozbawienie wolności pociągnęło za sobą wyjątkowo ciężkie skutki dla podejrzanej lub jej najbliższej rodziny" – informuje prok. Przemysław Nowak, Rzecznik Prasowy Prokuratury Krajowej.
Decyzja o areszcie została utrzymana przez Sąd Okręgowy w Katowicach, który w postanowieniu z dnia 4 marca 2025 roku nie uwzględnił zażalenia obrońcy i utrzymał izolacyjny środek zapobiegawczy. Sąd uznał, iż mimo podnoszonej przez obrońcę sytuacji zdrowotnej małoletniego syna Anny W., nie ujawniły się przeszkody do stosowania tymczasowego aresztowania.
"Opiekę nad dzieckiem sprawował mąż podejrzanej, Marek W., który również jest podejrzanym w tym samym postępowaniu" – przypomina prokurator Nowak.
Dodaje, iż 12 marca 2025 roku sąd powołał biegłego z zakresu psychologii dziecięcej i neurologopedii dziecięcej w celu oceny, czy opieka sprawowana wyłącznie przez jednego z rodziców w znaczący sposób wpływa na stan zdrowia małoletniego.
"W dniu 2 kwietnia 2025 roku uzyskano opinię, z której wynika, iż istnieje możliwość, iż opieka sprawowana nad dzieckiem przez tylko jednego rodzica uniemożliwi małoletniemu prawidłową egzystencję lub pogłębi jego chorobę" – czytamy w oświadczeniu prokuratury.
W tej sytuacji prokurator uchylił wobec Anny W. środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Zastosował wobec podejrzanej środki zapobiegawcze o charakterze wolnościowym w postaci poręczenia majątkowego w wysokości 400 tysięcy złotych, dozoru Policji połączonego z zakazem kontaktu z uczestnikami postępowania oraz zakazu opuszczania kraju.