– Ten dzień będzie jednym z najszczęśliwszym w moim życiu, jestem najszczęśliwszą matką, która spotka się dzisiaj z synem. To najważniejsza rzecz i to na to czekałam – powiedziała na antenie Republiki Anna W.
Anna W. zabrała głos po wyjściu z aresztu. Opisała, jak była traktowana
Urzędniczka dodała, iż przez dwa miesiące czekała na spotkanie ze swoim synem. – Nie traciłam nadziei choćby na sekundę, będąc tam zamknięta. Myślałam o moim chorym dziecku i wierzyłam, iż ten moment nadejdzie – stwierdziła.
Kobieta potwierdziła, iż na przesłuchanie została doprowadzona w kajdankach zespolonych. Przyznała również, iż nie spodziewała się takiego traktowania.
– Z jednej strony była duża empatia, a z drugiej – moje ręce i nogi były skute. Byłam przewożona w policyjnymi samochodzie, w małym pomieszczeniu, jak zbir, jak terrorysta. Tak zostałam doprowadzona do prokuratury. Byłam zakuta za ręce i za nogi. I tak prowadzono mnie przez korytarze prokuratury. Nie jak matkę. Jak terrorystę, którego można porównać do najgorszego zbrodniarza na świecie – opisała, co cytuje portal niezależna.pl.
Jak informowaliśmy, Anna W. to była dyrektorka Biura Prezesa Rady Ministrów za czasów Mateusza Morawieckiego. Prokuratura chce dowieść, iż za łapówki od Pawła Szopy, twórcy marki "Red is Bad", urzędniczka miała wpływać na postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego dotyczącego dostaw agregatów prądotwórczych dla RARS.
Dlaczego Anna W. wyszła z aresztu?
Anna W. ma zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i przyjęcia korzyści majątkowej. W mediach zaczęły się ostatnio pojawiać informacje, iż uniemożliwia się jej widzenia z dzieckiem w spektrum autyzmu. Okazało się jednak, iż Anna W. o takie widzenia nie występowała, chciała spotkać się z synem w domu, nie w areszcie. Według nieoficjalnych doniesień chłopiec bardzo źle znosił rozłąkę z mamą, jej nieobecność wpłynęła na zatrzymanie terapii.
"W momencie zastosowania tego środka (aresztu), zdaniem sądu i prokuratora, nie zachodziły przesłanki odstąpienia od tymczasowego aresztowania określone w art. 259 k.p.k., tj. okoliczności sprawy nie wskazywały, aby pozbawienie wolności pociągnęło za sobą wyjątkowo ciężkie skutki dla podejrzanej lub jej najbliższej rodziny" – informował w czwartek prok. Przemysław Nowak, Rzecznik Prasowy Prokuratury Krajowej.
Decyzja o areszcie została utrzymana przez Sąd Okręgowy w Katowicach, który w postanowieniu z dnia 4 marca 2025 roku nie uwzględnił zażalenia obrońcy i utrzymał izolacyjny środek zapobiegawczy. Sąd uznał, iż mimo podnoszonej przez obrońcę sytuacji zdrowotnej małoletniego syna Anny W., nie ujawniły się przeszkody do stosowania tymczasowego aresztowania.
"Opiekę nad dzieckiem sprawował mąż podejrzanej, Marek W., który również jest podejrzanym w tym samym postępowaniu" – przypomina prokurator Nowak.