„Któregoś dnia okaże się, iż wszyscy od zawsze byli przeciwko” – ironicznie przestrzega Omar El Akkad czyniąc zarazem z tej esencjonalnej krytyki tytuł swojej niezwykle ważnej książki. Czy, podobnie do mnie, macie poczucie, iż wyjął nam to z ust?
Sam mając egipskie korzenie, El Akkad prowadzi coś w rodzaju autoetnografii, bada na sobie rasizm, uprzedzenia i cały pakiet profilujących lub wykluczających, czasem okrutnych praktyk, które stoją w oczywistej sprzeczności z deklarowanymi tak chętnie wartościami. Różnorodność, włączanie, prawa człowieka, równość w dostępie do przeróżnych dóbr – jak pięknie to brzmi. Szkoda, iż to tylko iluzja.
El Akkad opowiada o swoim procesie odczarowania Zachodu. Ale to chyba za delikatne określenie. Odsłania miękką kołderkę autokreacji, tak, tę, pod którą wszyscy śpimy, i ukazuje nam nagą, zawstydzającą prawdę – tu nie ma śladu po deklarowanych wartościach. Punktem zapalnym, momentem, w którym nie da się już o tym milczeć, jest ludobójstwo w Gazie, które nie tyle tworzy nową jakość i stanowi unikatowe zjawisko, ale raczej obnaża najdobitniej prawdę o prawdziwym obliczu Zachodu.
Czytając, myślałam o własnym procesie odczarowania. Bo przecież my tu, biali i uprzywilejowani, czasem także stajemy z otwartymi ze zdziwienia oczami, zawstydzeni i bezradni wobec zaniechania podjęcia natychmiastowych działań przeciwko aktom przemocy i odmowy podstawowych praw pewnym grupom ludzi, ale ukoronowaniem tego, w pewnym sensie, kulturowego szoku, jest brak reakcji na ludobójstwo. Wiele sytuacji wcześniej dawało nam już frustrujące poczucie bezradności: brak działań proklimatycznych w obliczu widocznych już niebezpiecznych zmian, przemoc na granicach. To tylko przykłady, a wędrując w poprzek czasu, trzeba by sięgnąć do kolonialnej przeszłości, a zatem także do źródeł naszego dobrobytu w zbrodniach, przemocy i odmawianiu praw innym ludziom i poczuć, iż spaliśmy w cieple dobrobytu i bezpieczeństwa, w błogiej nieświadomości tych, którzy mają poczucie, iż im się należy. Czas się obudzić.
Droga, która się nie kończy
Autoetnograficzny esej El Akkada pozwala nam poznać wcześniejsze przekonania autora o świecie Zachodu i przybliża wyobrażenia, które prawdopodobnie są silnikiem decyzji o migracji wielu mieszkańców globalnego Południa. To codzienne doświadczenie represji, ograniczeń życia w reżimach, pod nieustanną kontrolą. Oto płyta Nirwany, na której nie ma wszystkich utworów, albo film, zdecydowanie krótszy od tego, który mogą obejrzeć równolatkowie w Europie czy USA. Cenzura, świat okrojony przez system, to jedno z tych doświadczeń, które przypominają boleśnie o potrzebie wolności i budzą tęsknotę za tą wyciętą, niedostępną częścią. I od tej potrzeby zwykle zaczyna się podróż. Tak było w Polsce w czasach komunizmu, tak jest i dziś w wielu krajach, skąd ludzie wyruszają po wolność i bezpieczeństwo.
W przypadku autora, podobnie jak w wielu innych migracyjnych historiach, podróż to nie prosta zmiana miejsca z A na B, ale trudności, wyzwania i kolejne przystanki. Tym różni się uchodźstwo od turystycznej eskapady – to nie ty rządzisz drogą, wybierasz i decydujesz, ale droga, z całym jej kontekstem, bierze twoje życie we władanie i nie pozostawia ci wyboru. Zdanie El Akkada „Wyjechaliśmy więc i od tamtej pory mieliśmy wiecznie wyjeżdżać” to syntetyczne ujęcie doświadczenia przymusowej migracji, w której dom jest zawsze przed nami, nieuchwytny, jeszcze nie tu. Rozpakowujemy walizki, ale często okazuje się, iż nie na długo, iż tu także nie ma dla nas miejsca.
Z USA, kraju, gdzie Omar El Akkad aktualnie mieszka, konstatuje: „Mieszkam tutaj, bo zawsze bezpieczniej jest znajdować się tam, skąd rakiety są odpalane. Mieszkam tu, bo się boję”.
Karnawał zbrodni
Gaza, „karnawał najstraszniejszych zbrodni, jakie kiedykolwiek streamowano na żywo”, to przekroczenie wszelkich skal. A tymczasem Radosław Sikorski nie jest taki wcale pewien, czy to faktycznie ludobójstwo. Polski trotyl frunie do USA, żeby następnie, w pociskach, mordować dzieci i kobiety. Na targach w Kielcach minister obrony nie ma wstydu, zapraszając ludobójców do prezentacji superbroni wypróbowanej na cywilach w Gazie. To się wydaje wręcz niemożliwe w kraju, w którym tak wiele mówiono o odpowiedzialności, dziwiąc się, jak możliwa była obojętność wobec Zagłady, w kraju, który ma za sobą doświadczenia krwawej i niszczycielskiej wojny, w kraju z doświadczeniem rozbiorów, okupacji, powstań (intifad – powiedzmy, żeby zbliżyć do siebie nasze doświadczenia) oraz walki o niepodległość. Kraju, który teraz milczy.
Gaza rzuca jasne odsłaniające prawdę światło na wiele spraw. W tym na to, jak Zachód odnosi się do przybywających ludzi. I tu Akkad bada tę sprawę na sobie, mówi o wymogu nieustannej wdzięczności, bo Zachód przyjął, a nie musiał.
O masakrze Gazy, jak się okazuje, w krainach „wyższej cywilizacji” i praw człowieka można opowiadać językiem strategii: „Czy masowa zagłada dziesiątek tysięcy dzieci okaże się błędem taktycznym? Albo nawiązać do największej propagandowej akcji, jaką zna świat – tzw. wojny z terroryzmem – i zapytywać: „Czy dziecko, które pochowało wszystkich swoich członków rodziny, będzie w przyszłości stanowiło zagrożenie?” Tak, można tak o tym mówić, bo Zachód widzi w mordowanych co najwyżej insekty, inne niż my rodzaje istnień, a na pewno nie ludzi.
Jako dziennikarz, autor służbowo odwiedzał Guantanamo – to kolejny symbol naszej zepsutej Zachodniej rzeczywistości i tej wyrosłej na konsumpcji uroczej społecznej nieświadomości. Czy wiesz, bowiem, czytelniku, iż torturowani i przetrzymywani tam latami ludzie zwykle nigdy nie doczekali się sprawy sądowej i wyroku? Wyobraź sobie, iż to ty, złapany na ulicy, odsiadujesz wyrok za nic i jest to już 20., 30. rok odsiadki? Ty – Józef K? Ale tu już dzisiejsza wyobraźnia mieszkańców Zachodu nie sięga, bo żyjemy w kolonialnej iluzji, iż jesteśmy z innej gliny, nam się wszystko należy, a reszta – no cóż, to konieczne koszty. „Demokracja po Guantanamo – mówi o tym zjawisku inny pisarz – Enzo Traverso w książce „Gaza. W obliczu historii” i ma rację. To jeden z milowych kroków w bagno, w którym tkwimy po uszy.
Bohater Gwiezdnych Wojen wymięka
Centralne miejsce w książce zajmuje gorzka refleksja nad obojętnością, nad jej odmianami od niewidzenia, do pozornego, wygodnego centryzmu, z tym jakże częstym: „to skomplikowane”. Co się takiego dzieje, iż można nie widzieć czyjegoś istnienia, cierpienia, głodu, iż można mordować bez skrupułów, albo nie widzieć mordu? Dehumanizacja, a choćby więcej, pewne społeczne unicestwienie całych grup ludzi – na to właśnie patrzymy i tego właśnie procesu stajemy się uczestnikami? Choć straszy się nas falami migrantów – ci ludzie nie istnieją, mogą ginąć na granicach, tonąć w morzu – ich nie ma. Nie istnieją też w społecznej świadomości Palestyńczycy, można zabierać ich mienie, grabić ziemię, głodzić i testować na nich nowe rodzaje broni. Ich nie ma. Autor co i raz konfrontuje nas z takimi problemami, z rzeczywistością brutalnie prostą, której jesteśmy częścią. „Odświeżające jest spotkanie z najpaskudniejszą, ale zarazem najuczciwszą twarzą apatii Zachodu, twarzą, która świetnie zdaje sobie sprawę ze skali i dotkliwości makabry, ale uważa ją za całkowicie usprawiedliwioną, absolutnie niezbędną. Pojawia się w talk-showach i w nagłówkach felietonów, gdzie głosi – eufemistycznie lub wprost – iż ten sam świat, w którym my możemy przez cały rok jeść awokado, mamy coraz bardziej zaawansowane iPhony i nie musimy żyć w strachu (…), to także świat, w którym nic nie znacząca grupa ludzi, nigdy przez nas nierozpoznanych, po prostu musi zginąć”.
Symbolem walki dobra ze złem, o której tyle jest w popularnej mitologii państw Zachodu, z USA na czele, staje się tu opowieść z Gwiezdnych Wojen. Niejeden, jak pisze autor, był przekonany, iż w sytuacji próby nie zawaha się stanąć po adekwatnej stronie, po stronie rebeliantów, buntowników wobec złego imperium. Dziś, w godzinie próby, powtarzamy tylko: to takie skomplikowane, albo jak jedna z katolickich redakcji, stwierdzamy: mimo wszystko musimy kibicować Izraelowi i USA.
„Żyję z opowiadania historii – pisze El Akkad – i dostrzegam wyraźny motyw przewodni w narracjach białych mieszkańców Zachodu(…) Taka narracja jest bardzo krzepiąca (…). Ale to fikcja i to najpodlejszego rodzaju: „fikcja wygodna moralnie” i niesie, jak pisze autor, „bezpieczeństwo od własnego sumienia”.
Czytając, miałam wrażenie, iż ta książka to krzyk rozpaczy i przerażenia. Jest niezwykle gęsta, skondensowana. Demaskuje kolejne obszary hipokryzji i pustki: świat mediów obojętny na największą w historii skalę mordów na dziennikarzach, tchórzliwie milczący świat kultury i sztuki, rynek wydawniczy dość zachowawczy, gdy Targi we Frankfurcie odwołują ceremonię przyznania nagrody palestyńskiej pisarce, Adanii Shibli, za jej książkę „Drobny szczegół”. Do tego dochodzi wszechobecna zależności od grantów, pieniędzy, które rządzą narracją, zarządzają odwagą, i tym, gdzie świat kieruje wzrok, albo gdzie nie patrzy. Ten krzyk i obnażenie powinny zmusić do natychmiastowej refleksji, wstydu, a za nim zmiany. Problem w tym, iż odważni w swoich wyobrażeniach bohaterowie Gwiezdnych Wojen faktycznie to tylko przebierańcy niezdolni do jakiegokolwiek ruchu, jak w Polsce obrońcy konstytucji, którym najwyraźniej sprały się koszulki, kiedy trzeba było zacząć bronić konstytucji w kwestii łamanego prawa do azylu. To jest dokładnie ta sama opowieść, ta sama zachodnia patologia.
Przeszkadzaj!
Większa część tej eseju El Akkada to mocne uderzenia wprost w świadomość, bolesna lektura, która zmusza do zajrzenia w głąb, tam, gdzie kryją się nasze Zachodnie grzechy, ten punkt, w którym działa w nas uwikłanie w zakłamany system. Ta książka to mocne oskarżenie. Ale jest tu też miejsce na nadzieję, dostrzeżenie, iż oto wyczerpuje się religia nieskończonego wzrostu i wiecznego dobrostanu, jednocześnie pojawia się ruch ku innemu porządkowi, ku wartościom, prawu, budzeniu się nowej społeczności, która – wobec represji – nie może wiele, ale zawsze może odmówić udziału i przez samo to wsadzić kij w szprychy machiny przemocy, śmierci i kłamstwa. A represji za stawanie po stronie rebeliantów – kontynuując użytą przez El Akkada metaforę – jakie dziś obserwujemy, ta część świata nie widziała naprawdę dawno. Brutalne interwencje policji w Berlinie, aresztowania staruszków i oskarżenie ich o terroryzm w Anglii – wszystko to tak nasilone zaczyna wyglądać wręcz karykaturalnie. Miejmy nadzieję, iż to desperacki ostatni taniec, spazm w obronie status quo, który, choć niezwykle opornie, jednak wydaje się kruszyć.
Nasza biała bezradność wciąż jeszcze daje się przekuć w energię choćby do krzyku, choćby i demonstracji, mamy w końcu jakieś prawa, znamy system. Kiedy jest się obywatelem, obywatelką tego świata, z korzeniami gdzie indziej, kiedy kolor skóry nie zgadza się z szablonem, do którego wszyscy jesteśmy teraz nieustannie przykładani, choćby krzyk może stać się przyczyną represji, deportacji albo przynajmniej bycia pod czujną obserwacją. I strach, nieustanny o swoje miejsce, bezpieczeństwo, jest w pełni zrozumiały i adekwatny. Pozostaje jednak odmowa. Odmowa uczestnictwa, odmowa przyjęcia gratyfikacji, nagrody, stypendium, sięgnięcia po jakkolwiek powiązany z ludobójcą grant. Słabość, brak, wycofanie, tak, autor ma odwagę mówić o swoich obawach, staje się jednak siłą. Jedyną siłą, jaką się wówczas dysponuje. Istotne by nie ustawać i „sypać piach w tryby ludobójstwa”.
„Przeszkadzaj, ile tylko możesz”, co innego pozostaje?
Książka Omara El Akkada to lektura obowiązkowa, rachunek sumienia i zarazem wyzwanie. Nie przegapmy okazji do takiej wiwisekcji.
Cytaty pochodzą z książki Omara El Akkada, „Któregoś dnia okaże się, iż wszyscy od zawsze byli przeciwko”, przełożyła Agata Ostrowska, wydawnictwo Obroty, Warszawa 2026.
Joanna Sarnecka – antropolożka kultury, badaczka, zaangażowana w pomoc humanitarną na granicy polsko-białoruskiej oraz w kwestie obrony praw człowieka w kontekście przymusowej migracji. Członkini kolektywu Queer without Borders. Jest także artystką, zajmuje się performancem i sztuką opowieści. W ramach założonej przez siebie grupy Opowieści z Walizki, od dwóch lat prezentuje spektakl narracyjny „Wędrówka Nabu”, na motywach bajki Jarosława Mikołajewskiego o sytuacji dzieci w drodze oraz prowadzi warsztaty o przyczynach migracji. Przygotowała także perfromance butoh „LifeLocation” ku czci osób, które zginęły na granicy polsko-białoruskiej, pokazywany m.in. na Międzynarodowym Festiwalu Sztuki Butoh, BUTOHPOLIS. Autorka książek literackich, tekstów piosenek, wierszy i tekstów krytycznych.

10 godzin temu













English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·