Gdzie jest moja córka? powtarzałam, czując, jak zęby mi szczękają, nie wiem, czy bardziej ze strachu czy chłodu.
Milę zostawiłam na urodzinach, w pokoju zabaw w centrum handlowym. Rodziców solenizantki znałam tylko z widzenia, ale bez stresu zostawiłam tam córkę nie pierwszy raz, to przecież normalne na takich imprezach. Tym razem jednak spóźniłam się autobus długo nie przyjeżdżał. Centrum handlowe wybudowali na końcu miasta, wszyscy jeżdżą tu samochodami, ale ja auta nie mam. Pojechałam więc z Milą autobusem, wróciłam na chwilę do domu prowadziłam lekcje, nie mogłam ich przełożyć, potem ruszyłam po córkę. Spóźniłam się może z piętnaście minut, pędziłam przez oblodzony parking, aż bolały mi płuca. Teraz mama solenizantki, drobna kobieta o niebieskich oczach, patrzyła na mnie ze zdziwieniem i powtarzała:
Przecież jej tata ją odebrał.
Ale Mila nie miała taty. Oczywiście, biologicznie miała, ale nigdy go nie widziała.
Z Janem poznałam się przypadkiem spacerowałam z koleżanką nad Wisłą, ona skręciła nogę, a dwóch chłopców podeszło, żeby pomóc. Jak w starym filmie, opowiedzieli, iż studiują na Uniwersytecie Warszawskim, iż jeden tata jest generałem, drugi profesorem. Po co to było? Głupie młode żarty. Kiedy zaszłam w ciążę i Jan dowiedział się, iż uczę się w pedagogicznej szkole, a mój tata jeździ autobusem, wcisnął mi pieniądze na aborcję 300 złotych i zniknął.
Aborcji nie zrobiłam i ani razu tego nie żałowałam. Mila od pierwszych dni była moją towarzyszką mądrą, rozważną, lojalną. Zawsze było nam razem wesoło. Gdy prowadziłam lekcje, ona cichutko bawiła się lalkami, później wspólnie gotowałyśmy zupę mleczną albo jajka w koszulce, piłyśmy herbatę z ciastkiem posmarowanym masłem. Pieniędzy nie było za dużo wszystko szło na czynsz ale nie narzekałyśmy.
Jak mogliście oddać moją córkę obcej osobie?!
Głos mi się załamał, łzy napływały do oczu.
Jak obcej? obruszyła się niebieskooka kobieta. Przecież to jej ojciec!
Mogłam jej tłumaczyć, iż żaden ojciec nigdy nie odebrał Mili, ale co z tego? Musiałam biec do ochrony, prosić o nagrania z kamer
Kiedy to było?
Tak z dziesięć minut temu
Odwróciłam się i pobiegłam. Ile razy przestrzegałam Milę nie odchodź z nikim obcym! Nogami prawie nie mogłam trafić w ziemię, wszystko rozmazywało się przed oczami, kilka razy potrąciłam kogoś, choćby nie przeprosiłam tylko pędziłam dalej. Instynktownie krzyknęłam:
Mila! Milaaa!
W wielkiej strefie gastronomicznej było głośno, większość nie zwróciła uwagi, jedynie parę osób obejrzało się. Dysząc, próbowałam zdecydować gdzie najpierw biec? Może ją jeszcze nie odprowadził, może
Mamo!
Przez sekundę nie wierzyłam oczom. Moja córka w otwartej kurteczce, z buzią umorusaną lodami, biegła w moją stronę. Złapałam ją tak mocno, jakbym miała paść, jeżeli ją puszczę może rzeczywiście bym padła i wbiłam wzrok w mężczyznę. Schludny, krótko obcięty, głupi sweter ze śnieżynką, w ręku lody. Chyba wyczytał, co zamierzam mu powiedzieć, bo zaczął mówić:
Proszę mi wybaczyć! Powinienem poczekać tu, ale tak mnie wkurzyły te urwisy! Droczyli się z Milą, mówili, iż nie ma taty, iż nikt po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka Chciałem im pokazać, przytuliłem ją i powiedziałem: córeczko, poczekamy na mamę, chodź kupimy lody. Przepraszam, nie sądziłem, iż pani tak się wystraszy
Cała się trzęsłam. Nie zamierzałam wierzyć obcemu facetowi. Ale czy naprawdę dzieci dokuczały Mili? Spojrzałam jej w oczy, zrozumiała mój niemy pytanie. Parsknęła nosem, podniosła brodę.
Wiesz co? Teraz też mam tatę!
Mężczyzna nieporadnie rozłożył ramiona, ja wciąż nie umiałam wykrztusić słowa.
Chodźmy już wymamrotałam. Późno, na autobus się spóźnimy.
Zaczekajcie! Mężczyzna podszedł bliżej, niepewnie machnął ręką. Może was podwiozę? Tak się potoczyło Proszę się nie bać, jestem normalny! Nazywam się Marcin. Moja mama tu siedzi, może potwierdzić!
Pokazał kobietę z fiołkowymi lokami przy stoliku, która czytała książkę.
jeżeli chce pani, podejdziemy, udzieli mi referencji!
Nie wątpię wycedziłam, przy czym wciąż miałam ochotę strzelić mu w głowę. Dziękujemy, do domu wrócimy same.
Mamo Mila szarpała mnie za rękaw. Niech widzą, iż tata nas podwozi!
Przy pokoju zabaw stały jeszcze solenizantka z mamą i jakaś dziewczynka, której imienia nie pamiętałam. W oczach Mili zobaczyłam błaganie, a po takiej lodowicy daleko byłoby trudno. Zdecydowałam się.
No dobrze mruknęłam.
Super! Sekunda, tylko uprzedzę mamę!
Maminsynek, pomyślałam z ironią. Jego mama z uśmiechem pomachała ręką, gwałtownie odwróciłam wzrok. Sytuacja idiotyczna!
W samochodzie starałam się nie patrzeć Marcina w oczy, ale nie mogłam nie zauważyć, jak delikatnie rozmawia z Milą. A ona śpiewała, jak skowronek, nie do zatrzymania nie taka ją znałam. Ale gdy wysiedliśmy przed bloku, Mila posmutniała.
Już się nie zobaczymy? cicho spytała, spoglądając na matkę.
Zobaczyłam, iż Marcin patrzy na mnie jakby czekał na zgodę. Chciałam już powiedzieć: Mila, nie wypada Ale, gdy zobaczyłam jej minę, nie potrafiłam. Spojrzałam na Marcina, skinęłam głową.
jeżeli mama pozwoli, mogę zaprosić cię w weekend do kina na bajkę. Byłaś kiedyś w kinie?
Naprawdę? Nigdy! Mamo, mogę iść z tatą do kina?
Ogarnęło mnie dziwne uczucie, więc sama zaczęłam mówić szybko, by uciszyć emocje.
Mila, zgodzę się, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze nie wolno mówić do obcych tato, nazwij go pan Marcin, rozumiesz? Po drugie na bajkę idę z wami. Co zawsze ci powtarzam? Nigdzie nie wychodzi się z obcymi, choćby jeżeli wydają się mili!
Ja też jej o tym powiedziałem wtrącił Marcin. O tym, iż nie wolno iść.
Więc mogę?
Przecież powiedziałam tak.
Hurra!!!
Rozumiałam, iż powinnam uciąć te niedorzeczności od razu, ale nie mogłam. Nie miałam nikogo poza Milą. Gdyby tylko była osoba, z którą mogłabym się naradzić! Na przykład moja mama. Pamiętam ją niewyraźnie zginęła, gdy miałam pięć lat, tyle co Mila teraz. Chłopak wpadł pod lód, nikt nie odważył się go ratować, mama się zdecydowała. Dziecko uratowała, ale sama Złapała zapalenie płuc, zmarła w tydzień miała cukrzycę, osłabiony organizm. Mila też ma cukrzycę, o co bardzo się obwiniam te geny ode mnie.
Przez cały tydzień myślałam i się zamartwiałam, ale niepotrzebnie w kinie Marcin przyprowadził swoją mamę.
Żebyś nie myślała, iż jestem dziwakiem! uśmiechnął się.
Oj, jesteś rzuciła jego mama z takim błyskiem w oku, iż widać jak bardzo swojego syna wielbi.
I rzeczywiście, gdy Marcin z Milą kupował popcorn, jego mama wyznała mi wszystko.
Przestawmy się na ty. On też dorastał bez ojca. Byłam cztery razy mężatką, ostatni mąż był ideałem! Marcin cały w niego. Ale tak chciał los zmarł zanim zdążył potrzymać małego na rękach. Zawał. Urodziłam przed terminem, sama nie wiem, jak przetrwałam. Pierwsi mężowie pomagali A co tak patrzysz? Z każdym mam dobry kontakt pierwszy do dzisiaj mnie kocha, drugi, cóż… woli panów, trzeci za bardzo lubił kobiety. Próbowali być ojcem Marcinowi, ale To nie to. Dlatego tak przejął się Milą, jemu też dokuczano w szkole. Ile razy szłam do nauczycieli nic nie działało. Głupich rzeczy się podejmował, żeby udowodnić chłopakom, raz omal nie zginął
Kobieta była fascynująca niewysoka, szczupła, fiołkowe włosy, kostium Chanel, Doncowę czytała. Polubiłam ją od razu.
Nic złego nie knuje, ma dobre serce puszcza oko. Wydaje mi się, iż ty też mu się podobasz.
Oblałam się rumieńcem. Tego tylko brakowało Czułam, powinnam się wycofać, ale dla Mili Tak szkoda mi jej było.
Po filmie chciałam dać Marcinowi pieniądze za bilety, ale odmówił.
Zapraszam dziewczyny, płacę, i już!
To również mnie zaniepokoiło nie lubię zależeć od innych. A iż się mu podobam bzdura.
Kiedy dowiózł nas do domu, Mila zapytała:
Tata, a gdzie pójdziemy następnym razem?
Mila! upomniałam ją.
Zabawkowo zakryła usta dłonią.
Może do Muzeum Zoologicznego? Lubisz motyle?
Świetnie! Mamo, pójdziesz?
Idźcie beze mnie odparłam sucho. Weźcie panią Annę, ona kocha motyle.
Pierwsza wyszłam z auta chciałam to wszystko zakończyć. I kątem ucha usłyszałam Marcina, który mówił do Mili:
Gdy mama nie słyszy, możesz mówić tata.
Tak Mila zyskała niedzielnego tatę. Czasem chodziłam z nimi, czasem puszczałam ją samą, jeżeli była z Anną ciągle uważałam Marcina za obcego i podejrzanego, chociaż Mila zawsze opowiadała, jaki jest zabawny i fajny. Trochę się tym zaraziłam, ale nie pozwalałam uczuciom rosnąć. Nie ma czegoś takiego, żeby książę na białym koniu pojawił się ot tak. choćby jego matka zawsze go promowała, zaczęłam podejrzewać co jest nie tak? Czy taka kobieta swatałaby swego syna zwykłej nauczycielce?
Z biegiem tygodni moje serce miękło. Marcin był bardzo delikatny zostawiał mi czekoladkę na półce w przedpokoju, zawsze pytał, czy może zabrać Milę gdzieś, łapał mój wzrok w lusterku. Ale najbardziej polubiłam Annę była świetną rozmówczynią! Gdyby nie syn, mogłabym z nią radzić się o wszystkim.
Raz Marcin zadzwonił, zaczął mówić coś o kinie. Mila natychmiast przybiegła i zapytała szeptem:
To Marcin?
Potem usiadła obok, szczęśliwa.
Tak, Mila będzie zadowolona odparłam automatycznie.
Ale ja zapraszam ciebie. Żebyśmy poszli razem. Tylko we dwoje.
W tle odezwał się głos Anny:
No nareszcie!
Mamo, nie podsłuchuj! Ojej, przepraszam Ola Przepraszam. Zawsze ma ucho przy telefonie.
W tym momencie Mila znowu szeptem:
Zaprosił cię do kina?
Zaśmiałam się.
Tutaj też mam uszy. Marcin, ja
Tylko nie odmawiaj, proszę! Daj mi szansę, obiecuję być rycerzem!
Powiedz jej o oczach! podsuwała Anna. Powiedz to, co powiedziałeś mi: iż ma oczy swej matki
Wydało mi się to absurdalne. Jaka matka?
Marcin coś krzyknął do niej, potem powiedział:
Ola, zaraz podjadę i wyjaśnię wszystko. Mogę?
Wyjaśnienia bardzo się przydały Chodziłam po mieszkaniu, czekając, aż przyjechał, a Mila, jakby przeczuwając, rysowała przy stoliku.
Powinienem był powiedzieć od razu zaczął. Ale spodobałaś mi się Nie chciałem, byś myślała, iż to przez twoją mamę. A jeszcze bałem się, iż mnie znienawidzisz. Przecież to przeze mnie ona zginęła
Mówił chaotycznie, skakał po tematach, patrzył błagalnie. A mnie trzęsło jak wtedy, gdy sądziłam, iż Mila zniknęła.
Wybaczysz mi?
Nie powiedziałam nic przez cały jego monolog, na końcu wykrztusiłam:
Muszę to przemyśleć.
Mamo wybacz tacie
Marcin zrobił wielkie oczy do Mili, przypominając umowę. Spojrzał na mnie, powtórzyłam:
Potrzebuję czasu. Rozumiesz?
Chciałam zadać mu milion pytań, ale nie mogłam wykrztusić słowa. Za to Anna wyjaśniła mi wszystko przez telefon.
On nie wiedział, iż twoja mama nie żyje chroniłam jego dziecięcą psychikę. Potem przypadkiem wyszło, zaczął was szukać. Chciał pomóc, ale najpierw tak wyszło z Milą, a potem z tobą Zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bał się, iż go odtrącisz. Próbował udowodnić chłopakom, iż też jest facetem, choć nie miał ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, on poszedł
Anna nie naciskała, tylko usprawiedliwiała syna. Mila już naciskała mocno:
Mamo, on jest dobry! Mówił, iż cię kocha! Może być moim tatą, na serio!
Rozumiałam ją. Ale czy to nie… było nie w porządku?
Mijał miesiąc, nie nawiązałam kontaktu z Marcinem. Nie odbierałam, nie czytałam SMS-ów. Im dłużej zwlekałam, tym bardziej chciałam zadzwonić. Ale robiło się coraz trudniej.
W nocy Mila obudziła mnie płaczem bolał ją brzuszek. Już wczoraj się skarżyła, myślałam, iż to po kefirze Teraz była rozpalona, nie musiałam choćby sięgać po termometr.
Z drżącymi rękami zadzwoniłam po karetkę, później sama nie wiem czemu do Marcina.
Przyjechał razem z pogotowiem. W spodniach dresowych, rozczochrany. Pojechał do szpitala ze mną, uspokajał, powtarzał, iż wszystko będzie dobrze choć głos mu się załamywał.
Przecież zapalenie otrzewnej nie jest aż takie straszne mówił. Wszystko będzie dobrze, naprawdę!
Chwyciłam go za rękę nie wiem, czy dla niego, czy by siebie pocieszyć. W poczekalni zimno, nie mieliśmy kurtek, więc siedzieliśmy ciasno przy sobie, grzejąc się nawzajem obecnością.
Do lekarza pobiegł pierwszy, pytał, jak poszła operacja. A ja siedziałam i bałam się ruszyć. Gdyby coś się stało Mili, nie przeżyłabym tego.
Ale wszystko skończyło się dobrze. Lekarze spisali się cudownie, Mila była dzielna walczyła, choć sytuacja była krytyczna według lekarza.
Jakby dobry anioł ją chronił powiedział lekarz, a ja szepnęłam: dziękuję, mamo!
Marcin długo dziękował lekarzowi, a ten powiedział nam: wracajcie do domu, i tak jej nie zobaczycie na razie reanimacja, rodzice muszą odpocząć.
Marcin odwiózł mnie pod blok, oczekiwałam, iż poprosi, by wejść, ale milczał. Wtedy powiedziałam:
Już świta. Chodź, zrobię ci kawę.
I poczułam, iż naprawdę chcę, żeby został. Na zawsze.
Mila dochodziła do siebie zadziwiająco szybko, wszyscy w szpitalu to zauważyli.
Bo mam już mamę i tatę mówiła.
I nikt poza mną i Marcinem nie wiedział, jak bardzo to dla niej znaczyWieczorem, gdy wróciłyśmy już do domu, Mila wtuliła się we mnie, a Marcin siedział oparty o futrynę, niepewny, czy powinien zostać. W powietrzu unosiła się cisza, jakby każda chwila była krucha, a my zbyt głośno oddychaliśmy, żeby jej nie rozbić. Anna zadzwoniła, żeby spytać, jak się czujemy, a potem przez telefon opowiedziała Marcinowi, iż te najważniejsze sprawy załatwia się od serca. Usłyszałam jej śmiech, potem trzask odkładanej słuchawki.
Położyłam się obok Mili na łóżku, ona gładziła moją twarz palcem tak ciepłym i małym. Na nocnej szafce stała szklanka z sokiem jabłkowym, przy lampce rysunek: mama, tata i Mila, wszyscy trzymali się za ręce pod wielkim słońcem. Poczułam, iż łzy lecą mi cicho po policzku pierwszy raz od dawna to była radość. Pocałowałam Milę w czoło.
Zaśnij już, skarbie szepnęłam. Jutro będzie piękny dzień.
W przedpokoju stał Marcin. Podszedł i delikatnie ujął moją dłoń, jakby bał się, iż go odtrącę. Tym razem nie zamknęłam drzwi. Przez uchylone okno wpadało świeże powietrze, pachniało czerwcową trawą. Pomyślałam o mojej mamie może właśnie tak miała wyglądać miłość, kiedy już wybaczy się przeszłości i pozwoli przyszłości wejść do środka.
Marcin spojrzał na mnie nieśmiało.
Olu, mogę zostać? Po prostu być z wami?
Zamiast odpowiedzi zaniosłam go do kuchni i nalałam kawę do dwóch kubków. W mieszkaniu było cicho, a na ścianie, przyłączona magnesem do lodówki, wisiał rysunek Mili jej nowa rodzina. Marcin położył swoją dłoń przy mojej.
Przecież już jesteś wyszeptałam.
Mila wstała niespodziewanie, zaspana, ale szczęśliwa.
Mamo, a tata już zostanie na zawsze?
Uśmiechnęłam się, potem, nie czekając na odpowiedź, objęłam ich oboje.
Wieczór trwał długo, cisza była spokojna, a w środku serca coś grzało pewność, iż choćby najzimniejsze dni można ogrzać miłością, jeżeli tylko pozwolisz komuś zostać.

6 godzin temu










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·