Michalkiewicz: Puls pulsuje

goniec.net 4 godzin temu

Przez ostatnie trzy dni nie trzymałem ręki na pulsie krajowej polityki, ponieważ 24 stycznia wyjechałem do Londynu, 25 stycznia miałem spotkanie z londyńską Polonią w POSK, a 26 późnym wieczorem wróciłem na ojczyzny łono.
Ale chociaż nie trzymałem ręki na pulsie życia politycznego naszego nieszczęśliwego kraju, to puls życia politycznego dał o sobie znać i w Londynie. Pojawiły się bowiem fałszywe pogłoski, iż jakiś tropiciel nazistów zadzwonił do tamtejszej gminy, iż naziści szykują sobie sabat i iż trzeba położyć temu kres.

Na szczęście kierownictwo POSK podeszło do sprawy ze zrozumieniem i nie urządziło w niedzielę nagłego remontu, więc spotkanie przy pełnej sali, do której trzeba było donosić krzesła, a poświęcone odpowiedzi na pytanie: “czy będzie wojna”, odbyło się bez przeszkód.

Najwyraźniej w Wielkiej Brytanii muszą czytać “Gazetę Wyborczą”, której Judenrat nie ustaje w popularyzowaniu obecnośsci “nazistów” – dlaczegoś akurat w Polsce. Kropla, jak wiadomo, drąży skałę, więc trudno się dziwić, iż opinia, iż naziści urządzili sobie legowisko faszystowskie akurat w Polsce zatacza coraz szersze kręgi. Jest to zrozumiałe tym bardziej, iż na przykład o żadnych “nazistach” , dajmy na to, na Ukrainie – nie wolno choćby pomyśleć, bez ryzyka utraty przyzwoitości, bez której trzeba porzucić marzenia nie tylko o politycznej karierze, ale choćby – o pozostaniu na wolności.
Z przyzwoitymi tak już jest, iż jeden drugiemu przyzwoitość kontroluje, co jest łatwiejsze tym bardziej, iż – jak wiadomo – jeden przyzwoity rozpoznaje drugiego przyzwoitego po zapachu. Do tego oczywiście trzeba mieć specjalnego nosa – ale w Judenracie z tym akurat nie ma problemu.

Gdyby pojawiły się jakieś problemy, na przykład w związku z katarem ścisłego kierownictwa, to pozostało jedno kryterium przyzwoitości, w postaci pana Jerzego Owsiaka. Pan Jerzy Owsiak wprawdzie po zamordowaniu pana Pawła Adamowicza zapowiedział swoje odejście, ale – niczym w swoim czasie car Iwan Groźny – przychylił się do próśb zrozpaczonego ludu, który najwyraźniej nie przeżyłby kolejnego osierocenia i przez cały czas patronuje Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy, co to ma grać “do końca świata i jeden dzień dłużej”. To bardzo ambitny program, bo najwyraźniej zakłada, iż choćby w przypadku końca świata forsa przez cały czas do czegoś się przyda. Toteż nic dziwnego, iż czciciele nieubłaganego postępu prześcigają się w coraz to bardziej osobliwych pomysłach na licytowanie.
Ponieważ akurat wtedy, gdy odbywał się finał Wielkiej Orkiestry nie trzymałem ręki na pulsie, to o wszystkich pomysłach nie wiem, ale o niektórych dowiedziałem się wcześniej. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie oferta pani Julii Wieniawy, która postanowiła przeznaczyć na licytację w Wielkiej Orkiestrze “nocowanko” ze swoim udziałem. Z tym “nocowankiem” jednak jest tak, jak z Orderem Podwiązki, którego dewiza brzmi “Honi soit qui mal y pense” – co się wykłada, iż wstyd temu, kto o tym źle pomyśli. Nie jest zatem wykluczone, iż szczęśliwiec, który szarpnie się na licytowanie “nocowanka”, może potem odczuwać niedosyt – ale trudno: a la guerre comme a la guerre, więc jakieś straty muszą być.

Już i tak opinią publiczną wstrząsnęła krytyka pana Jerzego Owsiaka ze strony pani Doroty Rabczewskiej, znanej jako “Doda Elektroda”, która pogniewała się z panem Owsiakiem na tle dobrostanu zwierząt. Chodzi o to, iż gwoli stworzenia wrażenia większego przytupu, podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, puszczane są fajerwerki, które u co wrażliwszych zwierząt powodują traumy i katiusze. Akurat umarła Brigitte Bardot, która dla zwierząt zrobiłaby jeszcze więcej, niż dla ludzi, więc nic dziwnego, iż ambitne osoby już się uwijają wokół wypełnienia tego wakatu.

Inne ambitne osoby korzystają z Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy na swój sposób. Na przykład Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska wprawdzie wpłaciła na rzecz Orkiestry (“bo mówiła żony ciotka; tych co płacą nic nie spotka” – przekonywał poeta”) – ale oświadczyła jednocześnie, iż “nienawidzi” uprawianego przez pana Owsiaka “szantażu moralno-politycznego”, iż “każdy MUSI brać w tej akcji udział”, a w ogóle, to nie podoba się jej “upolitycznienie” WOŚP. Wprawdzie “szantaż”, choćby “moralno-polityczny” to nic dobrego, ale z drugiej strony deklarowanie otwartym tekstem, iż się tego szantażu “nienawidzi”, może skutkować przedstawieniem Wielce Czcigodnej Annie Marii Żukowskiej “zarzutów”, a konkretnie jednego – uprawiania “mowy nienawiści”, z powodu której coraz więcej obywateli naszego nieszczęśliwego kraju przeżywa rozmaite zgryzoty – a tylko patrzeć, jak będą lądowali w areszcie wydobywczym, albo – w przypadku pecha – choćby w dole z wapnem.

Po spektakularnym wprowadzaniu praworządności na tak zwany “rympał” w Krajowej Radzie Sądownictwa, gdzie pod nadzorem prokuratorów osobnicy ubrani w policyjne mundury pruli szafy niezawisłych sędziów, można spodziewać się najgorszego. Wprawdzie pani przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa, w ten sposób zbezczeszczonej, złożyła skargę do prokuratury – ale co to da? Dyć przecież Generalnym Prokuratorem obywatel Tusk Donald zrobił obywatela Żurka Waldemara, a ten z kolei posługuje się obywatelem Kornelukiem Dariuszem, który myśli, iż jest Prokuratorem Krajowym, chociaż niedawno pan prezydent Karol Nawrocki przyjął pana Dariusza Barskiego i zaświadczył, iż Prokuratem Krajowym jest właśnie on. Jakby tego było mało, to jeszcze Sąd Najwyższy, a konkretnie – Izba Odpowiedzialności Zawodowej orzekła, iż decyzje obywateli: Bodnara Adama z czarnym podniebieniem i Żurka Waldemara o odwołaniu rzeczników dyscyplinarnych, których szafy w KRS-sie pruli osobnicy ubrani w policyjne mundury, “w świetle obowiązującego prawa nie było ani legalne, ani skuteczne”. W dodatku to orzeczenie zostało wydane przez tak zwanych “legalnych sędziów” a nie jakichś “neosędziów”. Ale obywatel Żurek Waldemar idzie w zaparte. Niech tam sobie sędziowie będą “legalni”, ale co z tego, skoro Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego nie jest legalna?. A tak właśnie twierdzi Judenrat “Gazety Wyborczej”, który w takich sprawach ma ostatnie słowo. W tej sytuacji nie ma rady, trzeba by zwrócić się do pana Jerzego Owsiaka, żeby on się w tej sprawie wypowiedział. Wprawdzie Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska zarzuca mu “upolitycznienie” Wielkiej Orkiestry, ale – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – praktykowana w III Rzeszy Winterhilfswerke, czyli Akcja Pomocy Zimowej, też nie była wolna od akcentów politycznych i choćby serduszka były podobne.

Od polityki uciec niepodobna – twierdziła koleżanka Anna Bojarska i słuszna jej racja. Skoro tak, to co byłoby lepsze – czy gdyby w sprawie legalności Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego wypowiedział się pan Jerzy Owsiak, czy żeby swoją opinię przedstawił ostatni szef Wojskowych Służb Informacyjnych, pan generał Marek Dukaczewski, co to – gdy tylko w naszym nieszczęśliwym kraju coś ważnego się dzieje – przybywa do TVN i przed resortową Stokrotką” wyznaje, jak jest, a przede wszystkim – jak będzie?

Stanisław Michalkiewicz

Idź do oryginalnego materiału