Kryjówka doskonała? Ukradł drogocenny łańcuszek i… schował się w komendzie policji

3 godzin temu

Do tego nietypowego zdarzenia doszło w miniony czwartek przed godziną 13:00 w Mielcu. Naczelnik Wydziału Kryminalnego tamtejszej Komendy Powiatowej Policji, pracując w swoim gabinecie przy otwartym oknie, usłyszał dobiegające z ulicy dramatyczne okrzyki: „Pomocy, łapcie złodzieja, ukradł łańcuszek!”. Choć po wyjrzeniu na zewnątrz policjant nie dostrzegł uciekiniera, intuicja zawodowa nakazała mu natychmiastowe sprawdzenie sytuacji przed budynkiem.

Znajoma twarz na policyjnych schodach

Gdy funkcjonariusz wyszedł na zewnątrz, jego uwagę przykuł mężczyzna siedzący na schodach prowadzących do komendy. Okazał się nim dobrze znany mieleckiej policji 29-latek, który w przeszłości był już wielokrotnie notowany i karany m.in. za kradzieże z włamaniem.

Nerwowe zachowanie mężczyzny skłoniło naczelnika do podjęcia natychmiastowej interwencji. Na widok policjanta 29-latek zrezygnował z dalszego oporu i dobrowolnie otworzył zaciśniętą dłoń. Znajdował się w niej luksusowy złoty łańcuszek z metką jednego z pobliskich salonów jubilerskich w centrum Mielca. Wartość skradzionej biżuterii oszacowano na blisko 14 tysięcy złotych.

Nietypowa taktyka obronna

Jak wykazało śledztwo, chwilę wcześniej podejrzany wszedł do jubilera pod pozorem zakupu biżuterii. Poprosił o możliwość przymierzenia kosztownego łańcuszka, a gdy tylko personel na moment stracił go z oczu, wybiegł ze sklepu. Słysząc za plecami kroki goniącej go pracownicy salonu, wpadł na ryzykowny plan. Postanowił wejść do komendy, tłumacząc później mundurowym, iż chciał rzekomo „zgłosić się na dozór”, co miało zmylić pogoń. Jak sam przyznał, był przekonany, iż nikt nie wpadnie na to, iż złodziej tuż po przestępstwie skieruje swoje kroki wprost w ramiona organów ścigania.

Zamiast złota – zarzuty

Plan ucieczki, choć oryginalny, zakończył się szybkim osadzeniem w policyjnym areszcie. Podczas przesłuchania 29-latek przyznał, iż od początku nie zamierzał płacić za biżuterię, gdyż nie miał przy sobie ani grosza. Mężczyzna usłyszał już oficjalny zarzut kradzieży, do którego się przyznał. Za ten spektakularny pokaz logiki i złamanie przepisów Kodeksu karnego grozi mu teraz do 5 lat pozbawienia wolności.

Idź do oryginalnego materiału