Kogo zatopi były agent CBA

2 tygodni temu

Artur Chodziński: od Zondacrypto do PiS i Kancelarii Prezydenta

Tytułowe pytanie wcale nie jest z gatunku political fiction. Jednak aby tak się stało, prokuratura musi najpierw zachęcić do „współpracy” Artura Chodzińskiego, który pracował dla prezesa kontrolowanej przez przestępców giełdy kryptowalut Zondacrypto i odgrywał rolę łącznika z politykami PiS i ludźmi z Kancelarii Prezydenta. To PiS i Karol Nawrocki bronili interesów Zondacrypto, blokując wprowadzenie ustawy regulującej rynek kryptowalut. Zondacrypto sponsorowała konferencję CPAC (Konserwatywnej Akcji Politycznej) w Jasionce, a wydarzenie to było de facto wiecem wyborczym Nawrockiego. Kandydat na prezydenta złożył wówczas publiczne zobowiązanie, iż jeżeli zostanie głową państwa, nie podpisze ustawy kontrolującej rynek kryptowalut. To Zondacrypto opłaciła Polish-American Strategic Industries Summit, którego organizatorem była propisowska Telewizja Republika. Impreza stanowiła część oficjalnej wizyty prezydenta Nawrockiego w Waszyngtonie we wrześniu 2025 r.

Śledczy nie powinni mieć problemów z nakłonieniem Artura Chodzińskiego do współpracy, bo jeżeli rzeczywiście Przemysław Kral sypie, to na pewno opowie o wpływowym i dobrze opłacanym współpracowniku, który za swoje usługi zainkasował pół miliona złotych.

Czując pismo nosem, Chodziński sam zgłosił się do prokuratury. „Pan Artur nie ma żadnych zarzutów, żadne zarzuty na nim nie ciążą, stawiamy się dobrowolnie w prokuraturze w ramach dobrego gestu celem ustalenia tak naprawdę, czego prokuratura chce, biorąc pod uwagę tylko i wyłącznie informacje znajdujące się w przestrzeni medialnej”, wyjaśniał pełnomocnik Chodzińskiego mec. Krystian Paderewski.

Takie tłumaczenie jest niedorzeczne w ustach prawnika. To prokurator wzywa podejrzanych i świadków do stawiennictwa (albo korzysta z pomocy policji lub służb) i nie informuje zawczasu o tym, jakie będzie podejmował czynności. A mówienie o „dobrym geście” wobec prokuratury jest zwykłą bezczelnością.

Ale Chodzińskiemu tupetu nie brakuje. Gdy 11 września prokuratura poinformowała o przeszukaniu nieruchomości byłego agenta CBA i zarekwirowaniu m.in. sprzętu elektronicznego, oznajmił, iż żadnego przeszukania u niego nie było, policjantom zaś przekazał „przygotowane przez siebie wcześniej dokumenty, nośniki danych i inne przedmioty”. A przecież to prokurator decyduje, jakie dowody ma zabezpieczyć, a nie osoba, u której ma dojść do przeszukania.

Zapytałem w Prokuraturze Krajowej, jaki status w śledztwie dotyczącym Zondacrypto ma Artur Chodziński i jak przebiegało przeszukanie jego nieruchomości. Dostałem zaskakującą odpowiedź. „Prokuratura nie przeprowadziła dotychczas czynności z udziałem wspomnianej osoby. Udzielenie odpowiedzi na pozostałe pytania nie jest możliwe z uwagi na dobro i tajemnicę postępowania”, stwierdziła prokurator Anna Adamiak. Takie stanowisko może wskazywać, iż były agent CBA poszedł na współpracę.

Agent do zadań specjalnych

Artur Chodziński, zanim trafił do CBA, był dziennikarzem. Piotr Głuchowski tak pisał o nim w „Gazecie Wyborczej”: „Karierę zaczynał w połowie lat 90. we wrocławskim »Słowie Polskim« – dawnym organie PZPR przejętym najpierw przez norweską Orklę, a potem Passauera. W redakcji miał ksywkę »Kurtka«, ponieważ przychodząc do pracy, odpalał komputer, wieszał kurtkę na oparciu – i znikał. »Pozostawione okrycie miało sugerować, iż Artur pracuje, tylko jest w toalecie albo na papierosie« – mówi mi teraz G. Drugim, krótkotrwałym miejscem zatrudnienia »Kurtki« był nowo otwarty w 1997 r. dziennik »Puls Biznesu«, a trzecim – wrocławski oddział naszej gazety mieszczący się przy Placu Solnym. Dawni koledzy i koleżanki słabo jednak go stamtąd pamiętają: »Raczej niepozorny, pisał notki, kryminałki, miejską drobnicę«. H: »Nie wzbudzał zaufania. Co innego mówił w oczy, a co innego za plecami. Taki cwany gapa. Tu cię przytulił, tu ci jakąś wiadomość sprzedał, węszył za korzyściami. Rozstaliśmy się z nim bez żalu«”.

Gdy PiS utworzyło Centralne Biuro Antykorupcyjne w 2006 r., Chodziński zaciągnął się do walki ze skorumpowanymi politykami i urzędnikami. Według serwisu Służby Specjalne początkowo służył w biurze prasowym, ale „szybko stał się jednym z najbardziej zaufanych ludzi szefostwa CBA, Macieja Wąsika i Ernesta Bejdy, ten ostatni w tamtym czasie kierował wrocławską delegaturą CBA”.

„Kurtka” zajmował się m.in. „aferą hazardową”, która przetrzebiła pierwszy rząd Donalda Tuska i zakończyła polityczne kariery Zbigniewa Chlebowskiego oraz Mirosława Drzewieckiego. Pracował przy „aferze podsłuchowej”, która przyczyniła się do upadku rządu koalicji PO-PSL i przejęcia władzy przez PiS. Zanim wybuchła afera Zondacrypto, Chodziński był już bohaterem mediów. Onet pisał, iż namawiał oskarżonego o nadużycia byłego dyrektora Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej do złożenia zeznań obciążających wpływowego polityka PO Stanisława Gawłowskiego.

W 2015 r. wybuchł

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Kogo zatopi były agent CBA pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału