Biurokraci z Ottawy wzięli ponad 200 milionów dolarów bonusów, choć nie zrealizowali prawie połowy własnych celów. „Kultura uprawnień” trwa, choć Mark Carney obiecuje cięcia
Kanadyjscy podatnicy znów dostali jasny sygnał, jak działa federalna machina w Ottawie. W 2025 roku wyżsi urzędnicy rządowi (executive) otrzymali łącznie 201,5 miliona dolarów w formie różnego rodzaju bonusów i nagród za wyniki – mimo iż departamenty federalne zrealizowały zaledwie 54 proc. swoich własnych celów wydajnościowych. Innymi słowy: urzędnicy nie zdali prawie połowy egzaminu, który sami sobie ułożyli, a i tak większość z nich dostała premię.
Dane pochodzą z wniosków o dostęp do informacji (ATIP) uzyskanych przez Canadian Taxpayers Federation (CTF). Wynika z nich, iż na 18 041 stanowisk executive aż 15 898 osób (88 proc.) otrzymało jakąś formę dodatkowego wynagrodzenia. Wśród tych świadczeń znalazły się m.in.:
- „at-risk pay” – 172 mln dolarów dla 9 173 osób,
- „performance award” – 24 mln dolarów dla 1 618 osób,
- bonusy bilingwalne – 4 mln dolarów.
To nie jest wyjątek. Od 2015 roku federalne bonusy kosztowały podatników już około 2 miliardów dolarów.
Franco Terrazzano, federalny dyrektor CTF, nie gryzł się w język:
„Bonusy są za wyniki powyżej przeciętnej. Dlaczego więc większość federalnych menedżerów bierze je co roku, skoro ich departamenty ledwo zdają własny test? […] Premier Mark Carney musi skończyć z kulturą uprawnień w Ottawie, bo federalni urzędnicy nie powinni automatycznie dostawać premii. […] Nie powinno się dostawać bonusu, jeżeli samemu układa się pytania do testu a i tak dostaje się ocenę D-minus.”
Własne cele, własne oceny, własne pieniądze
System działa według prostej logiki. Departamenty same ustalają cele, same je oceniają i – w dużej mierze – same decydują o wypłacie premii. Według danych rządowych od roku budżetowego 2020-21 odsetek zrealizowanych celów nigdy nie przekroczył 55 proc. W 2024-25 wyniósł dokładnie 54 proc. Reszta celów albo nie została osiągnięta, albo została przesunięta „na później”, albo dane okazały się niedostępne.
Były parlamentarny oficer budżetowy Yves Giroux ujął to kiedyś bez ogródek: publiczni urzędnicy sami ustalają sobie poprzeczkę – na tyle wysoko, by nie wyglądało to na żart, i na tyle nisko, by dało się ją w większości przypadków przeskoczyć. A i tak regularnie nie dają rady.
W tym samym czasie Parlamentarny Oficer Budżetowy ostrzega, iż koszty personelu federalnego będą dalej rosły. Z 69,2 mld dolarów w 2025-26 mają skoczyć do 79,4 mld w 2026-27 i do około 86 mld do 2030 roku. Biurokracja nie kurczy się – puchnie.
Carney obiecuje oszczędności. Bonusy lecą dalej
Premier Mark Carney od początku swojej kadencji zapowiada ograniczenie wydatków rządowych. Mówi o „ambitnych oszczędnościach”, o przeglądach budżetowych, o redukcji kosztów operacyjnych choćby o 15 proc. w perspektywie kilku lat. Publicznie podkreśla konieczność dyscypliny fiskalnej w sytuacji, gdy dług federalny przekroczył już bilion dolarów.
Tymczasem system premii dla najwyższych urzędników działa dalej jak automat. 88 proc. executive dostało dodatki w roku, w którym wyniki departamentów były – delikatnie mówiąc – przeciętne. CTF wskazuje, iż właśnie takie automatyczne bonusy powinny być pierwszym celem cięć. „Podatnicy nie stać na armię biurokratów, którzy wzajemnie sobie pieczączą premie” – mówi Terrazzano.
Nie tylko centralny rząd. Korporacje państwowe też
Problem nie ogranicza się do czystej administracji. W 2025 roku:
- Canada Post, mimo straty 1,57 mld dolarów i konieczności wsparcia podatkowego, wypłaciła menedżerom 30,8 mln dolarów bonusów,
- CMHC (korporacja mieszkaniowa) rozdała 31,7 mln,
- VIA Rail – 10,3 mln (średnio ponad 115 tys. dolarów na jednego executive),
- projekt wysokich prędkości Alto – 2,8 mln, choć budowa linii Toronto–Quebec City choćby nie ruszyła.
Wzorzec jest ten sam: wyniki słabe albo katastrofalne, a premie idą.
Kultura uprawnień
Zjawisko, które CTF nazywa „entitlement culture”, ma głębokie korzenie. W federalnej Ottawie premia przestała być nagrodą za wyjątkowe osiągnięcia. Stała się niemal standardowym elementem wynagrodzenia – czymś, co „się należy”. Gdy cele są formułowane przez tych samych ludzi, którzy później oceniają ich realizację, a pieniądze płyną z kieszeni podatników, bodźce do realnej dyscypliny znikają.
Dla zwykłego Kanadyjczyka, który ogląda rosnące rachunki, kolejki do lekarzy i problemy z infrastrukturą, obraz jest jasny: elita urzędnicza potrafi zadbać o siebie choćby wtedy, gdy wyniki pozostawiają wiele do życzenia. A politycy – niezależnie od deklaracji – od lat nie potrafią albo nie chcą tego systemu zatrzymać.
Mark Carney ma teraz okazję pokazać, czy jego zapowiedzi cięć wydatków to coś więcej niż retoryka. jeżeli naprawdę chce „przewodzić przez przykład”, pierwszym logicznym krokiem byłoby zniesienie automatycznych premii dla tych, którzy nie realizują choćby połowy własnych celów. Bo jak długo system nagradza przeciętność i porażkę, tak długo „kultura uprawnień” będzie żyła własnym życiem – na koszt wszystkich pozostałych.


![Poranna interwencja strażaków w Strzegomiu [FOTO]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/08/762715532_1059266119939554_5810441195707738617_n.jpg)














English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·