Jak rozbito rosyjską siatkę szpiegowską

9 miesięcy temu

The Washington Post szczegółowo opisuje jak działała i jak rozbito rosyjską siatkę szpiegowską. Rekrutacja odbywała się poprzez ogłoszenia m. in. na Telegramie, umieszczane na kanałach używanych przez zamieszkałych w Polsce Białorusinów i Ukraińców. Do współpracy wciągano stopniowo. Pierwsze zadania były dosyć proste. Antyukraińskie nalepki i skierowane przeciw NATO graffiti. Wykonanie zadania potwierdzano zdjęciem. Płacono nie zostawiając śladów, 20-50zł od sztuki, w bitcoinach. Pieniądze można było zamienić na gotówkę w bitomatach.

Jak ktoś się sprawdził przychodziły bardziej ryzykowne i lepiej płatne zadania. Stawka szła w górę i mogła sięgnąć dwóch-trzech tysięcy złotych. Do wyboru było obserwowanie portów w Gdyni i Gdańsku, dworców np. w Rzeszowie, używanego przez USA wojskowego lotniska w Jasionce czy zakładanie, podejmowanych ze skrzynek kontaktowych, kamer IP w pobliżu linii kolejowych(okolice Jarosława i Przemyśla), którymi transportowano sprzęt na Ukrainę. Obraz z tych kamer był dostępny w dowolnym miejscu na świecie.

Szpiedzy działali w oparciu o stosowany przez wywiady model kilkuosobowych komórek. Każda z nich była nadzorowana zza granicy przez oficera GRU. Istniał podział na grupy wsparcia i operacyjne. Przykładowo, jedna komórka organizowała kamery IP i telefony, a druga, nie wchodząc w ogóle w kontakt z pierwszą, podejmowała sprzęt i wykonywała zadania. Nie znali się nawzajem.

W teorii wpadka jednej komórki nie powinna pociągać za sobą dekonspiracji pozostałych. Na szpiegach miał się jednak niedługo zemścić amatorski charakter budowanej na gwałtownie siatki. Rozbicie grupy zaczęło się od przypadkowego odkrycia, ukrytej na drzewie w pobliżu torów, kamery. Urządzenie było wyposażone w panel słoneczny i mogło pracować miesiącami. Miejsce tego pierwszego odkrycia to Buszkowiczki koło Przemyśla.

ABW szukając śladu sprawdziła logowania do sieci komórkowej. Było trochę łatwiej, bo okolica jest dość odludna. Okazało się, iż jeden ze szpiegów popełnił kardynalny błąd. Miał przy sobie zarejestrowany na siebie telefon komórkowy. Na tej podstawie wytypowano podejrzanego, a potem ustalono z kim się kontaktował.

Wkrótce doszło do pierwszych zatrzymań. Maglowani w Lublinie przestraszeni młodzi ludzie zgodzili się na współpracę, więc przez pewien czas można było udawać, iż komórka działa dalej. Obserwowano kanał komunikacji. Pozwoliło to na ujawnienie następnych grup, które normalnie byłyby odporne na wpadkę. Od marca do sierpnia zatrzymano w sumie 16 osób. 12 Ukraińców, 3 Białorusinów i Rosjanina. Poniżej zatrzymani Białorusini Vladislav P., Maria M. i Rosjanin Maxim S.

Niestety nie można dotrzeć do oficerów prowadzących, którzy nadzorowali siatkę z siedzib GRU w Rosji. ABW zna jedynie ich kryptonimy(np. Andriy). Niewykluczone, iż część komórek uniknęła dekonspiracji. Praktycznie wszyscy zatrzymani okazali się skuszonymi pieniędzmi amatorami. Poniżej transkrypcja wybranych dokumentów aresztowych z lubelskiej prokuratury.

Dziennikarze Washington Post włożyli dużo pracy w nowe ustalenia. Tygodniami jeździli po Polsce, gromadząc materiały. Dotarli do agentów ABW i osób znających szczegóły sprawy.

Idź do oryginalnego materiału