FAJBUSIEWICZ: Ojciec zamordowanego syna wytropił zabójcę

4 godzin temu

„Krupa” od lat działał w łódzkim półświatku. Z cinkciarza stał się rabusiem, ale wybierał tylko zamożnych, którzy trzymali pieniądze w domu. Miał swój styl – napadał, gdy właściciele byli w środku, bo wymuszone wskazanie skrytek było szybsze niż szukanie kosztowności.

Rozpoznanie terenu wykonywał dla niego Wacek. Pod pretekstem sprzedaży okien, paneli czy żaluzji wchodził do środka, biegał z miarką po pokojach i poznawał rozkład pomieszczeń, liczbę domowników i dowiadywał się, gdzie śpią.

Wacek wszedł do wybranego przez „Krupę” domu w Łagiewnikach jako przedstawiciel handlowy oferujący panele. Zauważył, iż w domu jest dorosły, silny syn, dlatego „Krupa” dobrał do akcji trzech dodatkowych ludzi. Sam miał pistolet z tłumikiem, a Wackowi kazał zdobyć drugą sztukę broni. Pomagier znalazł ją, ale okazała się stara i zawodna. Na szczęście…

28 stycznia 2002 r. około godz. 2 Wacek unieszkodliwił psa, ale tym razem trucizna, którą włożył do kaszanki, tylko zwierzę osłabiła, o mało nie doszło do pogryzienia. Do domu przez okno otwarte przez Wacka weszli „Krupa”, Zbychu i „Młody”. Piąty bandzior czekał w samochodzie.

Zbychu miał się zająć panem domu, „Młody” – jego żoną, a „Krupa” z Wackiem poszli do Radka. Chłopca obudzili latarką i tekstem: „Spokojnie – to tylko napad”.

Na dole „Młody” uderzył rurką kobietę, licząc na jej utratę przytomności. Ta jednak wyrwała się i uciekła. Obudzony pan domu natychmiast rzucił się na napastnika, ignorując pistolet. Broń zacięła się, a w starciu wręcz bandyta nie miał szans.

W pokoju Radka sytuacja była równie gwałtowna. Chłopak z pozycji siedzącej zaatakował „Krupę”, choć ten celował do niego z broni. Pierwszy strzał trafił herszta w kolano. „Krupa” ryknął na Wacka, który ruszył mu na pomoc. Kolejne strzały dosięgły Radka. Wbiegł „Młody”, zobaczył rannego szefa, a w ogrodzie rozległ się krzyk matki wzywającej pomocy. „Młody” i Wacek spanikowali i uciekli.

Ojciec Radka trzymał próbującego się wyrwać Zbycha. Krzyk z pokoju syna sparaliżował go – puścił bandytę, który natychmiast uciekł. Wtedy zobaczył „Krupę” utykającego na schodach. Na podłodze leżała rurka porzucona przez „Młodego” – chwycił ją i zaatakował. „Krupa” padł po pierwszym ciosie, wrzeszcząc do kompanów: „Zabijcie go!”. Ci jednak nie odważyli się podejść, rzucali tylko z daleka drewnem do kominka.

W reakcji na krzyk żony: „Radek nie oddycha!” – ojciec pobiegł na górę i wezwał pogotowie. W zamieszaniu napastnicy wynieśli rannego herszta i uciekli. „Krupa” zachował zimną krew – kazał Wackowi spalić ubrania, które mieli na sobie podczas napadu. kilka mu to pomogło. niedługo został zatrzymany, ale nie sypnął kolegów. Ojciec Radka przez lata prowadził własne śledztwo.

Cała trójka, Włodzimierz O., Arkadiusz S. i Bogdan C., wówczas w wieku 48 – 55 lat, została zatrzymana w marcu 2002 r., a następnie tymczasowo aresztowana. Śledczy zabezpieczyli narzędzie zbrodni: pistolet gazowy Walther przerobiony na ostrą amunicję. Areszt był regularnie przedłużany, choć w marcu 2005 r. Bogdan C. wyszedł na wolność z powodu złego stanu zdrowia.

W tym samym miesiącu Sąd Okręgowy wydał pierwszy wyrok. Uznał, iż to Włodzimierz O. wraz z trzema kompanami napadł na dom w Łagiewnikach, zabił Radka i próbował zabić jego ojca; skazał go na dożywocie. Pozostałych oskarżonych uniewinnił. Od wyroku odwołali się prokurator, obrońcy i rodzice chłopca.

Sąd Apelacyjny utrzymał dożywocie dla Włodzimierza O., ale uchylił wszystkie uniewinnienia. Dlatego w 2008 r. cała trójka ponownie stanęła przed sądem. Sensacją było pojawienie się czwartego oskarżonego – Mariusza K., którego po pierwszym wyroku wytropił ojciec Radka przy pomocy Arkadiusza S.

Ostatecznie trzech oskarżonych skazano na 25 lat więzienia. Najłagodniej potraktowano Arkadiusza S., wcześniej uniewinnionego – dostał 3 lata i 3 miesiące. Sąd stwierdził, iż nie brał udziału w zabójstwie, ale pomagał w planowaniu napadu.

Na drugim procesie nie było Bogdana C. – od trzech lat się ukrywał. W grudniu 2008 r. sąd wydał za nim list gończy, a jego nazwisko trafiło na listę najbardziej poszukiwanych przestępców. Zmieniał miejsca pobytu, wynajmował mieszkania, nocował na działkach lub u znajomych kobiet.

Po blisko dziewięciu latach od tragedii pojawił się nowy trop – ucieczka za granicę. Łódzcy kryminalni ustalili, iż może być w Wielkiej Brytanii, a tamtejsi policjanci potwierdzili, iż 57-latek ukrywa się pod Londynem.

Po przekazaniu dokumentacji przez Biuro Międzynarodowej Współpracy KGP Bogdan C. został zatrzymany 2 listopada 2011 r. i trafił do aresztu deportacyjnego. 22 listopada przewieziono go do Warszawy w specjalnym konwoju lotniczym.

Przed napadem w 2002 r. był wielokrotnie notowany. W sumie spędził ponad 20 lat w więzieniu, a dzięki pracy policji nie uniknął kolejnych 22 lat za kratami.

W 2016 r. wróciłem do tej sprawy w cyklu „Skazani – wyznania zza krat”. We wrocławskim więzieniu odwiedziłem Bogdana C. Opowiadał o swoim przestępczym życiu, ale konsekwentnie zaprzeczał udziałowi w napadzie w Łagiewnikach. Mówił, iż nie ma pretensji o zasądzone 25 lat, bo za inne niewykryte przestępstwa mógłby dostać więcej.

Co zaskakujące, ojciec Radka również twierdzi, iż nie pamięta, by Bogdan C. był wśród napastników. Podobno wysyłał mu choćby paczki do wrocławskiego więzienia.

Idź do oryginalnego materiału