Drugie tchnienie, czyli jak Rita w wieku pięćdziesięciu trzech lat zakochała się w bezdomnym fizyku,…

polregion.pl 3 godzin temu

– Proszę pana, nie pchać się tak. Fuj. To od pana tak pachnie?
– Przepraszam mruknął mężczyzna, cofając się.
I jeszcze coś tam do siebie pod nosem wymamrotał. Niezadowolony, przygnębiony. Stał, licząc w dłoni jakieś drobniaki. Pewnie brakuje mu do butelki tak pomyślała Rita. Mimo woli zlustrowała mu twarz. Dziwne nie wyglądał na zalanego.
– Przepraszam, nie chciałam odezwała się niepewnie. Coś w niej nie pozwalało się po prostu odwrócić i odejść.
– Nic się nie stało.
Podniósł na nią wzrok miał niesamowicie niebieskie oczy, ani trochę nie wyblakłe. Byli chyba równolatkami. No, no takich oczu to ona choćby za młodu nie widziała.
Rita złapała go pod ramię i odprowadziła kawałek na bok, z dala od kolejki do kasy na dworcu w Gliwicach.
– Coś się stało? Może pomoc jakąś potrzebuje pan? próbowała opanować grymas na twarzy.
Wtedy Rita zrozumiała, czym adekwatnie od niego pachnie. Po prostu stary, zaschnięty pot. Facet milczał, schował drobniaki do kieszeni. Widać było, iż niezręcznie mu mówić, co i jak. Zwłaszcza przed taką zadbaną, elegancką kobietą.
– Mam na imię Rita. A pan?
– Jurek.
– Może jednak jakaś pomoc potrzebna? prawie narzucała się.
Zwykłemu menelowi się narzuca pomyślała z rozbawieniem. On spojrzał na nią tymi swoimi lazurowymi oczami i odwrócił wzrok. Westchnęła i już miała odchodzić, gdy on w końcu się odezwał:
– Pracy szukam. Nie wie pani, gdzie można tu coś dorobić? Coś przy naprawach, przy domowych rzeczach Wie pani, to duże osiedle. Tylko nikogo tu nie znam. Przepraszam
Rita słuchała w milczeniu. Jurek pod koniec już znowu zaczął coś mamrotać. Zastanawiała się, czy mądrze wpuszczać do domu obcego faceta. Akurat planowała wymienić kafelki w łazience. Syn obiecał, iż sam to zrobi, i wyraźnie prosił, żeby nie wynajmować żadnych fachowców sam mistrz od wszystkiego Tylko wiecznie w pracy, a czekać na niego można w nieskończoność.
– Umie pan kłaść kafelki? spytała Jurka.
– Umiem.
– Ile by pan chciał za łazienkę dziesięć metrów?
Facet zagwizdał cicho. Chyba zdziwiła go wielkość toalety.
– Muszę zobaczyć. A tak ogólnie, ile pani da.
Jurek zrobił remont solidnie i dokładnie. Na początku choćby spytał, czy może się wykąpać Rita była zadowolona, iż sam na to wpadł. Oby tylko nie zostawił po sobie żadnej zarazy Dała mu stare rzeczy po mężu, swoje wyprał. Z remontem uwinął się przez weekend. Zbił kafle, wyniósł gruz, narzędzia po sobie powycierał i odłożył na miejsce. Złapał się za kielnię i szpachelkę, a pod wieczór w niedzielę nowa glazura lśniła na podłodze i ścianach. Rita czuła się dziwnie, iż już kończy. Domyślała się, iż jest osobą bezdomną. Zostawiać go u siebie na noc? Dziwnie trochę. Wyrzucać o północy też nijak.
W sobotę spała czujnie, zamykając się w swoim pokoju i nasłuchując. Jurek był wykończony, spał twardo na kanapie w salonie.
– Zapraszam do odbioru pracy, pani Rito! zawołał w niedzielę.
Co tu dużo mówić, remont był jak spod igły.
– Jurek, a pan kim z zawodu? Rita nie mogła się nachwalić efektu.
– Nauczyciel fizyki. Po Uniwersytecie Śląskim.
– Żartuje pan?
– W życiu nie żartuję, pani Rito. Co do kafelków Każdy prawdziwy facet powinien umieć takie rzeczy. Przynajmniej ja tak myślę.
Rita przytaknęła, wyciągnęła przygotowane z kieszeni pieniądze nie żałowała. Dała mu tyle złotych, ile planowała zapłacić firmie remontowej. On schował kasę do kieszeni, choćby nie licząc, i już się szykował do wyjścia. Ubrał swoje wyschnięte rzeczy.
– Ej, chwileczkę! Tak po prostu pan wyjdzie? powiedziała Rita, trochę choćby oburzona.
– A cóż, coś się stało? Jurek spojrzał na nią znowu tymi obłędnie niebieskimi oczami.
– No zjedz pan coś! Cały dzień pan harował, tylko się pan o herbatę upomniał i nie chciał przerywać pracy.
Jurek przez moment się wahał, w końcu machnął ręką.
– Dobra, nie odmówię. Dziękuję.
Zjadła z nim dla towarzystwa kawałek dorsza, choć po osiemnastej zwykle już nic nie jadła. Okazało się, iż rozmowa z nim jest miła i lekka. Jurek był szalenie sympatyczny i wygadany. I bardzo mądry. Tylko miał w sobie coś zgubionego. Tego smutku i wyobcowania nie rozpuściła choćby ciepła domowa atmosfera czy prysznic potrzebował na to chyba czasu.
– Jurek, a co się panu tak adekwatnie przydarzyło? Wybaczy pan pytanie.
Długo milczał, po czym powiedział:
– Wie pani, jak zacznę opowiadać, wyjdzie patetycznie, sztucznie, jak bajka powtarzana tysiąc razy. A ja tego przez ostatnie lata nasłuchałem się do bólu. Tylko iż moja bajka była na serio. Ale po co to pani wiedzieć?
– Zwyczajnie zaskakuje mnie, iż taki człowiek, a w takim położeniu powiedziała Rita.
Jurek popatrzył jej głęboko w oczy, po czym oboje niemal jednocześnie wstali z miejsc. On ruszył do drzwi, ona wpadła na niego i zupełnie bezwiednie wszystko potoczyło się samo. Rita nie sądziła, iż w wieku 53 lat można jeszcze przeżyć coś takiego. Myślała, iż takie uniesienia zarezerwowane są dla młodych kipiąca, prawdziwa namiętność.
Potem Jurek opowiedział jej, jak osiem lat temu rzucił się ratować swojego ucznia zdolnego chłopaka, któremu groziło wciągnięcie w bardzo złą kompanię. Chłopak sam żałował, ale nie potrafił się wyrwać. Tak się zdarzyło, iż to Jurek, wtedy jeszcze wychowawca, poszedł na rozmowę z szefem tej bandy dwudziestokilkuletnim typem bez zasad. Rozmowy nie było: rzucili się na Jurka. Tyle iż on od lat trenował judo rozgonił to towarzystwo, ale jeden z nich, właśnie ten najważniejszy, niefortunnie poleciał wprost na betonową ścianę, łamiąc kręgosłup. Nie przeżył.
Jurek sam wezwał karetkę i policję. Był przekonany, iż najgorsze, co mu grozi, to przekroczenie granic obrony koniecznej. Więcej ludzi by zaatakowali myślał. Dostał za to wyrok z art. 148 kk, odsiedział osiem lat (z dwunastu), wyszedł przed terminem za wzorowe sprawowanie.
– I tam, w więzieniu, też są ludzie dodał tylko.
Po powrocie do domu okazało się, iż nikt na niego nie czeka. Matka zmarła, wcześniej sprzedała swoje mieszkanie i zamieszkała u brata, którego żona jasno oznajmiła:
– Tego kryminalisty to choćby duch tu niech nie zostanie.
Jego własna żona już dawno się rozwiodła i wyszła ponownie za mąż. Pojechał z Gdańska do Warszawy, ale tam też się nie wiodło. Nikt nie chciał zatrudnić faceta świeżo po więzieniu. Pośród mieszkańców dzielnicy przez jakiś czas próbował się podjąć różnej drobnicy spotkał się głównie z podejrzliwością, bywało i wrogo. Skończyło się tak, iż nie miał gdzie i za co mieszkać kolega, u którego się początkowo zatrzymał, kulturalnie wyprosił.
– Długo to trwa? spytała Rita, patrząc na żar papierosa Jurka.
– Dwie tygodnie już odpowiedział.
Palił jej papierosy. U Rity leżała paczka na czarną godzinę, bo raz na kilka lat sobie zapalała. Chciał iść po własne, ale nie pozwoliła mu. Teraz myślała, jak to jest dwa tygodnie nie mieć domu.
W ciemnościach łatwiej było się zwierzać. Rita wpuściła Jurka do swojego łóżka nie miała sensu udawać.
– Masz dowód osobisty?
– Mam parsknął. Ale meldunku brak. I tu leży większość problemów.
Jurek został. Żyło im się dobrze Rita załatwiła mu zameldowanie tymczasowe, a on znalazł pracę. Wprawdzie nie w zawodzie, ale jak na początek jako sprzedawca w sklepie z narzędziami to i tak było coś. Poza tym po godzinach (praca dwa na dwa) zaczął dorabiać jako korepetytor, powoli zbierając grono uczniów.
Tak minęły jakieś dwa i pół miesiąca. Aż tu do Rity przyjechał syn. Po wstępnym rozeznaniu zaprosił matkę na poważną rozmowę poza domem.
– Mamo, wywal go.
– Że co?! Rita oniemiała.
Od lat się nie wtrącał przecież.
– Powtarzam wywal. Ty myślisz, iż po co on się do ciebie przystawił? Bo nie ma gdzie mieszkać, na pewno nie z miłości!
Rita spoliczkowała syna.
– Nie waż się! Zostaw moje życie w spokoju.
– Mamo, chyba zapomniałaś, ale jestem twoim spadkobiercą. Nie zamierzam się z jakimś obcym typem dzielić, a jeżeli weźmiesz z nim ślub będzie miał prawo się ubiegać o wszystko po tobie. Ja na to nie pozwolę.
– No to mnie już grzebiesz za życia?! Cóż to, nie przeżyję ciebie?! Może jeszcze testament własnoręcznie napisać właśnie dla ciebie?
– Mamo, nie zmuszaj mnie do brzydkich działań. Po prostu ma go nie być. Potem nie miej do mnie żalu. Uprzedziłem.
Rita weszła do domu, tłumiąc łzy.
– Twój syn jest w policji? spytał Jurek krótko.
– Przepraszam, nie powiedziałam
– Nic nie szkodzi.
– Jest prokuratorem. Porządny facet, po prostu bardzo ostrożny. I o mnie się martwi.
– Co chcesz zrobić? spytał rzeczowo Jurek.
Rita siadła przy stole. Nie wiedziała, co robić. Syn jak powiedział, tak zrobi tej walki ona mogła nie wytrzymać.
– To powiem ja przerwał jej Jurek. Uzbierałem trochę pieniędzy. Na działkę tu u was nie wystarczy, ale dwadzieścia kilometrów dalej już ok. Postawimy na razie kontener, zaczniemy powoli coś stawiać. Korepetycje dalej będę prowadził, bez pracy mogę sobie darować. Sam ci zbuduję dom. Co ty na to?
Rita aż zamilkła z wrażenia. Przejął się jej komfortem.
– Przywykłaś do wygody. Ale to tylko tymczasowa niedogodność. Potem wszystko ci zrobię tak, jak trzeba.
– Mam oszczędności. Też mogę się dołożyć powiedziała zamyślona Rita.
– Nie śmiałbym cię prosić.
– A nie musisz! Sama chcę na nas przecież, to dla nas.
Jurek podszedł do niej, objął i przytulił mocno. Czuła się przy nim bezpieczna, kochana, tak ciepło
Wszystko załatwili gwałtownie kupno działki, przygotowanie formalności. Jurek bardzo naciskał, żeby Rita była właścicielką, ale ona nie chciała słyszeć.
– Mam mieszkanie. To, iż nas stąd wygnali, nie znaczy, iż go nie mam. Ty nie masz nic. No i nie zapomnij mam spadkobiercę! obróciła to w żart, przypominając sobie słowa syna.
Postawili kontener, załatwili prąd, a Jurek, zakasawszy rękawy, ruszył budować. Oszczędności Rity nie starczyło na całość, więc jeszcze bardziej zaangażował się w korepetycje urządził sobie kącik, by uczniowie nie widzieli, z czego wykłada. Cała kasa szła w dom cegła po cegle. Letnimi wieczorami rozkładali na swojej działce koc, leżeli na ziemi i patrzyli w gwiazdy.
– Co czujesz? przytulał ją wtedy Jurek.
– Drugie życie szeptała Rita.
– Ja! To ja czuję drugie życie śmiał się. A ty powinnaś czuć moją miłość.
Czuła. Bardzo mocno.
Kiedy Rita pojechała po rzeczy, bo nadchodziła jesień trzeba cieplejsze ubrania, koce, trochę garnków zastała syna w kuchni, palącego papierosa.
– O, cześć, synku. Ja tylko po rzeczy. Co u ciebie?
Dima spojrzał na nią opaloną, odmłodniałą, szczęśliwą.
– Mamo, o co chodzi? choćby już nie dzwonisz.
– No u nas tak chyba już jest. Pracujesz, to sam dzwonisz.
– Czemu cię teraz ciągle nie ma w domu?
– Bo tu już nie mieszkam. Przyjechałam po swoje. Mam nadzieję, iż mogę?
Syn milczał w osłupieniu. Jej nie tylko się odmieniła zewnętrznie. Była jakby lekka, szczęśliwsza.
– Synku, jak się wprowadzimy do nowego domu, to cię zaproszę. Teraz muszę lecieć
Rita zarzuciła dwie torby na ramiona, w przelocie całowała syna w policzek i gwałtownie wychodziła.
– Mamo, co z tobą? zawołał za nią.
Odwróciła się, uśmiechając się szeroko.
– Drugie życie, Dima. No i miłość. Oczywiście miłość! Pa, kochany! zaśmiała się i wybiegła.
Czas gonił dziś razem z Jurkiem miała robić ganek.

Idź do oryginalnego materiału