Dach naprawiony, woda leje się dalej, czyli historia miejskiej termomodernizacji za unijne pieniądze [FOTO]

1 godzina temu

Lokatorka z drugiego piętra cieszy się dziś z jednego: iż nie wyrzuciła starej, metalowej wanny. Przez lata służyła jej na strychu jako awaryjny zbiornik na deszczówkę, wyłapujący wodę przeciekającą przez nieszczelne poszycie. Gdy ruszyła miejska termomodernizacja, mieszkańcy kamienicy przy placu Ludowym 6 w Świdnicy odetchnęli z ulgą, bo prace objęły również dach. Czar jednak gwałtownie prysł. Wystarczyło kilka miesięcy od zakończenia inwestycji, by woda znów zaczęła lać się do środka. A to dopiero początek długiej listy niedoróbek inwestycji za ponad 700 tysięcy złotych.

​Zamiast oczekiwanego komfortu i ulgi – irytacja, poczucie zignorowania i strach przed każdym większym opadem. Tak dziś wygląda codzienność lokatorów miejskiego budynku przy placu Ludowym 6.

​Woda leje się po nowych rurach

– Naprawdę cieszyłam się, iż robią ten dach porządnie. Wcześniej przez trzy lata stawiałam wannę i miski, bo lało mi się przez strop do mieszkania. Całe szczęście, iż tej wanny nie wyrzuciłam – mówi lokatorka. Przed wlewającą się na strych wodą chroni nie tylko wanna, ale także wiadra i miski, ustawione zresztą w dwóch różnych miejscach.

​Podczas deszczu woda wciąż wdziera się na poddasze – tyle iż teraz ścieka prosto po świeżo zamontowanych, lśniących rurach spalinowo-wentylacyjnych.

​– Zamiast porządnego wykonania mamy bylejakość – nie ukrywają żalu mieszkańcy, którzy są tu tylko najemcami. Budynek i wszystkie mieszkania są własnością miasta.

​Bylejakość na każdym kroku

​Im dłużej lokatorzy przyglądają się efektom prac wyłonionego przez miasto wykonawcy, tym mocniej łapią się za głowę. Zamiast przewidzianych w projekcie solidnych metalowych drzwi wejściowych wstawiono drzwi drewniane. Przed wejściem na próżno też szukać zaplanowanego podjazdu – wykonawca miał wykonać specjalną rampę, by osoby z niepełnosprawnościami czy rodzice z wózkami dziecięcymi mogliby bez przeszkód dostać się do środka, ale podjazdu jak nie było, tak nie ma.

​Fatalne wrażenie sprawia również wnętrze klatki schodowej. Wykładzinę na korytarzach i półpiętrach położono bezpośrednio na stare, wydeptane deski, bez wcześniejszego przygotowania i wyrównania podłoża. W efekcie nowe gumoleum błyskawicznie zaczęło się fałdować.

Prawdziwą pułapką pozostają schody prowadzące na strych – są niestabilne, a z poręczy wystają gwoździe, stanowiąc realne zagrożenie dla wszystkich, kto próbuje tam wejść. Nie zadbano także o stopnie schodówz parteru na pietro – stopnice są nierówne, z dziurami, a po malowaniu farbą już nie ma śladu. Zdumienie budzi tez bylejakość naprawienia poręczy – zamiast stylizowanych tralek, jakie były tu pierwotnie, wstawiono zwykłe cienkie słupki, choćby niespecjalnie oheblowane (wg kosztorysu wartość jednego takiego słupka to 176 zł!). Poręcze też nie zostały porządnie oheblowane – widać ledwo pokryte farbą nierówności i ubytki.

​Bylejakość wyziera także na zewnątrz. Orurowanie odprowadzające wodę z dachu poprowadzono w sposób urągający sztuce budowlanej, przez co deszczówka wylewa się bezpośrednio na dobudówki, z których zresztą zdążyły już wyrosnąć bujne samosiejki.

Mieszkańcy zabiegali też o zamontowanie domofonu, by zabezpieczyć świeżo odnowioną klatkę i poczuć się bezpieczniej we własnych domach, ale spotkali się z odmową. Do budynku wyremontowanego za ogromne pieniądze swobodnie może wejść każdy.

​Jakby tego było mało, po zakończeniu ciężkich robót nikt nie zadał sobie trudu, by uporządkować i wyrównać teren wokół obiektu. Podwórze sprawia koszmarne wrażenie – cały plac oraz biegnący wokół chodnik są zarośnięte bujnymi chwastami. Inwestycja opiewająca na setki tysięcy złotych wygląda po prostu na porzuconą i całkowicie zignorowaną przez gospodarzy terenu.

​Pan Mariusz, lokator budynku, który regularnie opłaca czynsz i od początku monitorował przebieg tych prac, pytał Miejski Zarząd Nieruchomości, czy w związku z niedoróbkami złożono oficjalną reklamację u wykonawcy. Odpowiedzi się nie doczekał.

​Miliony z UE i prokuratorskie śledztwo

​Przypomnijmy, iż termomodernizacja budynku przy placu Ludowym 6 była częścią szerszego pakietu obejmującego trzy miejskie obiekty (również ul. M. Kopernika 3 oraz ul. F. Chopina 23-25). Całkowita wartość tego zadania opiewała na 3 334 461,08 zł, z czego blisko 2,67 mln zł stanowiło dofinansowanie ze środków Unii Europejskiej. Bezpośrednim wykonawcą prac przy placu Ludowym 6 była świdnicka firma P.P.H.U. BUD-POL Dariusz Dziedzic, wyłoniona w przetargu przez Miejski Zarząd Nieruchomości za kwotę 774 909,00 zł brutto. W sumie w tym samym czasie na zlecenie MZN termomodernizację przeszło 9 budynków miejskich za kwotę ok. 9 mln złotych (w tym 7 mln ze środków unijnych).

​Finał prac od początku obarczony był opóźnieniami. Okna wymieniano w grudniu, na progu mrozów, a elewację wykańczano w zimowej aurze. Lokatorzy alarmowali wówczas m.in. o zapiankowywaniu pęknięć na ścianach bez użycia wymaganych kotew usztywniających.

​Sprawą ostatecznie zajęły się organy ścigania. W kwietniu 2026 roku Prokuratura Rejonowa w Świdnicy wszczęła śledztwo w sprawie nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez pracowników MZN oraz Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego. Śledczy badają wątek poświadczenia nieprawdy w protokołach odbioru robót oraz ewentualnego użycia materiałów niezgodnych z projektem.

​Ze wszystkimi pytaniami i wątpliwościami mieszkańców dotyczącymi przebiegu prac, ich efektu końcowego, braku podjazdu, domofonu oraz wszechobecnych niedoróbek zwróciliśmy się do Miejskiego Zarządu Nieruchomości w Świdnicy. Do tematu powrócimy po otrzymaniu odpowiedzi.

Agnieszka Szymkiewicz

1 z 22
Idź do oryginalnego materiału