16 czerwca 1944 roku na trasie Bełżec–Rawa Ruska–Lwów doszło do jednej z tych zbrodni, które przez lata pozostawały zbyt słabo obecne w powszechnej pamięci. Kilka kilometrów od Bełżca, w rejonie wsi Zatyle, zatrzymano pociąg osobowy. Dla wielu pasażerów była to ostatnia podróż.
Według ustaleń historyków za napadem stali partyzanci Ukraińskiej Powstańczej Armii. Napastnicy mieli przeprowadzić selekcję podróżnych na podstawie dokumentów tożsamości. Osoby narodowości ukraińskiej puszczano wolno. Polaków wyprowadzano z wagonów do lasu. Tam zostali zamordowani.
Zbrodnia ta znana jest jako mord pod Bełżcem albo napad UPA na pociąg osobowy relacji Bełżec–Rawa Ruska–Lwów. W różnych opracowaniach pojawiają się różne liczby ofiar. Najczęściej mówi się o kilkudziesięciu zamordowanych Polakach. Według części źródeł było ich ponad 50, inne wskazują od 41 do 75 osób. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i dzieci.
Pociąg, który stał się miejscem selekcji
Był czerwiec 1944 roku. Trwała niemiecka okupacja, front wschodni przesuwał się coraz bliżej, a na ziemiach południowo-wschodnich narastał terror wobec polskiej ludności cywilnej. W tym czasie pociągi były dla wielu mieszkańców regionu jedynym sposobem przemieszczania się. Ludzie jechali do pracy, do rodzin, z towarem, z jedzeniem, w codziennych sprawach, próbując przetrwać w świecie, w którym normalność już dawno przestała istnieć.
16 czerwca pociąg osobowy wyruszył w kierunku Rawy Ruskiej i Lwowa. Około trzech kilometrów od Bełżca, w lasach w rejonie Zatyla, skład został zatrzymany. Według przekazów i opracowań historycznych maszynista narodowości ukraińskiej miał współpracować z napastnikami. Po unieruchomieniu pociągu do wagonów weszli uzbrojeni członkowie UPA.
Nie był to przypadkowy rabunek ani zwykły napad wojenny. Z relacji wynika, iż sprawcy wiedzieli, czego szukają. Pasażerowie byli legitymowani. Sprawdzano ich dokumenty, tak zwane kenkarty. To na ich podstawie ustalano narodowość podróżnych.
Ukraińców zwalniano. Polaków wyprowadzano z pociągu.
Las pod Zatylem
Najbardziej wstrząsający w tej historii jest jej zimny, zaplanowany charakter. Ludzie nie zginęli w wyniku przypadkowej strzelaniny. Nie byli ofiarami walki zbrojnej. Byli cywilami. Podróżowali pociągiem. Zostali zatrzymani, wybrani i wyprowadzeni na śmierć.
Według ustaleń historyków sprawcami byli najprawdopodobniej członkowie sotni „Siromanci” dowodzonej przez Dmytra Karpenkę, ps. „Jastrub”. Oddział ten działał w strukturach Ukraińskiej Powstańczej Armii. W polskiej pamięci UPA pozostaje formacją nierozerwalnie związaną ze zbrodniami popełnianymi na ludności cywilnej, przede wszystkim na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.
Mord pod Bełżcem wpisuje się w ten tragiczny ciąg wydarzeń. Pokazuje, iż ofiarami byli nie tylko mieszkańcy palonych wsi, ale również ludzie złapani w drodze, w pociągu, między jedną stacją a drugą. Nie chronił ich bilet, wiek, płeć ani fakt, iż byli zwykłymi cywilami.
Wśród zamordowanych byli mieszkańcy miejscowości z regionu, ale także osoby jadące dalej, w stronę Rawy Ruskiej i Lwowa. Wielu z nich do dziś pozostaje dla szerszej opinii publicznej anonimowymi ofiarami wielkiej historii.
Ciała wróciły na stację
Po dokonaniu zbrodni sprawcy odeszli. Ciała ofiar przewieziono później na stację w Bełżcu, gdzie próbowano dokonać identyfikacji. To musiał być jeden z tych obrazów, które zostają w pamięci na całe życie: pociąg, który miał przewozić ludzi, stał się niemym świadkiem ich śmierci.
Rodziny ofiar zostały z bólem, strachem i pytaniami, na które przez dekady nie było pełnych odpowiedzi. W realiach wojny, okupacji, późniejszego komunizmu i polityki przemilczania wielu tematów, pamięć o takich zbrodniach przez długi czas funkcjonowała przede wszystkim w rodzinach, lokalnych wspólnotach i środowiskach kresowych.
Dopiero po latach zaczęto przywracać tym wydarzeniom należne miejsce w historii.
Zatyle i Bełżec pamiętają
Dziś o ofiarach napadu przypominają pomniki i tablice pamiątkowe. Miejscem pamięci jest zarówno cmentarz w Bełżcu, jak i okolice Zatyla, gdzie doszło do tragedii. Na kamiennym pomniku w lesie znajduje się napis przypominający, iż 16 czerwca 1944 roku nacjonaliści ukraińscy wymordowali ponad 50 Polaków, pasażerów pociągu relacji Bełżec–Lwów.
Co roku realizowane są uroczystości upamiętniające ofiary. W 2024 roku obchodzono 80. rocznicę tej zbrodni. W Bełżcu złożono wieńce i zapalono znicze przy Pomniku Pomordowanych oraz przy zbiorowej mogile na cmentarzu parafialnym. Odprawiono także Mszę świętą w intencji ofiar. Pamięć o zamordowanych pielęgnują mieszkańcy, lokalne samorządy, historycy, regionaliści oraz Instytut Pamięci Narodowej.
To ważne, bo bez takich lokalnych miejsc pamięci wiele tragedii znika z ogólnopolskiej świadomości. A mord pod Bełżcem nie powinien być przypisem. To historia ludzi, którzy zostali zamordowani tylko dlatego, iż byli Polakami.
Rana, która nie jest tylko historią
Dziś, gdy relacje polsko-ukraińskie znów są przedmiotem wielkiej polityki, takie wydarzenia wracają z ogromną siłą. Nie po to, by budować nienawiść. Nie po to, by dzielić zwykłych ludzi. Ale po to, by jasno powiedzieć: prawda historyczna nie może być zakładnikiem bieżącej dyplomacji.
Polska od początku rosyjskiej agresji pomaga Ukrainie. Miliony Polaków otworzyły domy, szkoły, urzędy i serca. Państwo polskie udzieliło Ukrainie ogromnego wsparcia politycznego, militarnego i humanitarnego. To fakt.
Ale faktem jest również to, iż pamięć o ofiarach UPA pozostaje dla Polaków sprawą fundamentalną. Nie da się budować szczerego partnerstwa, o ile jedna strona oczekuje solidarności, a druga ma milczeć w sprawie swoich zamordowanych obywateli.
Mord pod Bełżcem pokazuje, dlaczego temat UPA jest w Polsce tak bolesny. Dla jednych to symbol ukraińskiej walki o niepodległość. Dla Polaków to przede wszystkim nazwa formacji, której członkowie mordowali cywilów: kobiety, dzieci, starców, ludzi bezbronnych.
Pamięć bez nienawiści, prawda bez przemilczeń
O takich wydarzeniach trzeba pisać odpowiedzialnie. Nie wolno ich wykorzystywać do atakowania współczesnych Ukraińców, którzy sami dziś są ofiarami rosyjskiej agresji. Ale nie wolno też udawać, iż zbrodnie nie miały miejsca albo iż można je przykryć ogólnymi hasłami o „trudnej historii”.
Prawdziwe pojednanie nie rodzi się z przemilczenia. Rodzi się z prawdy, uznania winy, szacunku dla ofiar i zgody na godne upamiętnienie zamordowanych.
Mord pod Bełżcem jest jedną z tych historii, które powinny być opowiadane młodemu pokoleniu. Nie jako lekcja nienawiści. Jako lekcja pamięci. Jako ostrzeżenie przed nacjonalizmem, który odbiera człowiekowi twarz, imię i prawo do życia.
16 czerwca 1944 roku polscy pasażerowie pociągu relacji Bełżec–Rawa Ruska–Lwów zostali zatrzymani, wyprowadzeni do lasu i zamordowani. Nie zginęli na polu bitwy. Nie byli żołnierzami. Byli cywilami.
Dlatego ich historia domaga się pamięci.
I dlatego Zatyle, Bełżec oraz ten zatrzymany w lesie pociąg są częścią polskiej pamięci o Kresach, Wołyniu i ofiarach ukraińskiego nacjonalizmu.










English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·