Pozostałe zgony

Księżniczka wystrzeliła siedem kul. "Sensacyjne morderstwo"
Seniorka oszukana na 150 tys. zł. Przestępcy kazali jej przysięgać na Pismo Święte
Psychiatra "od zabójców". To on bada, czy mogą stanąć przed sądem
28 lat od tragedii na Śniardwach. Jak doszło do katastrofy śmigłowca?
Weekendowy tata. Opowieść. Gdzie jest moja córka? — powtórzyła Olesia, czując, jak zęby szczękają jej nie wiadomo czy ze strachu, czy z zimna. Zosię zostawiła na urodzinach w sali zabaw galerii handlowej. Rodziców solenizantki znała tylko z widzenia, ale zostawiła córkę spokojnie — nie pierwszy raz na takiej imprezie, to przecież normalne. Tylko dziś się spóźniła — autobus długo nie nadjeżdżał. Galeria stała w niewygodnym miejscu, wszyscy podjeżdżali samochodem, którego Olesia nie miała. Dlatego zawiozła córkę autobusem, potem wróciła do domu — miała korepetycje, których nie mogła odwołać, a potem pojechała po Zosię. Spóźniła się zaledwie piętnaście minut — biegła przez oblodzony parking, aż zabrakło jej tchu. Teraz mama solenizantki, niziutka dziewczyna z okrągłymi, niebieskimi oczami, patrzyła na Olesię zdziwiona i powtarzała: — Przecież tata ją odebrał. Ale Zosia nie miała taty. No, może gdzieś był, ale córki nigdy nie widział. Olesia poznała Andrzeja przypadkowo — spacer z koleżanką bulwarem, koleżanka skręciła nogę, chłopaki zaoferowali pomoc. Tak jak w starym polskim filmie, skłamali, iż studiują na Uniwersytecie Warszawskim, iż tata jednej jest generałem, a drugiej profesorem. Po co to zrobili? Byli młodzi i głupi. Gdy Olesia zaszła w ciążę, a Andrzej dowiedział się, iż jest studentką pedagogiki, a jej tata to kierowca autobusu, wcisnął pieniądze na aborcję i zniknął. Aborcji Olesia nie zrobiła i nigdy tego nie żałowała — Zosia była jej towarzyszką, niezwykle rozsądną i niezawodną. Razem zawsze było im wesoło, gdy Olesia prowadziła zajęcia, Zosia bawiła się cicho lalkami, potem razem gotowały zupę mleczną albo jajko w koszulce, piły herbatę z ciasteczkami posmarowanymi masłem. Pieniędzy nigdy nie było zbyt dużo, wszystko szło na wynajem mieszkania, ale ani Olesia, ani Zosia nie narzekały. — Jak mogliście oddać moją córkę obcej osobie?! Głos Olesi drżał, a łzy napływały jej do oczu. — Jak obcej? — oburzała się niebieskooka kobieta. — Przecież ojciec! Olesia mogłaby powiedzieć, iż żadnego ojca nie ma, ale to niczego by nie zmieniło. Trzeba było biec do ochrony, żądać nagrań z monitoringu i… — Kiedy to było? — Jakieś dziesięć minut temu… Olesia rzuciła się do biegu. Ile razy powtarzała Zosi — nie chodź z obcymi! Ze strachu nogi odmawiały jej posłuszeństwa, przed oczami zamazywał się świat, kilka razy wpadła na kogoś, choćby nie przeprosiła, biegła dalej. Z jakiegoś przeczucia zawołała: — Zosia! Zosiaaa! W food courcie było głośno, nikt szczególnie nie zwrócił uwagi na jej krzyki, tylko kilka osób się obejrzało. Olesia łapała oddech, próbując zdecydować, gdzie szukać najpierw? Może jeszcze jej nie odprowadził, może… — Mamusia! Najpierw nie wierzyła oczom. Jej córka, w rozpiętej kurteczce, z buzią upaćkaną lodami, biegła w jej stronę. Olesia przytuliła ją z całych sił, jakby puszczenie jej groziło upadkiem, a może i tak by było, bo nogi się jej uginały. Z niemym wyrzutem spojrzała na mężczyznę. Elegancki, króciutko ostrzyżony, w śmiesznym swetrze ze śnieżynką i lodem w ręku. Chyba wyczytał z jej oczu, co miała mu powiedzieć, bo zaczął gwałtownie tłumaczyć: — Przepraszam, to moja wina! Powinienem był zaczekać, ale tak chciałem utrzeć nosa tym małym potworom! Wie pani, dokuczali jej, mówili, iż nie ma taty i iż nikt po nią nie przyjdzie, bo jest brzydka! Więc postanowiłem ich nauczyć — podszedłem i mówię: córeczko, zanim mama wróci, idziemy na lody. Przepraszam, nie pomyślałem, iż się pani tak przestraszy… Olesia nie zamierzała ufać temu nieznajomemu. Ale czy naprawdę Zosi dokuczali? Spojrzała córce w oczy, a ona natychmiast zrozumiała pytanie, pociągnęła nosem, podniosła głowę. — No i dobrze! Teraz mam też tatę! Mężczyzna rozłożył bezradnie ręce, Olesia nie mogła wykrztusić ani słowa. — Chodź, — w końcu wydusiła. — Już późno, spóźnimy się na autobus. — Zaczekajcie! — mężczyzna ruszył, zatrzymał się, niepewnie pomachał ręką. — Może was podwiozę? Skoro już tak wyszło… Niech się pani nie boi, nie jestem żadnym maniakiem! Nazywam się Artur. Jestem dobry! Tam siedzi moja mama, ona potwierdzi! Wskazał na kobietę w fiołkowych lokach przy stoliku, pogrążoną w czytaniu książki. — jeżeli pani woli, możemy podejść do niej, da mi najlepszą rekomendację! — Nie wątpię, — wycedziła Olesia, którą przez cały czas korciło, żeby porządnie trzepnąć nieznajomego. — Dziękujemy, poradzimy sobie. — Mamo… — Zosia pociągnęła za brzeg jej kurtki. — Niech wszyscy zobaczą, iż tata nas odwozi! Przy sali zabaw stała jeszcze solenizantka z mamą i druga dziewczynka; Olesia nie pamiętała jej imienia. W oczach Zosi błagało tyle prośby, a iść po lodzie w takim stanie byłoby ciężko. Więc Olesia zdecydowała. — Dobrze, — rzuciła. — Wspaniale! Zaraz, tylko powiem mamie! „Maminsynek,” — zanotowała złośliwie Olesia. W tej chwili kobieta przy stoliku pomachała jej życzliwie, Olesia gwałtownie się odwróciła. Co za głupia sytuacja! Po drodze starała się nie patrzeć Arturowi w oczy, ale nie mogła nie zauważyć, jak delikatny był w rozmowie z Zosią. Ta śpiewała jak skowronek, nie do zatrzymania — takiej jej nie znała. Przy bloku Zosia nagle była bardzo smutna. — Nie zobaczymy się już? — spytała cicho Artura, patrząc ukradkiem na mamę. Olesia poczuła na sobie jego wzrok i zrozumiała, iż prosi ją o zgodę. Już miała powiedzieć — nie, Zosia, to niegrzeczne, ale widząc jej zasmuconą buzię, nie dała rady. Uchyliła się spojrzeniem Artura, kiwnęła głową. — jeżeli pani pozwoli, mogę zaprosić Zosię w weekend do kina na bajkę. Była kiedyś w kinie? — Naprawdę? Nie, nigdy! Mamo, mogę pójść z tatą do kina? Olesia poczuła się niezręcznie, więc teraz to ona zaczęła tłumaczyć się szybko: — Dobrze, Zosiu, pozwolę, ale pod dwoma warunkami. Po pierwsze — musisz wiedzieć, iż nazywanie obcego człowieka tatą jest niegrzeczne, mów do niego wujek Artur, zgoda? I po drugie — pójdę z wami na bajkę, bo co ci zawsze mówiłam? Nie wolno chodzić z obcymi ludźmi, choćby jeżeli wydają się mili! — Ja też jej to mówiłem — wtrącił Artur. — Żeby nie chodziła z obcymi, — dopowiedział. — To mogę? — Przecież powiedziałam — tak. — Hurra!!! Olesia rozumiała, iż powinna uciąć te głupstwa w zarodku, ale nie mogła. Nikogo na świecie nie miała prócz Zosi. Może gdyby mogła kogoś zapytać o radę… Na przykład swoją mamę. Słabo ją pamiętała — mama zginęła, gdy Olesia miała pięć lat, tyle samo co teraz Zosia. Chłopiec wpadł do przerębla, wszyscy się bali, a ona wskoczyła. Chłopca uratowała, ale sama… Sama dostała zapalenie, zmarła w tydzień — miała cukrzycę, różne zdrowotne problemy. Zosi też przekazała cukrzycę, co Olesię bardzo martwiło. Do następnej soboty Olesia dużo rozmyślała, ale niepotrzebnie — wszystko potoczyło się inaczej, bo na seans Artur przyprowadził swoją mamę. — Żeby pani nie myślała, iż jestem dziwny, niech mama mnie zareklamuje, — uśmiechnął się. — Dziwny to ty jesteś, — powiedziała jego mama z taka czułością, iż od razu było widać, jak go uwielbia. Oczywiście gdy Artur odprowadził Zosię po popcorn, ona naprawdę go zareklamowała. — Pani pozwoli, możemy na „ty”? On też bez ojca dorastał. Cztery razy byłam zamężna, ostatni mąż był ideałem! Artur cały tata. A los sprawił, iż nie zdążył syna choćby wziąć w ramiona. Zawał. Urodziłam przed terminem, sama nie wiem, jak przeżyłam. Poprzedni mężowie pomagali… A pani się dziwnie patrzy? Z pierwszym mam super kontakt, drugi okazał się być „nie po naszej stronie”, a trzeci… kochał kobiety, jednej mu zawsze było mało. Chcieli Arturowi zastąpić ojca, ale tata to tata. Dlatego tak polubił Zosię — jego też w podstawówce dokuczali. Ile ja do nauczycieli chodziłam! Nic nie pomagało! Do czego był zdolny, by udowodnić innym chłopcom… raz prawie zginął… Kobieta była fascynująca. Niska, szczupła, z fiołkowymi włosami, w kostiumie z Vistuli i z tomikiem Chmielewskiej w ręku. Olesia bardzo ją polubiła. — Nie proszę się martwić, nic złego nie planuje, serce ma dobre, — puściła oko. — Zresztą, pani też mu wpadła w oko. Olesia się zarumieniła. Tego jeszcze brakowało! Czuła, iż nie powinna nic zaczynać, ale żal jej było Zosi… Po seansie wyciągnęła pieniądze za bilety, Artur pokręcił głową. — Zapraszam do kina, to ja płacę! Jej też się to nie podobało — zawsze płaciła sama, nie chciała od nikogo zależeć. A to, iż jej się spodobała — niedorzeczne, tak się w życiu nie dzieje. Gdy Artur odwiózł je do domu, Zosia zapytała: — Tata, gdzie pójdziemy następnym razem? — Zosiu! — upomniała ją Olesia. Dziewczynka śmiesznie zasłoniła usta dłońmi. — Może do Muzeum Zoologicznego? Co ty na to? — Świetnie! Mamo, pójdziemy? — Idźcie beze mnie, — odparła sucho Olesia. — Weźcie ze sobą panią Katarzynę, wspominała, iż lubi motyle. Pierwsza wysiadła z samochodu, chciała gwałtownie zakończyć tę scenę. Słyszała jeszcze kątem ucha, jak Artur mówi do Zosi: — Jak mama nie słyszy, możesz mówić do mnie „tata”. Tak Zosia zyskała niedzielnego tatę. Czasem Olesia chodziła z nimi, czasem puszczała Zosię, jeżeli dołączała Katarzyna, wciąż uważała Artura za obcego, choć dziewczynka zachwycona opowiadała, jaki jest wesoły i ciekawy. Emocje jej udzielały się mimowolnie, ale nie pozwalała im się rozwinąć — no bo jak to, żeby nagle przyjechał książę na białym koniu? Jego mama co chwila go zachwalała, więc Olesia zaczynała się zastanawiać — co z nim nie tak? Czy taka kobieta swatałaby syna z biedną dziewczyną? Ale serce Olesi powoli miękło. Artur był delikatny — zostawiał jej czekoladę na półce, zawsze pytał o zdanie, zanim zaprosił Zosię, starał się złapać jej spojrzenie w samochodzie. Ale najbardziej polubiła panią Katarzynę — była wspaniałą rozmówczynią! Gdyby Artur nie był jej synem, właśnie z nią Olesia chętnie by się radziła. Pewnego dnia zadzwonił, zaczął coś mówić o kinie. Zosia zaraz podbiegła — szeptem spytała: — To Artur? I usiadła zadowolona obok. — Tak, oczywiście, Zosia się ucieszy, — odpowiedziała Olesia z przyzwyczajenia. — Ale ja zapraszam i Zosię, i panią… To znaczy, chciałbym, żebyśmy poszli razem. We dwójkę. W tle Katarzyna: „No, wreszcie!” — Mamo, nie podsłuchuj! Oj, Olesia, przepraszam… Zawsze ucho nastawia. — Zaprosił cię do kina? — Zosia szepnęła. Olesia się roześmiała. — Mam tu własne ucho. Proszę, Artur… Ja… — Proszę nie odmawiać, jeden szans, obiecuję, będę rycerzem! — Powiedz jej o oczach, Artur, — nie dała spokoju Katarzyna. — Powiedz o oczach, to, co wtedy mi powiedziałeś, iż ma oczy swojej mamy… Jakby ktoś chlusnął zimną wodą. Olesia nie rozumiała — co z jej mamą? Artur coś krzyknął do matki, potem do Olesi: — Zaraz przyjadę i wszystko wytłumaczę. Można? Wyjaśnienia by jej nie zaszkodziły… Chodziła z kąta w kąt, gdy przyjechał, a Zosia, jakby czuła, siadła rysować przy stoliku. — Powinienem był się przyznać od razu, — zaczął Artur. — I chciałem, ale tak mi się spodobałaś… Nie chciałem, żebyś myślała, iż to przez twoją mamę. Bałem się, iż mnie znienawidzisz. Bo przecież ona zginęła przeze mnie… Mówił chaotycznie, skakał między wątkami, patrzył błagalnie. Olesię trzęsło jak wtedy, gdy myślała, iż Zosia zginęła. — Wybaczysz mi? Olesia przez cały monolog milczała, wycisnęła z siebie z trudem: — Muszę się zastanowić. — Mamo, wybacz tacie… Artur zrobił wielkie oczy do Zosi, przypominając ich układ. Spojrzał na Olesię. Powtórzyła: — Potrzebuję czasu. Muszę przemyśleć, rozumiesz? Miała milion pytań, ale nie potrafiła wykrztusić ani jednego. Za to gdy zadzwoniła Katarzyna, wszystko gwałtownie się wyjaśniło. — On nie wiedział, iż ona zginęła — chroniłam jego psychikę. Potem przypadkiem powiedziałam i Artur postanowił panią znaleźć. Tamtego dnia chciał się zapoznać i zaoferować pomoc, ale najpierw wyszło z Zosią, a potem pani… On zakochał się od pierwszego wejrzenia! Bał się, iż źle go pani odbierze. Niech go pani nie wini — Artur chciał udowodnić chłopakom, iż jest prawdziwym mężczyzną, choć nie ma ojca. Wszyscy bali się wejść na lód, a on wszedł i… Katarzyna nie naciskała, ale usprawiedliwiała syna. Za to Zosia naciskała, oj bardzo! — Mamo, przecież on jest dobry! Kocham cię, mówił mi! I naprawdę może być moim prawdziwym tatą! Olesia rozumiała. Ale czy to nie jest jakoś… niewłaściwie? Minął prawie miesiąc, a Olesia nie mogła z nim porozmawiać. Nie odbierała telefonu, nie czytała jego wiadomości. Im bardziej zwlekała, tym bardziej chciała zadzwonić. Ale to stawało się coraz bardziej niemożliwe. Zosia obudziła ją w nocy — płakała, mówiła, iż boli ją brzuszek. Już wieczorem skarżyła się, ale Olesia myślała, iż to kwaśny kefir. Teraz Zosia była rozpalona — choćby nie trzeba było mierzyć temperatury. Drżącymi rękami wybrała numer pogotowia, a potem — nie wie czemu — Artura. Przyjechał ze karetką. W dresach, rozczochrany, półprzytomny. Pojechał z nimi do szpitala, uspokajał, obiecywał, iż wszystko się dobrze skończy. Sam miał drżący głos. — Zapalenie otrzewnej — to nie najgorsze, — powtarzał. — Wszystko będzie dobrze, zobaczysz! Olesia sama chwyciła go za rękę — nie wiadomo, czy żeby jego uspokoić, czy siebie. W poczekalni było zimno, żadne z nich nie miało kurtki, siedzieli tak blisko siebie, ogrzewali się wzajemnie ciepłem. Do lekarza pobiegł pierwszy, pytał o operację. Olesia siedziała i nie śmiała się ruszyć. Gdyby coś się stało Zosi, nie przeżyłaby tego. Ale Zosia była dzielna. Lekarze zrobili wszystko jak należy, dziewczynka walczyła o siebie, choć, jak mówił lekarz, sytuacja była dramatyczna. — Jakby dobry anioł nad nią czuwał, — powiedział lekarz, a Olesia szeptała: dziękuję, mamo! Artur długo dziękował lekarzowi, ten kazał im wracać do domu — do Zosi jeszcze nie wolno, leży w reanimacji, rodzice mają odpocząć. Dowiózł Olesię pod dom, spodziewała się, iż poprosi, by wejść, ale milczał. Więc powiedziała: — Już świta. Chcesz, chodź na kawę. I zrozumiała, iż naprawdę chce by wszedł. I by został. Na zawsze. Zosia wracała do zdrowia zadziwiająco gwałtownie — lekarze i pielęgniarki byli zaskoczeni. — Bo teraz mam mamę i tatę, — mówiła. I nikt, prócz Olesi i Artura, nie rozumiał, dlaczego dziewczynka tak się cieszy…
Lawina porwała narciarzy. Troje nie przeżyło
Tajemnica śmierci Jeffreya Epsteina. Patolog żąda wznowienia śledztwa: to nie było samobójstwo
NYPD chwali się rekordem: najmniej strzelanin i morderstw w historii stycznia
Tajemnicza śmierć kobiety. Jej ciało znaleziono przy torach
Zabójstwo w Kaliszu. Śledczy zatrzymali 46-letnią kobietę podejrzaną o dokonanie zbrodni
Śledztwo w sprawie śmierci pasażerki pociągu. Ciało znaleziono na torach
Zwłoki mężczyzny samochodzie. Auto stało uruchomione w garażu
Montonio: 6-sekundowy check-out? Twoja konwersja spadnie o 68% (E-commerce bez tajemnic, odc. 22)
Zaraza i profanacja zwłok. Mroczna afera grabarzy z Frankenstein, która mogła zainspirować Mary Shelley
Historia Johna F. Kennedy'ego Jr. i Carolyn Bessette. "Ich małżeństwo wisiało na włosku"
Padli ofiarą oszustów “na BLIK-a”. Jak?
Reklamowała się kontaktami w biznesie i rządzie. Kilkanaście osób poszkodowanych
ARCHIWUM ZŁA: Nocne studium zbrodni na Zamku Piastowskim [ZAPOWIEDŹ]
Wraca sprawa tragedii w Szwajcarii. Brak prób ewakuacji w barze
Tragedia w Roszkowie. Sąd skazał Andrzeja J. za zabójstwo partnerki
Makabryczna zbrodnia w Warszawie. Zapadł wyrok w głośnej sprawie
Bartosz G., podejrzany o zabójstwo 16-letniej Mai, zostanie skierowany na obserwację psychiatryczną
Pomógł w zabójstwie trzech osób. Ihor L. usłyszał wyrok
Cztery ciała w jednym domu. Wyrok w sprawie makabrycznej zbrodni
68 połączeń przed potrójnym zabójstwem: Ukrainiec skazany na 25 lat
Tragedia na A1. Sebastian Majtczak podważa opinie biegłych. Wystąpił z oświadczeniem
"Niech Bóg mi wybaczy". Zabił swoją żonę, później opublikował wpis w internecie
Zabójstwo Mai z Mławy. Matka podejrzanego sieje hejt w internecie
Najczęstsze przyczyny śmierci kobiet w ciąży i po porodzie. Nowe dane z USA zaskakują
Dyskwalifikacja ukraińskiego sportowca na igrzyskach. Kontrowersje wokół kasku
Makabryczne odkrycie w Kaliszu. Śledczy badają sprawę
Ciało mężczyzn znalezione w mieszkaniu. Nieoficjalnie: „doszło do zabójstwa”
PILNE! Zabójstwo w Kaliszu. W jednym z mieszkań przy ul. Parkowej ujawniono zwłoki 49-latka
48-latek przestał zjawiać się w pracy. Tragiczne odkrycie w Szczecinku
Prokuratura podała przyczynę śmierci mężczyzny, którego ciało znaleziono w przepuście wodnym
Ciało mężczyzny znalezione w mieszkaniu. Dwie osoby zatrzymane
13-latek dźgnął dwóch kolegów w szkole w Londynie. Są zarzuty
Nie żyje słynna Giga. Chwilę wcześniej zginął jej syn. Co się dzieje z sokołami w Warszawie?
Lekarze w rękach policji. Śmierć pacjenta i nielegalny handel lekami
System odmłodził ją o 100 lat. 105-letnia seniorka straciła prawo do leczenia
37-latek znaleziony martwy. Opiekował się końmi
Zatrzymani dwaj lekarze oraz ich ,,pacjenci’’ odpowiedzą za nielegalny obrót produktami leczniczymi
Szef NATO o przesmyku suwalskim: w razie blokady nasza reakcja będzie zabójcza
Seria tajemniczych zabójstw w Górach Bałkańskich. Dlaczego zginęli "rangersi z Petrohan"?
Zaginiony w Tomaszowie: Tragiczny finał akcji poszukiwawczej
Szef NATO ostrzega Rosję. "Reakcja będzie zabójcza"
Majtczak: "OFIARY ZGINĘŁY W WYNIKU POŻARU, A NIE WYPADKU"(!)
Zabiła i ukryła ciało w ogrodzie. Polka skazana na dożywocie
Oszustwo na OLX: 61-latka straciła fortunę przez fałszywe e-maile