- Wyszliśmy z restauracji, weszliśmy na ten rynek. Leżały ciała przy ciałach, kogoś reanimowali - relacjonuje w rozmowie z Wirtualną Polską pani Klaudia, turystka z Łodzi. W momencie ataku w Krakowie przebywała z mężem i dziećmi w podziemnym lokalu. Od tragedii dzieliło ich zaledwie dziesięć minut.