34 lata bez odpowiedzi. Poznań pamięta o Jarosławie Ziętarze

1 godzina temu

Przy ul. Kolejowej 49 na poznańskim Łazarzu odbyły się uroczystości upamiętniające Jarosława Ziętarę. W wydarzeniu uczestniczył również przewodniczący Rady Miasta Poznania Grzegorz Ganowicz. Spotkanie było okazją nie tylko do oddania hołdu dziennikarzowi, ale także do przypomnienia jednej z najbardziej tajemniczych spraw kryminalnych w historii współczesnego Poznania.

Wyszedł do pracy i przepadł bez śladu

Jarosław Ziętara miał 24 lata, gdy rankiem 1 września 1992 roku opuścił mieszkanie przy ul. Kolejowej. Kierował się do pracy w redakcji „Gazety Poznańskiej” przy ul. Grunwaldzkiej. Według planu miał pojawić się tam około godziny 9. Nigdy jednak nie przekroczył progu redakcji.

Od tamtej pory jego los pozostaje niewyjaśniony. Kolejne postępowania prowadzone przez organy ścigania nie przyniosły odpowiedzi, gdzie znajduje się ciało dziennikarza i kto odpowiada za jego śmierć.

W 1999 roku Ziętara został uznany za zmarłego. Rodzina zdecydowała się na symboliczny nagrobek na cmentarzu w Bydgoszczy, jednak do dziś nie odnaleziono jego szczątków.

Dziennikarz interesował się aferami

Ziętara był absolwentem dziennikarstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jeszcze podczas studiów zdobywał doświadczenie w mediach. Współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą” i radiem akademickim.

W 1991 roku rozpoczął pracę w tygodniku „Wprost”, a kilka miesięcy później związał się z „Gazetą Poznańską”. Zajmował się przede wszystkim tematyką polityczną oraz sprawami gospodarczymi. Szczególnie interesowały go niejasne mechanizmy funkcjonowania biznesu w pierwszych latach transformacji ustrojowej.

To właśnie ten obszar jego działalności dziennikarskiej stał się później jednym z najważniejszych wątków śledztwa dotyczącego jego zaginięcia.

Śledztwo trwało latami

Pierwsze postępowanie w sprawie zaginięcia dziennikarza prowadzono w latach 1993–1995. Zostało ono jednak umorzone. Kolejne śledztwo, prowadzone pod koniec lat 90., doprowadziło śledczych do wniosku, iż Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Ze względu na brak ciała sprawę ponownie umorzono.

Do sprawy przez lata wracał dziennikarz Krzysztof Kaźmierczak, który konsekwentnie nagłaśniał zaginięcie swojego kolegi. Dzięki jego staraniom powstał również apel środowiska dziennikarskiego domagający się ujawnienia informacji dotyczących śledztwa i ponownego zajęcia się sprawą.

W 2012 roku postępowanie zostało wznowione już jako śledztwo dotyczące zabójstwa.

Czy poznański dziennikarz odkrył zbyt wiele?

W 2014 roku śledczy zatrzymali przedsiębiorcę, któremu prokuratura zarzuciła podżeganie do zabójstwa Ziętary. Według śledczych motywem miało być dziennikarskie zainteresowanie działalnością tzw. szarej strefy gospodarczej.

W toku procesu przesłuchiwano osoby związane zarówno ze środowiskiem biznesowym, jak i dziennikarskim oraz przestępczym. Pojawiały się zeznania dotyczące próby „uciszenia” dziennikarza.

Oskarżony ostatecznie został uniewinniony przez sąd. Wyrok został zaskarżony przez prokuraturę, a sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu.

Miejsce pamięci

Przy ul. Kolejowej 49 od lat znajduje się tablica przypominająca o Ziętarze. Jej przesłanie jest krótkie i jednoznaczne – informuje, iż właśnie w tym domu mieszkał dziennikarz, który 1 września 1992 roku został porwany.

Dla mieszkańców Poznania rocznica jego zaginięcia pozostaje symbolem niewyjaśnionej zbrodni i przypomnieniem o znaczeniu niezależnego dziennikarstwa. Po 34 latach pytanie pozostaje takie samo: co naprawdę wydarzyło się tego wrześniowego poranka i dlaczego Jarosław Ziętara nigdy nie dotarł do pracy?

Idź do oryginalnego materiału