Znowu się oblizuje! Michał, zabierz go stąd!
Patrzyłam z irytacją na Fafika, który nieporadnie podskakiwał mi pod nogami. I jak to się stało, iż udało nam się trafić na takiego łobuza? Tyle czasu zastanawialiśmy się i wybieraliśmy rasę, radziliśmy się hodowców i szkoleniowców. Rozumieliśmy, jak wielka to odpowiedzialność. W końcu postanowiliśmy przygarnąć owczarka niemieckiego w nadziei, iż zyskamy oddanego przyjaciela, pilnującego domu, a także obrońcę, zupełnie jak w reklamie: trzy w jednym. A tymczasem tego obrońcę trzeba samemu ratować przed podwórkowymi kotami…
Przecież on jeszcze szczeniak. Poczekaj, jak podrośnie, zobaczysz.
Aha. Czekam z niecierpliwością, aż z tego źrebaka wyrośnie mi dorosły pies. Wiesz w ogóle, iż on zjada więcej niż my oboje? Jak my go wykarmimy? I nie tup, głąbie, obudzisz dziecko! warczałam, zbierając porozrzucane przez Fafika buty.
Mieszkaliśmy przy alei Jana Pawła II, na parterze dużego powojennego bloku z niskimi oknami, prawie równymi z asfaltem. Lokalizacja świetna, gdyby nie jedno ale nasze okna wychodziły na mało uczęszczany, ciemny zakątek podwórka, gdzie wieczorami kręcili się podejrzani goście, czasem dochodziło do pijackich kłótni i bijatyk.
Prawie cały dzień spędzałam w domu sama z naszą nowo narodzoną córeczką, Małgosią. Michał od rana wychodził do pracy w Muzeum Narodowym, a wolny czas spędzał na targach staroci i wśród antykwariatów. Jego wyrobione oko historyka sztuki, jak to mawiałam oko-sokole potrafiło wyłowić z ogromu rzeczy skarby: dzieła sztuki, rzadkie książki, czy przedmioty codziennego użytku. Kolekcjonował z pasją. Niepostrzeżenie w domu zebrała się niezła kolekcja obrazów, a w kredensie z lat sześćdziesiątych lśniły talerze Bolesławca, porcelanowe figurki z PRL-u czy srebrne sztućce z początku wieku… Bałam się zostawać sama z tym całym dobytkiem i małą córeczką, bo w domu często zdarzały się włamania.
Aniu, jak myślisz, kiedy lepiej wyjść z Fafikiem? Teraz czy po obiedzie?
Nie wiem. A w ogóle to nie mój psi interes!
Usłyszawszy magiczne na spacer, Fafik, jak oszalały, pognał do przedpokoju aż się poślizgnął na zakręcie złapał smycz i wrócił, gotów wskoczyć na sufit. No koń, nie pies. Kocha wszystkich, do każdego się wdzięczy, każdemu przynosi piłkę, tylko goście niech nie próbują przekroczyć progu. Dusza na dłoni, poczciwina, a myśmy go przecież wzięli na ochronę! Tylko, iż on choćby za kotami nie gania biegnie do nich z piłką, zadowolony, liczy, iż zaraz się pobawi. No to dostał już parę razy po pyszczku. Koty na naszym podwórku są konkretne takich by się na stróża przyjęło… A jutro znowu cały dzień sama. Michał wyjeżdża do Kazimierza Dolnego na festiwal malarski, a ja co? Porcelanę mam pilnować i z tym łobuzem chodzić na spacery? Brakowało mi tylko takich atrakcji…
Mąż wstał bladym świtem, starając się nie budzić mnie i małej. Słyszałam jednak, jak zagotował się czajnik, jak brzęknęła smycz, jak Michał syczał na Fafika, by nie piszczał i nie trzaskał łapami. Przy tych domowych, znajomych odgłosach jeszcze na moment przysnęłam, a gdy Małgosia mnie obudziła, Michała już nie było. Dzień zaczął się zwyczajnie cicho, spokojnie. Czy to nie szczęście? Przyjaciółki wzdychały: Aniu, taka młoda wyszłaś za mąż, rozrywasz się między mężem a dzieckiem, cały dzień przy garach, życie cię tłamsi… Ale czy w tej codzienności nie ma swojego uroku? choćby jeżeli wszystko nie ułożyło się zgodnie z marzeniami czasem doskwierał brak pieniędzy, mąż znikał na długie godziny, w mieszkaniu było ciasno. Najgorsza była ta jego pasja w to wsiąkały nasze oszczędności Teraz jeszcze nowego członka rodziny przyprowadził, a ja się z nim użeram. W końcu jednak zrozumiałam: kocha się kogoś całego, z zaletami i wadami. Po co gonić za ideałem, skoro nikt go nigdy nie obiecywał? Gdy to do mnie dotarło, poczułam ulgę postanowiłam cieszyć się tym, co mam i nie rozczulać się nad tym, czego mi brakuje.
Siedziałam w pokoiku dziecięcym, karmiłam Małgosię, która usypiała przy piersi i musiałam czekać, aż się obudzi i znów zacznie jeść. Nagle zadzwonił domofon, ale nie zamierzałam otwierać nikogo się nie spodziewałam, a bez zapowiedzi nikt z końca miasta nie przyjedzie. Poranne godziny to mój ulubiony czas! Cicho, spokojnie, tylko cykanie starego zegara w korytarzu i przez uchylone okno dochodzą znajome od dzieciństwa dźwięki miasta: szum trolejbusów, prychanie samochodów, szuranie miotły po chodniku, dziecięce wrzaski… A gdzie ten łobuz? Już dawno go nie widziałam, co do niego niepodobne. Choć może nie taki z niego łobuz uszy jak trzeba, stoi na baczność, tylko z charakteru taki niepozorny. Mam teraz z nim żyć, karmić go i wyprowadzać, a pożytku zero. Lepiej było wziąć jamnika.
Małgosia, najedzona jak pijawka, odpłynęła w objęcia Morfeusza. Popatrzyłam na nią czule; cóż za cudowna dziewczynka nam się trafiła! Moje złotko szeptałam, kładąc ją do łóżeczka. Rośnij zdrowo… Czego nam trzeba więcej?
I wtedy z salonu dobiegł mnie dziwny odgłos. Coś między trzaskiem a piskiem. Wstrzymałam oddech, ściągnęłam z nóg kapcie i na palcach podeszłam do drzwi. Pierwsze, co mnie zaniepokoiło, to postawa Fafika stał schowany za zasłonką oddzielającą przedpokój od salonu. Spięty w niezwykłej pozycji, na lekko ugiętych łapach, z językiem na wierzchu i wpatrzony w głąb pokoju. Poszłam za jego wzrokiem i zmartwiałam: w oknie a dokładniej, w uchylonym lufciku tkwiła połowa faceta! Typowy kryminalista: łysa pała, ręce i ramiona już w środku, jęcząc próbował przecisnąć swoje chude, żylaste ciało. Nie mogłam uwierzyć, iż to się naprawdę dzieje! Co robić? Krzyczeć? On zaraz cały będzie w środku… Jeszcze sekunda i…
Nagły wrzask wyrwał mnie z odrętwienia. Czarny cień rzucił się na okno. Dopiero po chwili zrozumiałam to Fafik! Skoczył na parapet i złapał złodzieja za kark! A-a-a!!! zawył tamten gardłowym głosem i wytrzeszczył oczy. Wyskoczyłam na klatkę schodową, krzycząc o pomoc sąsiadom. Zaraz zbiegli się ludzie, ktoś wezwał policję. Ich obecność dodawała odwagi. Sama nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie oni…
Pokonałam lęk i podeszłam do intruza, byleby Fafik mu nie rozsławił gardła. Tego jeszcze brakowało! Ale mój pies mądry psiak złapał za kołnierz, nie za szyję; trzymał mocno, ale z rozwagą. Ani kropli krwi! Gdy złodziej próbował się wyrwać, Fafik tylko dociskał szczęki, ale gdy ten się uspokoił też nieco luzował chwyt. Skąd on to wszystko wiedział? Ten łobuz z piłką nagle zamienił się w profesjonalistę. Gdy tylko usłyszał hałas, nie zaczął szczekać, jak to bywało wcześniej. Zamiast tego schował się za zasłonką, poczekał, aż typ przysadzi się na dobre, by nie mógł już równie łatwo się wycofać, i dopiero wtedy zaatakował i to w punkt! Jakby ktoś wcześniej go przeszkolił: zatrzymać, nie uszkodzić. Tak właśnie mówią: nasze zadanie to zatrzymać, a potem niech wymiar sprawiedliwości rozstrzyga.
Nawet najstarsi policjanci nie pamiętali tak szczęśliwego oszusta gość wystraszony był bardziej niż dzień wcześniej jego ofiary. Ucieszył się, gdy przyszło mu wpaść w ręce mundurowych. Fafik, w przeciwieństwie, tak się wczuł w rolę, iż aż trzeba było go namawiać, żeby puścił gościa, zanim przyjechał policyjny przewodnik psów. Na wyraźne polecenie Fafik otworzył pysk! Wypuścił złodzieja, po czym usiadł przy oknie, patrząc oddanie w oczy przewodnikowi gotowy na kolejne rozkazy. Prawie jakby salutował!
Toście trafili z tym psem poklepał Fafika po karku policjant. Ja bym go do poszukiwań przygarnął…
Michał wrócił wieczorem. Cicho przekroczył próg, ale od razu stanął jak wryty. Pierwsze: Fafik leży na kanapie co było surowo zabronione. Drugie: leży rozciągnięty jak długi, w pełni zadowolony, a ja drapię go po brzuchu, głaszczę i cicho mu śpiewam:
Ty moje szczęście, mój ciepły zwierzaczku, rośnij na zdrowie! Ku euforii mamusi i tatusia! I jak ja cię mogłam tak niesprawiedliwie oceniać nie gniewaj się na mnie…
Tę historię usłyszałam kilka lat temu właśnie podczas festiwalu w Kazimierzu, od samego Michała historyka sztuki. Fafik pewnie opowiedziałby to jeszcze bardziej barwnie: jak tropił, jak chwycił i jak przekazał policjantowi. Długo o tym myślałam aż same palce świerzbiły, by to opisać. Więc dzielę się z wami bo są opowieści, które trzeba zapisać, nim pies ogonem je z kartki zetrze.

2 godzin temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·