Złodziej dobrych rad / Rozar

publixo.com 1 godzina temu



Ja jestem tym złodziejem dobrych rad.
Mam tą zdolność, już od dziecięcych lat.

Byłem niewinnym, trochę gapowatym chłopcem. Miałem dosłownie perłowe włosy, które w słońcu mieniły się lekko różowo, co czasami dawało złudzenie, iż jestem jakby łysy.

Na wakacje a potem na weekendy jeździłem na wieś do rodzeństwa swojej mamy i ich dzieci,- mego kuzynostwa.

Lubiłem to miejsce, moich wujków oraz niezwykłych kuzynów i kuzynki. Był to dom w połowie , ,otwarty,, pełen ludzi i wszelakich rozrywek. Często jeździliśmy nad jezioro, uprawialiśmy różne sporty, piliśmy alkohol a potem mieliśmy choćby zespół muzyczny, gdzie mie przygarnęli mimo pewnych braków w tej profesji.

Oczywiście była też praca, którą zapobiegliwy wujek nas obdarowywał.

Moje kuzynostwo jednak sprawiało pewne problemy wychowawcze i wspomniany wujek strofował, pouczał, tłumaczył itp. Reakcje kuzynów, były oczywiście niezbyt pozytywne a choćby gwałtowne, ponadto mieli po swojej stronie wujenkę, która chyba mimo swojej woli stawała po stronie nieograniczonej wolności kuzynostwa.
Doprowadziło to jednak do nieprzyjemnej sytuacji, iż dobry i porządny a zarazem mądry wujek był strofowany a choćby w skrajnych przypadkach zwyzywany.
Tak to oto moja skromna osoba znalazła się w samym środku tego konfliktu, który co jakiś czas powracał niczym tajfun nad rajskie plaże południowych wysp.

Byłem jednak osobą całkowicie postronną, która stała się świadkiem problemów rodzinnych typowych, i których pełno jest i było w ówczesnej Polsce.

Oczywiście na początku brałem stronę kuzynostwa i wujenki, jednak z czasem jak osoba postronna i niezwiązana emocjonalnie, mogłem pozwolić sobie jednak na głębszą refleksję dochodząc do przedziwnych wniosków, iż wujek powinien czasami uderzyć pięścią w stół i nie tylko w stół.
Oczywiście konflikt nie był jakiś poważny i secesje były raczej rzadkie, był to porządny dom. Choć oczywiście problem istniał.
Z czasem wujek – rad nie rad zdobywał się na łagodniejsze formy perswazji kształtowania swoich dzieci.
To były te rady, – które zuchwale kradłem a kuzynostwo moje najczęściej nimi pogardzało. Brałem te skarby w swoje dłonie i kradłem je nie budząc jakiegokolwiek sprzeciwu, ani też podejrzeń. Do tej pory żałuję, iż nie wziąłem ich więcej, ale cóż byłem młody nie wiedziałem wówczas, co jest naprawdę wartościowe.
I tak trwało to latami, ja zaś wyjechałem do odległego miasta i tylko sporadycznie odwiedzałem dom moich wakacji, aż sprawy się skomplikowały. Był to czas jakby trudniejszy dla tego domu, a wujek nie mógł już patrzeć na te lub tamte sprawy.

Gromił swoje dzieci a choćby się skarżył mojej matce, czyli swojej siostrze.
I wówczas to, przyjechałem ja, oczywiście nie mając pojęcia o napiętej sytuacji.
Z racji, iż jestem optymistą i ogólnie pozytywnie nastawionym człowiekiem, zacząłem się chwalić, jak mi to dobrze idzie, iż buduję duży dom i mam ze siedem samochodów - takich to a takich i dom taki to, a taki – wszystko super, bajka – sukcesów oraz dzieci cała gromada.
W oczach swych wujków jednak, dostrzegłem konsternację i wymowne odwracanie wzroku.
-O, coś jest nie tak, znowu za dużo się chwalę –pomyślałem.
I tu stała się rzecz straszna.
By poprawić nieco nastrój dodałem, iż to wszystko co mam, też,,…. i właśnie dzięki wujkowi.
Bo korzystałem z jego rad, a nawet, gdy miałem jakiś problem to intuicyjnie określałem jego zdanie i tym się to kierowałem w biznesie oraz podczas budowy domu pokonując problemy i osiągając takie sukcesy.
Czyli wujek mi radził choćby nie zdając z tego sobie sprawy !

Ooooo tego było już dosyć !

Jego krnąbrne dzieci, co nie potrafiły dobrze zawiązać związku małżeńskiego oraz ułożyć sobie życia, nie mówiąc o karierze, jawnie pogardzały jego doświadczeniem i mądrością,- a ten tu, – czyli ja, buduje swój piękny świat, właśnie czerniąc a choćby kradnąc dobre rady wujka Józefa.

Dodać należy, iż moi wujkowie nie mieli o mnie wcześniej jakiegoś specjalnie wygórowanego zdania.

Że wujkom zrobiło się smutno to mało powiedzieć.
A jak znam życie, mocno się przejęli, a na pewno wujek.
Za kilka dni wujek dostał wylewu i paraliżu.
Już do końca swoich dni leżał na łóżku przeżywając choćby swoją żonę.
Bardzo smutne, lubiłem ich.
Praktycznie oni mną się opiekowali jak własnym dzieckiem.

Dodać należy, iż to jego dzieci otoczyły go później troskliwą opieką kosztem swojego życia a choćby zdrowia.
A mi pozostaje tylko nadzieja, iż moje przechwałki nie były powodem tej dramatycznej sytuacji,…….. co jednak ze smutkiem podejrzewam.

Dodać należy, iż nie tylko kradłem rady wujka Józefa, ale i rodziców moich wielu przyjaciół.
Można powiedzieć, iż wchodziłem do domów, jako przyjaciel i kradłem to, co było przeznaczone dla dzieci domowników, a iż byłem w wielu domach to wiele podpatrzyłem i sporo ukradłem przyspieszając chyba swój rozwój i świadomość.
Nauczyłem się też, rozróżniać ludzi i ich mowę sortując na wartościowych i tych mniej. Dostrzegłem, iż to, co dzieje się wokoło nas, nie jest oczywiste i może być zupełnie inaczej niż nam się wydaje.
To dzięki memu złodziejstwu tych niematerialnych, ale wartościowych skarbów, potrafię zinterpretować wiele zjawisk używając wykładni i porównań mego wujka oraz wielu innych zacnych ludzi.
Dostrzegam też wiele analogii w moim życiu porównując je do obyczajów domu mego kuzynostwa.
Dlatego rozumiem wiele zjawisk i czasami skutecznie nim się przeciwstawiam, będąc często jednak traktowany – nomen omen jak mój wujek Józef.
Moja dosadna mowa choćby była najwartościowsza, z rzadka jest doceniana. Czasami choćby dopatruję się analogii do wujka Józefa i niejakiej Kasandry.
Czyżbym wraz z ukradzionymi dobrymi radami ukradł też jakoweś ukryte przekleństwo?


Wszystko na faktach i tylko faktach, choćby wspomniane imię.
Idź do oryginalnego materiału