Zastrzyk intensywnych wrażeń i emocji

2 dni temu

Czym jest przygoda

Paulo Coelho twierdzi: „Jeśli uważasz, iż przygoda jest niebezpieczna, spróbuj rutyny. Jest zabójcza”. A Jacek Pałkiewicz uzupełnia: „Przygoda? To koktajl ekscytujących doznań, który zamienia powszednie, mirażowe na pozór wydarzenie w prawdziwą przygodę, która burzy kompletnie oklepaną zwyczajność”.

Często pytano mnie, czym adekwatnie jest przygoda. Czy zaczyna się tam, gdzie kończy się asfalt? Czy wymaga egzotycznego krajobrazu, pustyni, oceanu, dżungli, wysokich gór? Czy musi pachnieć potem, strachem i ogniskiem rozpalonym pod obcym niebem? Przez wiele lat odpowiadałem niemal automatycznie, iż przygoda to przekraczanie granic. Dzisiaj, kiedy patrzę na własne życie z perspektywy człowieka, który przemierzył znaczną część świata, wiem, iż ta odpowiedź była prawdziwa, ale niepełna. Takie przeżycie nie zaczyna się bowiem na mapie. Zaczyna się w człowieku.

Można dotrzeć na koniec świata i nie przeżyć niczego istotnego. Można także nie opuszczać rodzinnego miasta, a dokonać rzeczy wymagającej większej odwagi niż niejedna wyprawa. Przygoda jest decyzją, iż nie pozwolimy, aby życie zostało za nas urządzone, przewidziane i zamknięte w bezpiecznym harmonogramie. Jest buntem przeciw gotowej przyszłości. Nie chodzi przy tym o lekkomyślność ani o pogardę dla zwyczajności. Chodzi o zgodę na to, iż najważniejsze rzeczy mają swoją cenę, a człowiek, który nie chce niczego ryzykować, często ryzykuje najwięcej – iż pewnego dnia odkryje, iż przeżył cudze życie.

Sam długo nie potrafiłem się pogodzić ze światem wyznaczającym mi z góry miejsce i granice. Dorastałem w rzeczywistości, w której paszport był przywilejem, a horyzont kończył się tam, gdzie zaczynał zakaz. Być może właśnie dlatego przestrzeń działała na mnie jak obietnica. Morze, nieznany ląd i biała plama na mapie nie były jedynie fragmentami geografii. Mówiły mi, iż istnieje świat większy od tego, który próbowano mi narzucić. Że można wyrwać się z kolein i samemu wybrać kierunek.

Moja pierwsza prawdziwa podróż nie zaczęła się od biletu. Zaczęła się od niezgody. Opuściłem Polskę, aby znaleźć się w obcym kraju, bez znajomości języka, bez pieniędzy i bez kontaktów, a potem od początku zbudować własne życie. Wówczas nie nazywałem tego przygodą. Była to raczej konieczność, codzienna walka o przetrwanie, o miejsce do spania, pracę i prawo do własnej przyszłości. Dopiero po latach zrozumiałem, iż najważniejsze wyprawy często zaczynają się właśnie w taki sposób: bez fanfar, sponsorów i kamer, od prostego postanowienia, iż nie pozwolimy się pokonać.

Przygoda nie jest wygodna, przeciwnie, najczęściej to zaprzeczenie komfortu. Kiedy samotnie przepływałem Atlantyk w szalupie ratunkowej, ocean nie przypominał romantycznych opisów z książek. Nie był błękitną przestrzenią wolności, dzień po dniu żyłem w ciasnej łodzi, wystawiony na słońce, wilgoć, zmęczenie i samotność. Był potężnym, obojętnym żywiołem, każda fala mogła zmienić mój plan, każdy błąd mógł się okazać ostatnim. Morze nie interesowało się moimi ambicjami. Nie wiedziało, kim jestem, czego pragnę i dlaczego tam się znalazłem. Właśnie ta obojętność natury jest jedną z najważniejszych lekcji, jakie może otrzymać człowiek. Wobec żywiołu tracą wagę tytuły, pozycja, pieniądze i starannie budowany wizerunek. Zostaje tylko to, co naprawdę nosimy

Jacek Pałkiewicz, reporter, odkrywca źródła Amazonki, survivalowy guru, uczył kosmonautów i jednostki antyterrorystyczne strategii przetrwania w nieprzyjaznych środowiskach

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.

Post Zastrzyk intensywnych wrażeń i emocji pojawił się poraz pierwszy w Przegląd.

Idź do oryginalnego materiału