W środę, 4 marca, do Komisariatu Policji w Urszulinie zgłosiła się roztrzęsiona 56-latka. Kobieta przyszła szukać pomocy w sprawie, która ciągnie się za nią od kilku lat. Jak zeznała, dawno temu sprzedała swój samochód marki BMW, jednak transakcja ta stała się początkiem jej wieloletnich problemó
w.Zagubiona umowa i lawina wezwańProblem polega na tym, iż kobieta nie dopełniła podstawowych formalności – nie zgłosiła sprzedaży auta w wydziale komunikacji ani u ubezpieczyciela. Co gorsza, z czasem zagubiła umowę sprzedaży, co drastycznie ograniczyło jej pole
manewru.Nowy nabywca, korzystając z okazji, nigdy nie przerejestrował pojazdu na siebie. Przez lata przedłużał ubezpieczenie OC, korzystając z danych poprzedniej właścicielki. W tym czasie kobieta wielokrotnie musiała tłumaczyć się policji z „wybryków” i wykroczeń drogowych popełnianych przez nowego właściciela. Prawdziwy cios nadszedł jednak
teraz.Kosztowne zaniedbanie: 10 tysięcy złotych karyKierowca BMW przestał w końcu opłacać składki ubezpieczeniowe. Ponieważ w dokumentach jako właścicielka wciąż widnieje 56-latka, to właśnie na nią nałożono karę za brak ciągłości ubezpieczenia OC. Kwota jest bagatelnela – to niemal 10 tysięcy złotych. Dopiero tak wysoka sankcja finansowa skłoniła kobietę do zgłoszenia sprawy organom ś
cigania.Jak uniknąć kłopotów?Policja przypomina, iż takie sytuacje nie są rzadkością, a prawo nakłada na sprzedającego konkretne obowiązki. Podinspektor Bożena Szymańska z Komendy Powiatowej Policji we Włodawie wyjaśnia procedury:- Przypominamy, iż na zbywcy pojazdu ciąży obowiązek zgłoszenia zbycia pojazdu (sprzedaż, darowizna) i należy go dopełnić w ciągu 30 dni od zawarcia umowy sprzedaży czy darowizny we adekwatnym miejscowo wydziale komunikacji lub online. Zgłoszenie jest bezpłatne, zaś niedopełnienie terminu skutkuje karą pieniężną. Dotychczasowy właściciel ma również obowiązek poinformować o zbyciu pojazdu ubezpieczyciela OC w ciągu 14
dni.Historia mieszkanki powiatu włodawskiego to przestroga dla wszystkich zbywców pojazdów. Samo podpisanie umowy nie kończy naszej odpowiedzialności za auto. Bez oficjalnego zgłoszenia w urzędzie, w oczach prawa oraz ubezpieczalni to my wciąż odpowiadamy za pojazd, niezależnie od tego, kto faktycznie siedzi za kierownicą.Czytaj też: