Z salonu fryzjerskiego na nekropolię. Jak Anna Moczydłowska ratuje żydowską pamięć Łomży [VIDEO i FOTO]

mylomza.pl 1 dzień temu
Na co dzień w jej dłoniach pracują nożyczki i grzebień – dba o fryzury i dobre samopoczucie łomżyniaków. Ale kiedy zamyka drzwi swojego salonu, Anna Moczydłowska zakłada robocze buty i idzie na ulicę Wąską 69. Tam, na blisko dwuhektarowym, trudnym i przez lata zarastającym terenie cmentarza żydowskiego, odgrywa się właśnie historia, o której w mieście znów zrobiło się głośno. Bez zadęcia, bez wielkich budżetów, za to z uporem, który kruszy urzędowe i społeczne lody.
Ludzie z wyrokami i dwa hektary historii

Pod koniec lipca 2026 roku na terenie cmentarza pojawił się niecodzienny widok: grupa mężczyzn ze sprzętem do koszenia, ciężko pracujących w pełnym słońcu. To osadzeni z Zakładu Karnego w Czerwonym Borze.

Skąd ten pomysł? Moczydłowska po prostu wzięła sprawy w swoje ręce, pojechała do dyrektora więzienia pułkownika Zbigniewa Jankowskiego i przedstawiła plan. Jak sama wspomina, dyrektor był jedyną osobą, która od razu i bez oporów podchwyciła pomysł. Szybkie porozumienie Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego z zakładem karnym i ekipa weszła na teren.


– Dla panów osadzonych to konkretna forma resocjalizacji. A dla mnie, jako osoby odpowiedzialnej za ten teren, to ogromna ulga. Dzięki ich żmudnej pracy nie muszę się już wstydzić, gdy przyjmuję tu potomków dawnych mieszkańców Łomży, którzy przyjeżdżają z całego świata szukać grobów swoich bliskich - zwierza nam pani Anna.
Idź do oryginalnego materiału