Wpadka policji po podpaleniu Starlinka. Sabotażystów puszczono wolno

6 godzin temu

Dwaj obywatele Turcji podejrzewani o podpalenie stacji Starlink na Mazowszu zostali wylegitymowani przez polską policję dzień po zdarzeniu, ale mogli odejść - ustaliła "Rzeczpospolita". Funkcjonariusz nie powiązał ich z pożarem. Blisko trzy tygodnie później mężczyzn ujęto w Niemczech. Dziennik ujawnia również, jak nagranie rozmowy w taksówce pomogło śledczym.

Polsat News
Nowe informacje o akcie dywersji na stację Starlink

Jak opisuje "Rzeczpospolita", 24 września miejscowy dzielnicowy sprawdził mężczyzn około 10 kilometrów od miejsca podpalenia. Policję zaalarmowali mieszkańcy, zaniepokojeni ich obecnością.

Jeden z Turków miał podać fałszywe dane osobowe. Pomimo wątpliwości dotyczących dokumentów obu pozwolono odejść.

"Podczas legitymowania nie było podstaw do zatrzymania mężczyzn" - przekazała dziennikowi policja. Nieoficjalnie funkcjonariusze tłumaczyli, iż rozważano wtedy również samozapłon w stacji Starlink.

ZOBACZ: Podpalenie stacji Starlink na Mazowszu. Zatrzymano trzecią osobę

Według ustaleń gazety mężczyźni później pojechali taksówką do Warszawy. Mieli mokre, brudne ubrania i twierdzili, iż nocowali w lesie.

Kierowca nagrał ich rozmowę. Po przetłumaczeniu ujawniono w niej słowa o "akcji", "bazie" i "satelicie". Podejrzanych ze sprawą powiązały również ślady linii papilarnych.

Atak na Starlink na Mazowszu. Śledczy wskazują na rosyjskie służby

Do pożaru naziemnej stacji łączności satelitarnej Starlink w Woli Krobowskiej w powiecie grójeckim doszło 23 września. Prokuratura Krajowa poinformowała, iż ogień był wynikiem podpalenia. Śledztwo dotyczy działania na rzecz obcego wywiadu, aktu dywersji oraz przestępstwa o charakterze terrorystycznym.

Według prokuratury celem sprawców było zakłócenie łączności internetowej systemu Starlink w Polsce oraz innych krajach Europy Środkowej i Wschodniej. Postępowanie powierzono ABW i CBŚP.

ZOBACZ: Śledztwo ujawnia tajne plany Rosji i Chin. Starlink na celowniku

Zatrzymanie dwóch obywateli Turcji na terenie Niemiec ogłoszono 12 października. Jak poinformowało MSWiA, podstawą były materiały przygotowane przez polską policję, ABW i prokuraturę oraz wystawione wcześniej Europejskie Nakazy Aresztowania.

- Nie mamy żadnych wątpliwości, iż za tym aktem dywersji stoją rosyjskie służby. Coraz częściej rosyjskie służby sięgają po ludzi związanych ze światem kryminalnym - mówił minister koordynator służb specjalnych Tomasz Siemoniak.

W tej samej sprawie zatrzymano również kobietę. Informację potwierdził 13 października Polsat News w Komendzie Głównej Policji. Według doniesień RMF FM miała ona pomagać w organizacji podpalenia.

WIDEO: Marek Migalski skrytykował plan Donalda Tuska. "Wszystko, żeby przegrać".
Idź do oryginalnego materiału