To jedna z tych spraw, w których żadna z teorii wydaje się nie mieć do końca sensu. Opowieść o zaginięciu 20-letniego Wojciecha Gorzkowskiego w grudniu 2007 roku to historia pełna ślepych zaułków i niewyjaśnionych poszlak.
Wojtek, rocznik 1987, dorastał we Wrocławiu. Był chłopakiem, który na pierwszy rzut oka miał wszystko, by odnieść sukces. Od najmłodszych lat lubił sport – być może za sprawą ojca, który był zawodowym sędzią sportowym. Wojtek trenował siatkówkę, dbał o formę na siłowni i świetnie radził sobie w szkole. Uchodził za najlepszego ucznia w podstawówce, gimnazjum, a potem w liceum. Naturalną koleją rzeczy były studia – wybrał zarządzanie i inżynierię produkcji na Politechnice Wrocławskiej. Miał też dziewczynę, z którą tworzył udany związek.
Największe hobby Wojtka
Jednak jego największą, pochłaniającą mnóstwo czasu i pieniędzy pasją, była motoryzacja. 20-latek był dumnym właścicielem rzadkiego, ciemnogranatowego Audi 200 Turbo Quattro z 1989 roku (nr rej. DB 36863). Jak sam pisał na jednym z popularnych wtedy forów internetowych (gdzie znany był pod pseudonimem „Ciechwoj”):

„Samochód moich marzeń, taki zawsze chciałem i taki dane mi było kupić, w stanie gorszym niż na zdjęciach, ale od czego mam dwie ręce (…). Nie marzę, moje marzenie widzicie obok, a więc jednak się spełniają.”
Wojtek inwestował w Audi mnóstwo energii – prał tapicerkę, naprawiał oświetlenie, lakierował zderzaki. Należał do Klubu Audi Polska, a auto miało charakterystyczną naklejkę na tylnej szybie.
Kłótnia i wyjazd w nieznane
W 2007 roku rodzina Gorzkowskich mieszkała już w Długołęce pod Wrocławiem. Przeprowadzka ta, jak podają źródła, była koniecznością, a nie wyborem. Wojtkowi nie do końca ta sytuacja odpowiadała.
W sobotę, 15 grudnia 2007 roku, między 20-latkiem a jego ojcem wywiązała się awantura. Poszło o odebranie młodszego brata z turnieju, ale też – jak to w rodzinach bywa – „o całokształt”. Zdenerwowany Wojtek w końcu rzucił, iż „jedzie przed siebie” i ruszył do wyjścia. Ojciec zdążył go jeszcze zapytać: „Czy znajdziesz takie miejsce, gdzie cię bardziej szanują? Gdzie cię bardziej kochają?”.
O 18:30 Wojtek wsiadł do swojego Audi i odjechał. Pół godziny później widziano go we wrocławskim C.H. Korona, gdzie rano zakupił nowy telefon komórkowy. Tego wieczoru wysłał jeszcze dwa SMS-y – jeden do koleżanki z Krakowa, drugi do kolegi, z którym chciał umówić się na bilard. Około godziny 21:00 telefon zamilkł na zawsze.
Gdy Wojtek nie wrócił na noc, rodzice początkowo uznali, iż po prostu postanowił przenocować u dziewczyny, by ochłonąć po kłótni. Kiedy jednak następnego dnia to ona zaniepokojona zadzwoniła do nich, bo nie mogła skontaktować się z chłopakiem, bliscy zaczęli podejrzewać, iż stało się coś złego. Wojtek był zwykle bardzo odpowiedzialny.
Złodziej na stacji paliw
Szybko pojawił się bardzo konkretny, ale i mylący trop. Okazało się, iż 15 grudnia o godzinie 22:50 na stacji benzynowej w pobliżu Długołęki ukradziono paliwo na kwotę 150 zł. Sprawca poruszał się rzadkim Audi 200 – zdemontowano z niego tablice rejestracyjne, ale auto otworzono kluczykiem. Na nagraniu z monitoringu, niestety bardzo słabej jakości, widać osobę w pasiastym swetrze (podobny miał zaginiony) i białych sportowych butach.
Wydaje się, iż sprawca jest łysy, choć Wojtek był bardzo jasnym blondynem i na nagraniu kolor włosów mógł zlać się ze skórą. Zauważono też jasną plamę na fotelu pasażera, co mogło sugerować osobę towarzyszącą. Czy to Wojtek ukradł paliwo, bo skończyła mu się gotówka na utrzymanie auta (spalało 16 litrów gazu na 100 km)? Zgadzała się postura, jednak sprawa do dziś nie jest przesądzona.
Śledztwo ruszyło dwutorowo. Policja sprawdzała m.in. trop wyjazdu do rodziny w Wielkiej Brytanii. Chłopaka nie było jednak na listach pasażerów linii lotniczych i autobusowych. Należy dodać, iż koledzy z Klubu Audi Polska wykazali się wielką determinacją. Prowadzili własne patrole uliczne w poszukiwaniu charakterystycznego wozu. W grudniu ktoś zauważył auto bez tablic przy ul. Litomskiej we Wrocławiu.
Odnalezienie auta zaginionego
Przełom (choć pozorny) nastąpił pod koniec stycznia 2008 roku. Dzielnicowy zauważył znajome Audi zaparkowane przy ulicy Ścinawskiej, zaledwie 350 metrów od ulicy Litomskiej, gdzie ostatnio logował się telefon Wojtka. Samochód był zamknięty, miał uszkodzony zderzak, odpryski lakieru, zbitą lampę i… uchylony szyberdach, co było zupełnie nie w stylu dbającego o auto właściciela. Wewnątrz nie znaleziono śladów walki ani krwi.
Policji udało się dotrzeć do świadka, który w pierwszy weekend stycznia widział ten samochód. Zeznał on, iż z Audi wysiadła grupa sześciu 18-latków (czterech chłopaków i dwie dziewczyny). Po okazaniu zdjęcia zaginionego, świadek stanowczo stwierdził, iż Wojtka wśród nich nie było. Policja do dziś zasłania się tajemnicą operacyjną w sprawie szczegółów śledztwa.
Co spotkało Wojtka?
Wojtek Gorzkowski1. Samobójstwo
Młodszy brat zaginionego (wówczas 13-letni) z perspektywy czasu ocenił, iż Wojtek mógł zmagać się z depresją. Przestał błyszczeć na studiach, spędzał całe dni w łóżku lub przed komputerem, zgasła jego ambicja. Dziewczyna również zauważyła, iż stał się apatyczny i oddalał się od niej. Z kolei na krótko przed zniknięciem jego nastrój rzekomo uległ nagłej poprawie – co w psychologii bywa sygnałem, iż chory podjął ostateczną, dającą mu spokój decyzję. Być może kłótnia z ojcem (możliwe, iż na tle finansowym) była zapalnikiem. Problem tej teorii? Nie odnaleziono ciała, a ktoś musiał wejść w posiadanie auta i kluczyków.
2. Morderstwo na tle rabunkowym
Rzadkie Audi mogło wpaść komuś w oko. Może Wojtek zatrzymał się, by przemyśleć kłótnię i padł ofiarą napaści? Kochał ten samochód i z pewnością nie oddałby go bez walki. Sprawcy mogli wywieźć go do lasu i zabić, a po czasie – widząc rozgłos wokół sprawy – porzucić auto, z którego wcześniej zaczęła korzystać grupa przypadkowych nastolatków. Jednak kradzież paliwa na monitoringu nie pasuje do profilu morderców dbających o zatarcie śladów.
3. Świadoma ucieczka
Pojawiały się plotki o ucieczce do Legii Cudzoziemskiej, ale ten wariant ma najwięcej luk. Wojtek nie zabrał ubrań, paszportu ani oszczędności. Przede wszystkim jednak na pewno nie oddałby obcym osobom swojego wymarzonego samochodu, by wyjechać z niczym.
Od tamtej grudniowej nocy minęło już blisko 20 lat. W dniu zaginięcia Wojciech (183 cm wzrostu, szczupły, szaro-niebieskie oczy) miał na sobie ciemne jeansy, białe buty Nike, czarną materiałową kurtkę i ciemny sweter. Gdzieś z pewnością żyją ludzie, którzy znają prawdę o jego losie – na przykład 18-latkowie z ulicy Ścinawskiej. Dopóki jednak nikt nie przerwie zmowy milczenia, zagadka granatowego Audi 200 pozostanie nierozwiązana.








English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·