24 miliony euro – tyle zdaniem francuskiej służby celnej wart był ładunek kokainy ukryty w ciężarówce skontrolowanej niedaleko Lyonu. Narkotyki miały na dłuższy czas zasilić tajne magazyny mafii w Polsce oraz w Holandii i dać zaopatrzenie dealerom. Polskiego kierowcę, który podjął ryzyko przewiezienia gigantycznej ilości kontrabandy, ściga teraz zarówno wymiar sprawiedliwości, jak i mafia.
Rutynowa kontrola
W sobotę 15 marca 2025 roku na autostradzie A7, łączącej Marsylię (miasto nad brzegiem Morza Śródziemnego) i Lyon (trzecia co do wielkości metropolia Francji), panował mniejszy ruch niż zwykle. Tego dnia pogoda nie sprzyjała weekendowym wycieczkom, a w wolny dzień większość zawodowych kierowców odpoczywała w zaciszu domów. Na drogę wyjechali natomiast w cywilnych samochodach funkcjonariusze francuskiej służby celnej. Patrolowali autostradę w poszukiwaniu tira na polskich numerach rejestracyjnych, w którym miał być przewożony na północ gigantyczny ładunek narkotyków. Taką informację trzy dni wcześniej przekazali koledzy z Polski i Hiszpanii. Polskie CBŚP uzyskało informacje z wielu źródeł, iż główni dealerzy spodziewają się dużego ładunku kokainy, który został przemycony do Europy i niedługo ma przyjechać z Hiszpanii. Hiszpańscy stróże prawa potwierdzili to dzięki agentom umieszczonym w strukturach przestępczych i bardzo starali się ustalić szczegóły. Niestety, ich informator nie był w stanie podać konkretów. Dopiero około 10 marca przekazał wiadomość, iż ogromny ładunek kokainy pojedzie do Holandii, a stamtąd do Polski, ukryty w ciężarówce zarejestrowanej w naszym kraju. Informator hiszpańskiej policji, niestety, nie potrafił podać więcej szczegółów. Również CBŚP nie otrzymało tak dokładnej informacji. Policjanci zdecydowali się więc kontrolować wszystkie ciężarówki na polskich tablicach rejestracyjnych. I o to samo poprosili inspektorów kontroli drogowej i celników w swoich krajach. To sprawiło, iż w sobotę 15 marca przed południem dwaj francuscy celnicy zwrócili uwagę na tira jadącego w stronę Lyonu. Tuż za zjazdem do miasteczka Solaize jeden z celników nakazał kierowcy zjechać na plac postojowy, gdzie znajdował się punkt kontroli celnej, a w nim bramki do prześwietlania wnętrza pojazdów.