Weszła do obcego domu i zaczęła sprzątać. Na stole zostawiła rachunek

1 godzina temu

Nieznajoma od sprzątania

Był 22 maja 2012 roku. Susan Warren mieszkała w Elyrii w stanie Ohio i prowadziła działalność związaną ze sprzątaniem. Tego dnia przejeżdżała przez Westlake, kiedy zwróciła uwagę na jeden z domów przy Dover Center Road. Później tłumaczyła policji, iż "chciała mieć coś do roboty". Drzwi były otwarte, więc weszła do budynku, mimo iż nikt z mieszkańców nie zamawiał jej usług, ani nie wyraził zgody na wejście. W domu przystąpiła do pracy. Umyła pozostawione kubki po kawie, wyniosła śmieci, odkurzyła podłogi i starła kurz. Nie zabrała pieniędzy ani żadnych przedmiotów. Cała sytuacja mogłaby przypominać pomyłkę pracownicy firmy sprzątającej, gdyby nie jeden szczegół: Warren doskonale wiedziała, iż nie została tam zatrudniona. W tym samym czasie na piętrze spała 19-letnia córka właścicieli, Mallory Bush. Dziewczyna usłyszała, iż ktoś porusza się po domu, ale początkowo nie uznała tego za zagrożenie. Sądziła, iż do środka mogła wejść jej siostra albo iż rodzice wynajęli osobę do sprzątania. Dopiero po przebudzeniu zauważyła poprzesuwane rzeczy i wyraźnie posprzątane pomieszczenia. Na stole czekało jednak coś jeszcze. Na zwykłej serwetce Warren napisała, iż posprzątała dom, po czym wystawiła właścicielom rachunek na 75 dolarów. Zostawiła również swoje imię, nazwisko, adres oraz numer telefonu. Według średniego kursu NBP z 22 maja 2012 roku żądana przez nią kwota odpowiadała około 254 zł.

Mallory skontaktowała się z matką. Gdy opowiedziała o nieznajomej osobie i pozostawionym rachunku, usłyszała, iż rodzina żadnej sprzątaczki nie zatrudniała. Właściciele powiadomili policję, a jednocześnie zadzwonili pod numer zapisany na serwetce. Warren nie twierdziła, iż pomyliła adres. Przyznała, iż była w ich domu, a jako jeden z powodów swojego zachowania wskazywała potrzebę zarobienia pieniędzy. Najbardziej zdumiewające było jednak jej późniejsze tłumaczenie. Warren przekonywała, iż podobne zachowanie nie było dla niej czymś niezwykłym. Miała mówić, iż zdarzało jej się wchodzić do domów, sprzątać je i pozostawiać właścicielom rachunek. Gdy właścicielka Sherry Bush próbowała ustalić, czy doszło do pomyłki, usłyszała, iż nie - kobieta uważała, iż wyświadczyła rodzinie przysługę. Pozostawienie pełnych danych znacznie ułatwiło policji ustalenie jej tożsamości. 53-latka została zatrzymana, a początkowo postawiono jej poważny zarzut włamania. niedługo historia kobiety, która bez zaproszenia weszła do cudzego domu, zrobiła porządek i jeszcze zażądała zapłaty, zaczęła żyć własnym życiem. Amerykańskie media nadały Susan Warren przydomek "Cleaning Fairy" - "Sprzątająca Wróżka". Jej sprawa nie zakończyła się jednak na medialnej ciekawostce.

Zamiast więzienia dostała dozór

Na początku listopada 2012 roku Susan Warren przyznała się przed sądem do usiłowania włamania. 26 listopada zapadł wyrok. 53-latka uniknęła więzienia, ale została objęta rocznym nadzorem kuratorskim i zobowiązana do wykonania 20 godzin prac społecznych. Sąd nałożył na nią także grzywnę odpowiadającą wówczas około 500 zł. Łagodniejsza kara nie oznaczała, iż zachowanie Warren potraktowano jak niewinny żart. Fakt, iż niczego nie ukradła, nie zmieniał najważniejszej okoliczności: znalazła się w cudzym budynku bez zgody jego mieszkańców. Sama podczas postępowania nie przedstawiała zdarzenia jako przypadkowej pomyłki. Wcześniej mówiła, iż potrzebowała pieniędzy i uważała reakcję właścicieli za przesadzoną. Po wyroku mogło się wydawać, iż historia dobiegła końca. Warren dostała szansę, by pozostać na wolności pod warunkiem przestrzegania zasad nadzoru. Nie minęły jednak choćby dwa miesiące, gdy jej nazwisko ponownie pojawiło się w policyjnych dokumentach.

Tym razem odśnieżała cudzy podjazd

22 stycznia 2013 roku policjanci z Elyrii otrzymali zgłoszenie dotyczące kobiety znajdującej się na posesji przy Brandtson Avenue. Warren odśnieżała podjazd, choć właściciel nieruchomości nie prosił jej o taką usługę. Funkcjonariusze przyjechali po informacji o "podejrzanej kobiecie" wykonującej pracę bez zgody gospodarza. Samo odśnieżanie nie stało się jednak podstawą kolejnego zarzutu. Podczas sprawdzania danych policjanci odkryli, iż za Warren wystawiono nakaz zatrzymania w związku z naruszeniem warunków jej wcześniejszego nadzoru. Akta sądowe, na które powoływały się media, nie precyzowały, na czym dokładnie polegało to naruszenie. Kobieta została więc zatrzymana z powodu istniejącego nakazu, a nie dlatego, iż chwyciła za łopatę na cudzej posesji.

Przy zatrzymanej znaleziono również gotówkę o równowartości około 3 tys. zł. Jeden z funkcjonariuszy żartował później, iż odśnieżanie musiało być dla niej całkiem dochodowym zajęciem. Policja nie postawiła jej jednak dodatkowych zarzutów związanych z samym oczyszczaniem podjazdu ze śniegu. Drugi incydent nadał całej historii jeszcze bardziej osobliwy wymiar. W ciągu kilku miesięcy Warren najpierw znalazła się przed sądem za wejście do cudzego domu, a następnie ponownie zwróciła na siebie uwagę, wykonując bez wcześniejszego uzgodnienia kolejną usługę na prywatnej posesji.

"Nie włamałam się. Niczego nie zabrałam"

Najbardziej zaskakujące w tej historii było to, iż Susan Warren długo nie uważała swojego zachowania za poważne przestępstwo. W rozmowie z lokalną telewizją przekonywała, iż nie "włamała się" do budynku, ponieważ nie wyważyła drzwi i niczego nie ukradła. Jej zdaniem, jeżeli już miała za coś odpowiedzieć, powinno chodzić co najwyżej o wtargnięcie na cudzą posesję. Tłumaczyła też, iż potrzebowała pieniędzy i sądziła, iż wykonując usługę bez wcześniejszego zamówienia, robi właścicielom przysługę. Reporter zwrócił jej wtedy uwagę na jeszcze jeden aspekt: właściciel domu mógł uznać nieznajomą osobę za włamywacza i próbować się bronić. Warren nie wydawała się tym argumentem szczególnie poruszona. Jej odpowiedź była równie osobliwa jak cała sprawa - stwierdziła w zasadzie, iż gdyby spotkało ją z tego powodu coś złego, najwyraźniej "nadszedłby jej czas". Jednocześnie przez cały czas uważała, iż należy jej się zapłata za wykonaną pracę.

Dlaczego brak kradzieży jej nie uratował

Warren koncentrowała się na tym, iż nie zabrała z domu żadnych przedmiotów. Z punktu widzenia postępowania karnego nie rozwiązywało to jednak problemu. Policja i prokuratura traktowały sprawę jako nieuprawnione wejście do zajętego budynku, a nie jako spór klientki z osobą świadczącą usługę. Ostatecznie 53-latka przyznała się do usiłowania włamania, kończąc w ten sposób pierwsze postępowanie bez procesu. Sama sprawa stała się znana daleko poza Ohio właśnie dlatego, iż kompletnie nie pasowała do typowego obrazu włamania. Nie było znikających kosztowności ani splądrowanych pomieszczeń. Zamiast tego media opisywały kobietę prowadzącą własną działalność sprzątającą, która uznała, iż może wejść do obcego domu, wykonać pracę bez zamówienia, a dopiero potem oczekiwać wynagrodzenia. To wtedy przylgnął do niej przydomek "Cleaning Fairy", czyli "Sprzątająca Wróżka". Nazwa brzmiała niewinnie, ale sama rodzina podchodziła do wydarzeń zupełnie inaczej. Początkowe zdziwienie ustąpiło świadomości, iż w czasie obecności nieznajomej w budynku jedna z domowniczek znajdowała się w środku. Właśnie ten element sprawił, iż historia przestała być tylko zabawną anegdotą o nadgorliwej sprzątaczce, a zaczęła dotyczyć granicy prywatności i bezpieczeństwa we własnym domu.

"Sprzątająca Wróżka" została internetową legendą

Po drugim zatrzymaniu na początku 2013 roku historia Warren ponownie obiegła amerykańskie i zagraniczne media. Tym razem jej nazwisko było już łatwo rozpoznawalne, dlatego kolejne doniesienia niemal zawsze wracały do przydomka, który otrzymała kilka miesięcy wcześniej. Reuters, ABC i lokalne stacje opisywały przypadek jako jedną z najbardziej nietypowych historii kryminalnych tamtego okresu. W dostępnych materiałach prasowych nie ma informacji, aby później doszło do kolejnego równie głośnego postępowania z jej udziałem. Historia Susan Warren pozostała więc przede wszystkim osobliwym przypadkiem z 2012 i 2013 roku: kobiety, która próbowała zarabiać w sposób tak niekonwencjonalny, iż zamiast nowych klientów zdobyła policyjną kartotekę i rozgłos, jakiego prawdopodobnie nie przewidywała. Do dziś jej przypadek bywa przypominany jako przykład tego, iż choćby wykonanie czegoś pozornie pożytecznego nie daje prawa do przekroczenia progu cudzego domu bez zgody właściciela.

Źródła:

https://news.sky.com/story/cleaning-fairy-home-intruder-does-the-housework-10465199

https://abcnews.com/blogs/business/2012/11/ohio-woman-cleans-house-uninvited-leaves-75-bill

https://abcnews.com/blogs/headlines/2013/01/cleaning-fairy-busted-for-snow-shoveling

https://www.reuters.com/article/lifestyle/cleaning-fairy-arrested-after-shovelling-snow-without-permission-idUSBRE90N1CO/

https://fox8.com/news/cleaning-fairy-burglar-sentenced-for-break-in/

https://www.kltv.com/story/18781325/break-in-cleaning-fairy-i-was-doing-them-a-favor/

https://www.mirror.co.uk/news/world-news/cleaning-fairy-susan-warren-sentenced-1458507#google_vignette

https://www.cleveland19.com/story/20650924/cleaning-fairy-arrested-while-shoveling-driveways-without-permission/

https://www.barristerscle.com/blog/2012/06/19/ohio-woman-arrested-for-quotbreaking-and-cleaningquot

Idź do oryginalnego materiału