Ursus C-360 to dla polskiej wsi coś więcej niż maszyna – to duma, historia i mechaniczna dusza rolnictwa. Kiedy więc z jednej z posesji w Hecznarowicach zniknął taki okaz, lokalna społeczność wstrzymała oddech. Złodziej wykazał się jednak fantazją godną scenariusza filmowego, a dzielnicowy z Kobiernic udowodnił, iż przed „szeryfem rejonu” nic się nie ukryje.
Sprawa, która trafiła do policjantów 21 stycznia, od początku pachniała absurdem. Złodziej połaszczył się na ciągnik, który lata świetności miał już dawno za sobą, a stan techniczny pojazdu sugerował raczej spokojną emeryturę w krzakach niż rajd po drogach publicznych.
Kradzież na „kranówkę”
Złodziej, który postanowił przywłaszczyć sobie Ursusa, napotkał na drobny problem techniczny: z maszyny spuszczone były wszystkie płyny eksploatacyjne. Brak oleju w silniku czy skrzyni biegów dla normalnego człowieka oznacza koniec wycieczki. Ale nie dla naszego „pomysłowego Dobromira”.
Sprawca postanowił uzupełnić braki… wodą. Tak, dobrze czytacie. Układy, które powinny być smarowane gęstym olejem, zostały zalane „kranówką”. O dziwo, legendarna polska myśl techniczna wytrzymała tę zniewagę – traktor odpalił i o własnych siłach pokonał trasę z Hecznarowic do Witkowic. Można powiedzieć, iż był to pierwszy w regionie Ursus z napędem (prawie) wodnym, choć mechanicy na samą myśl o takim zabiegu prawdopodobnie ocierają łzy.
Dzielnicowy wkracza do akcji
W tym momencie na scenę wchodzi starszy aspirant Krzysztof Barabasz, dzielnicowy z Komisariatu w Kobiernicach. Podczas gdy inni mogli zachodzić w głowę, kto i po co kradnie zdezelowany traktor, on po prostu wiedział, gdzie szukać. Dzięki doskonałemu rozeznaniu w terenie i znajomości lokalnych „asów”, aspirant Barabasz błyskawicznie wytypował podejrzanego.
Wspólnie z kryminalnymi z Bielska-Białej, policjanci zapukali do drzwi 30-latka. Przypuszczenia dzielnicowego okazały się strzałem w dziesiątkę. Mężczyzna został zatrzymany, a traktor – choć pewnie mocno zdziwiony swoją wodną przygodą – został namierzony.
Finał w sądzie
30-letni miłośnik rolniczych zabytków usłyszał już zarzuty. Za kradzież grozi mu teraz kara więzienia, a Ursus prawdopodobnie przejdzie solidny serwis (tym razem z użyciem oleju, nie wody).
Ta historia, choć brzmi jak anegdota, pokazuje jedno: praca dzielnicowego to nie tylko papierki. To przede wszystkim wiedza o tym, co piszczy w trawie (lub co terkocze w sąsiedniej wiosce). Dzięki aspirantowi Barabaszowi, Hecznarowice mogą spać spokojnie, a Ursusy mogą czuć się bezpiecznie.
źródło: KMP Bielsko-Biała

2 godzin temu













English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·