Informacja o zaplanowanym zamachu na Donalda Tuska i Władysława Kosiniaka-Kamysza postawiła na nogi służby specjalne. To dobrze. Ale i krzykaczy. Wystarczyła chwila, by w sieci okrzyknięto "zamachowcem" przypadkowego człowieka z kamerką internetową, podczas gdy prawdziwy podejrzany trafiał do aresztu. Jedni mówią o sprawnym uderzeniu ABW, inni widzą w tym zasłonę dymną dla kryzysu w szkołach.