Policja wezwana na miejsce kolizji zobaczyła samochód wbity w latarnię uliczną. Po jakimś czasie do policjantów podszedł ojciec z małoletnią córką. To cudzoziemcy. Okazało się, iż to córka kierowała autem.
Jak usłyszeliśmy od asp. Mateusza Drobka z Komendy Miejskiej Policji w Tychach, 22 maja ok. o godz. 4.45 KMP Tychy poinformowana została o samochodzie, który uderzył w latarnię przy ul. Czereśniowej.
– Wysłany pod wskazany adres patrol policji zobaczył samochód marki BMW, który z dużą siłą uderzył w latarnię – mówi asp. Drobek. – Auto miało polskie tablice rejestracyjne, było zniszczone, ale wewnątrz ani na zewnątrz BMW nikogo nie było. Policjanci ustalili, kto w bazie danych figuruje jako właściciel tego pojazdu, ale nie wiadomo było, kto nim kierował oraz czy samochód nie został skradziony.
Tajemnica ta niedługo została wyjaśniona, bowiem, gdy się rozwidniło, do policjantów podszedł 42-letni mężczyzna ze swoją 14-letnią córką. Okazało się, iż to obywatele Ukrainy (legalnie mieszkający w Tychach). Mężczyzna poinformował policjantów, iż jest właścicielem zniszczonego BMW, a za zniszczenia te odpowiada jego córka, która po północy, gdy spał, bez jego wiedzy zabrała kluczyki od auta, usiadła za kierownicą BMW i ruszyła na tyskie ulice. Długo nie cieszyła się przejażdżką, bo zakończyła ją już ok. godz. 1.00, wbijając się w latarnię przy ul. Czereśniowej. Nastolatka była trzeźwa. Nic się jej nie stało. Przyznała się do spowodowania tej kolizji.
– Policja nie może ukarać mandatem osoby, która nie ukończyła jeszcze 17. roku życia – dodaje asp. Drobek. – Dlatego sprawa skierowana zostanie do sądu rodzinnego.
(pp)

1 godzina temu











English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·