Dwumiesięczny chłopiec trafił do Dziecięcego Szpitala Klinicznego UCK WUM w Warszawie 8 lipca z podejrzeniem zachłyśnięcia podczas karmienia. Krótko po przyjęciu na oddział pediatryczny doszło u niego do zatrzymania oddechu z krótkotrwałym zatrzymaniem krążenia. Niemowlę zostało przekazane pod opiekę zespołu intensywnej terapii.
Niepokojące zachowanie rodziców
– Na początku nic nie wskazywało jednoznacznie na przemoc, ale ponieważ nie stwierdziliśmy zmian w badaniach obrazowych typowych dla zachłyśnięcia, a dziecko było mało przytomne, zaczęliśmy szukać innych przyczyn jego stanu – powiedziała anestezjolog i specjalistka intensywnej terapii dr Magdalena Mierzewska-Schmidt.
Jak zrelacjonowała, niepokój personelu wzbudziło także zachowanie rodziców oraz stan dziecka. – Mama sprawiała wrażenie emocjonalnie nieobecnej. Ojciec bardzo natarczywie dopytywał o różne szczegóły. To było na tyle nietypowe, iż wykonaliśmy badania toksykologiczne, choć przy podejrzeniu zachłyśnięcia nie robi się ich rutynowo. Mieliśmy poczucie, iż coś w tej historii się nie zgadza – powiedziała.
"Dziecko było brudne"
Dodała, iż niemowlę było zaniedbane. – Dziecko było brudne. Miało zabrudzone paznokcie i skórę, także okolice pieluszkowe. To oczywiście nie przesądza o przemocy, ale dopełniało obrazu, który od początku budził nasz niepokój – zaznaczyła.
Dalsza diagnostyka wykazała stare złamanie żebra, krwawienie do ośrodkowego układu nerwowego oraz wybroczyny na dnie oczu. – Były to obrażenia wskazujące, iż dziecko mogło być potrząsane, podduszane albo mogło dojść do obu tych mechanizmów jednocześnie – powiedziała lekarka.
Druga taka sytuacja w rodzinie
Szpital uruchomił obowiązujące procedury. Personel zawiadomił odpowiednie instytucje za pośrednictwem działu prawnego, założono także Niebieską Kartę i poinformowano pracownika socjalnego.
Przełom nastąpił, gdy lekarka sprawdziła historię leczenia dziecka w szpitalnym systemie. – Otworzyłam historię choroby i opadła mi szczęka. Okazało się, iż figuruje w niej także starszy brat tego dziecka. Nazwisko było na tyle charakterystyczne, iż wyskoczył tylko jeden wcześniejszy pacjent. Wtedy wszystko zaczęło układać się w całość – powiedziała.
Z dokumentacji wynikało, iż sześć lat wcześniej starszy brat Olafa*, Kamil*, również trafił do tego samego szpitala jako czteromiesięczne niemowlę. Początkowo był hospitalizowany z zaburzeniami świadomości, a następnie ponownie przyjęto go z rozległymi obrażeniami. – Miał złamane żebra, kończyny i kości czaszki. Praktycznie większość kości, które u niemowlęcia można złamać. Przez długi czas wymagał później leczenia ortopedycznego – powiedziała dr Mierzewska-Schmidt.
Jak dodała, z informacji, do których dotarła, wynikało, iż postępowanie w tamtej sprawie zostało umorzone wobec niewykrycia sprawcy. Chłopiec przebywał następnie w pieczy zastępczej i pod opieką babci, po czym wrócił do rodziców. – Zrozumieliśmy, iż nie mamy do czynienia z pojedynczym zdarzeniem. To była ta sama rodzina, ten sam schemat i kolejne niemowlę z ciężkimi obrażeniami – powiedziała.
Jak zaznaczyła lekarka, po zgłoszeniu podejrzenia przemocy oczekiwała szybkiej reakcji organów ścigania. – Z mojego punktu widzenia przez kilkanaście dni nic się nie działo. Rodzice przez cały czas przychodzili do dziecka, dlatego zaczęłam sama dzwonić do sądu i prokuratury. niedługo potem zostałam przesłuchana przez policję – powiedziała.
Śledztwo prokuratury
Inny przebieg wydarzeń przedstawia Prokuratura Okręgowa w Warszawie. W odpowiedzi na pytania rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba poinformował, że śledztwo w sprawie fizycznego znęcania się nad małoletnim chłopcem w okresie od 21 kwietnia do 8 lipca prowadzi Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie. Jak podkreślił, postępowanie wszczęto 13 lipca, czyli tego samego dnia, w którym do prokuratury wpłynęło zawiadomienie ze szpitala.
"Dotychczas przesłuchano w charakterze świadków rodziców pokrzywdzonego dziecka oraz lekarza sprawującego nad nim opiekę w szpitalu. Prokurator gromadzi dokumentację medyczną z UCK WUM, a także z innych placówek, które udzielały dziecku świadczeń zdrowotnych" – przekazał w e-mailu rzecznik.
Dodał, iż po zgromadzeniu pełnej dokumentacji zostanie powołany biegły z zakresu medycyny sądowej, który ma ustalić m.in. mechanizm powstania obrażeń głowy dziecka. Skiba poinformował również, iż na wniosek prokuratora sąd ustanowił reprezentanta małoletniego do reprezentowania jego interesów w postępowaniu karnym.
Przekazał także, iż policja zastosowała wobec rodziców zakaz zbliżania się do starszego syna na odległość co najmniej 100 metrów, a chłopiec został przekazany pod opiekę dziadków.
Jak zaznaczył, śledztwo przez cały czas prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnym osobom. "Dotychczas nikomu nie przedstawiono zarzutów, nie ma więc podstaw do stosowania środków zapobiegawczych" – stwierdził.
Z kolei Sąd Rejonowy w Pruszkowie poinformował, iż zgodnie z zarządzeniem prezesa sądu z 7 sierpnia przedłużono – w ramach zabezpieczenia – zakaz zbliżania się rodziców do Olafa. Zakaz będzie obowiązywał do czasu wydania merytorycznego orzeczenia kończącego postępowanie w pierwszej instancji.
Jak przekazał sąd, w III Wydziale Rodzinnym i Nieletnich prowadzone jest postępowanie, którego celem jest m.in. określenie miejsca przyszłego pobytu dziecka oraz wskazanie osób lub podmiotów odpowiedzialnych za jego opiekę. Podkreślono, iż na bieżąco podejmowane są wszystkie decyzje niezbędne do zabezpieczenia interesów i dobra dziecka. Rozprawa została wyznaczona na poniedziałek 10 sierpnia.
*Imiona dzieci zostały zmienione.

1 godzina temu








English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·