Wyobrażenie o kontroli przelewów przez fiskusa zwykle sprowadza się do jednego obrazka: logujesz się do bankowości, a tam czerwony komunikat o zablokowanych środkach. Rzeczywistość rozjeżdża się z tym wyobrażeniem w prawie każdym przypadku. Mechanizm, który faktycznie ruszają banki i skarbówka, działa zanim klient dostaje jakąkolwiek informację.
Polskie Złotówki | Fot. Warszawa w Pigułce.Ścieżka pierwsza, znacznie częstsza: żadnej blokady, tylko pismo z urzędu
W zdecydowanej większości przypadków, w których przelew wzbudza zainteresowanie fiskusa, konto pozostaje w pełni aktywne przez cały czas – pieniądze można wypłacać, przelewać dalej, płacić kartą, a na ekranie bankowości elektronicznej nie pojawia się żaden sygnał ostrzegawczy. Bank, zgodnie z ustawą z 1 marca 2018 r. o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu (Dz.U. z 2025 r. poz. 644, t.j.), ma obowiązek rejestrować każdą transakcję powyżej równowartości 15 000 euro – niezależnie od jej charakteru, tytułu i tego, czy cokolwiek w niej wygląda podejrzanie – i przekazywać te dane do Generalnego Inspektora Informacji Finansowej. To czysto techniczna rejestracja, która sama w sobie nie uruchamia żadnych konsekwencji ani nie jest w żaden sposób odczuwalna dla klienta.
Dopiero jeżeli analiza tych danych – prowadzona w dużej mierze automatycznie, przez algorytmy porównujące transakcję z deklarowanymi dochodami, historią konta czy wzorcami typowymi dla prania pieniędzy – wykaże coś niepokojącego, sprawa może trafić do urzędu skarbowego. Ten, w ramach tak zwanych czynności sprawdzających prowadzonych na podstawie Ordynacji podatkowej, wysyła podatnikowi wezwanie do złożenia wyjaśnień, w którym prosi o udokumentowanie źródła pochodzenia środków – najczęściej z konkretnym terminem odpowiedzi. To pismo, papierowe lub coraz częściej dostępne przez portal podatkowy czy aplikację, jest w tym scenariuszu pierwszym i jedynym sygnałem, iż ktoś przyjrzał się danemu przelewowi. Żadnej blokady, żadnego ostrzeżenia wcześniej – pieniądze przez cały czas pozostają w pełni dostępne, a jedynym obowiązkiem podatnika jest odpowiedzieć na wezwanie i wykazać, skąd wzięły się pieniądze: z wynagrodzenia, sprzedaży nieruchomości, darowizny czy pożyczki.
Ścieżka druga, rzadsza: realna blokada, o której klient jest informowany od razu
Drugi scenariusz, znacznie rzadszy, ale realnie odczuwalny natychmiast, uruchamia się wtedy, gdy transakcja zostanie uznana nie tylko za wartą sprawdzenia, ale wprost za podejrzaną – i to niezależnie od jej kwoty, choćby poniżej progu 15 000 euro. Bank może wtedy złożyć do GIIF tak zwane zgłoszenie transakcji podejrzanej (STR), które nie ma żadnego dolnego limitu kwotowego – liczy się wyłącznie to, czy schemat transakcji odbiega od normy. GIIF ma wtedy 24 godziny na podjęcie decyzji, czy zablokować środki. Co istotne, prawo wprost zakazuje bankowi poinformowania klienta o samym fakcie złożenia takiego zgłoszenia – to tak zwana zasada tipping-off z art. 54 ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, więc na tym etapie klient wciąż niczego nie widzi na koncie.
Blokada, jeżeli już zostanie nałożona, jest czymś zupełnie innym niż samo zgłoszenie – i to właśnie ona odpowiada za obrazek z czerwonym komunikatem w aplikacji bankowej. Na wniosek GIIF lub prokuratury bank może zablokować rachunek na 96 godzin, a sąd może tę blokadę przedłużyć na czas oznaczony, nie dłuższy niż 6 miesięcy, zgodnie z art. 86 tej samej ustawy. W tym przypadku właściciel konta jest informowany o samej blokadzie niemal od razu, bo trudno tego uniknąć, skoro nie może wykonać żadnej operacji – ale nie zawsze poznaje jej dokładną przyczynę na tym etapie. Dopiero w toku dalszego postępowania, często już z udziałem urzędu skarbowego lub prokuratury, sprawa się wyjaśnia.
Który scenariusz jest bardziej prawdopodobny – i co zrobić, żeby nie trafić na żaden
Dla zdecydowanej większości osób, które kiedykolwiek dostaną przelew budzący zainteresowanie fiskusa – darowiznę od rodziny na zakup mieszkania, zwrot pożyczki, spadek z zagranicy – realnym scenariuszem jest ten pierwszy: żadnej blokady, tylko pismo proszące o wyjaśnienia, które przychodzi tygodnie lub miesiące po samej transakcji. Druga ścieżka, z natychmiastową blokadą konta, zarezerwowana jest w praktyce dla transakcji noszących wyraźne znamiona prania pieniędzy lub innej przestępczej działalności, a nie dla zwykłych, choć dużych, przelewów prywatnych między członkami rodziny czy znajomymi.
Najprostszym zabezpieczeniem przed obiema sytuacjami pozostaje to samo, co przy każdym większym przelewie: jasny, zgodny z rzeczywistością tytuł operacji oraz zachowanie dokumentów potwierdzających jej pochodzenie – umowy darowizny, umowy pożyczki, potwierdzenia zgłoszenia do urzędu skarbowego, jeżeli takie zgłoszenie było wymagane. Osoba, która w razie wezwania do wyjaśnień potrafi w kilka dni przedstawić komplet dokumentów, kończy sprawę na jednym piśmie – bez dalszych konsekwencji, bez postępowania podatkowego i bez ryzyka, iż urząd uzna środki za przychód nieznajdujący pokrycia w ujawnionych źródłach, co wiąże się z sankcyjną stawką podatku sięgającą 75% niewyjaśnionej kwoty.

1 godzina temu












English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·