Kolejna interwencja na tej samej posesji. W zeszłym roku zabrano stamtąd ponad 50 psów, większość trafiła do adopcji. Wczoraj – kolejne 16. Właściciel, który przed laty usłyszał wyrok i był zamieszany w organizowanie walk psów, ponownie stracił swoje zwierzęta. Ale to nie koniec sprawy – sąd zdecyduje o ich losie, a prokuratura prowadzi postępowanie. Być może tym razem w końcu go nie umorzy.
Wtorek, 21 kwietnia 2026 roku. Od wczesnych godzin porannych na terenie jednej z posesji w Wełnicy koło Gniezna trwa akcja służb. Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami z Kłecka, policja, biegła sądowa z zakresu kynologii oraz dwóch lekarzy weterynarii oddelegowanych przez Powiatowego Lekarza Weterynarii w Gnieźnie (na wniosek organów ścigania) – wszystko po to, by zabezpieczyć 16 psów ras uznawanych za niebezpieczne oraz 5 świnek wietnamskich.
Jak informuje Komenda Powiatowa Policji w Gnieźnie, 8 psów zabezpieczono w trybie interwencyjnym. Pozostałe 8 oraz świnki przekazano za zobowiązaniem na przechowanie innym instytucjom zajmującym się ochroną zwierząt.
W miejscach trzymania psów oraz świnek zostały przeprowadzone oględziny przy udziale biegłej sądowej z zakresu kynologii, która w tej sprawie wyda stosowną opinię sądową – czytamy w policyjnym komunikacie.
Postępowanie przygotowawcze prowadzi Wydział do Spraw Przestępczości Gospodarczej pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Gnieźnie.
To nie pierwsza interwencja. Ponad 50 psów trafiło do TOZ-u w zeszłym roku
Właściciel posesji w Wełnicy nie jest anonimowy dla służb. W ubiegłym roku zabezpieczono na miejscu ponad 50 psów. Jak udało nam się ustalić, większość z nich została adoptowana za pośrednictwem gnieźnieńskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Właściciel dobrowolnie zrzekł się praw do nich, co umożliwiło szybkie znalezienie nowych domów.
Kiedy w ubiegłym roku na miejscu pojawili się dziennikarze programu Uwaga TVN, nagle zjawiły się także dwie dziennikarki z mediów lokalnych, które stanęły w obronie hodowli. Kobiety podawały się za wolontariuszki pomagające właścicielowi w opiece nad psami. Było to zachowanie zupełnie niezrozumiałe i zaskakujące dla wszystkich. Niewiadomo czy kobiety zostały przekupione – ten wątek do dzisiaj nie został wyjaśniony.
Dwie dekady historii: walki psów, wyrok i „śmieszna” grzywna
Właściciel hodowli ma za sobą kontrowersyjną przeszłość. Około 2010 roku – jak wynika z naszych ustaleń – został zatrzymany przez grupę realizacyjną policji w związku z organizowaniem walk psów i szkoleniem zwierząt do walk. Policyjne archiwa potwierdzają. We wrześniu 2009 roku, w miejscowości Kąpiel koło Czerniejewa (niedaleko Gniezna), około 50 funkcjonariuszy, w tym oddziały antyterrorystyczne z Poznania i Gdańska, otoczyło stodołę na terenie jednego z gospodarstw rolnych. Na ringu walczyły dwa amstaffy, w budynku znajdowało się kilkunastu mężczyzn.
Gdy funkcjonariusze oddziału antyterrorystycznego wkraczali do jej wnętrza, na ringu znajdowały się zaciekle walczące zwierzęta – relacjonowała wówczas policja.
Zatrzymano 19 osób, siedmiu usłyszało zarzuty znęcania się nad zwierzętami. Jedenastu psom, w tym rannym, udzielono pomocy. Kilka lat później – jak wynika z naszych informacji – właściciel hodowli w Wełnicy usłyszał wyrok. Grzywnę. I to tyle. Nie nałożono na niego zakazu hodowli psów. To parodia polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Dziś, po latach, sprawy znów toczą się przed sądem. Około dwa miesiące temu zapadł wyrok w jednej z nich.
Właściciel mówi: pomagałem psom w potrzebie
W rozmowie z mediami właściciel hodowli przedstawia swoją wersję wydarzeń. Twierdzi, iż psy, które do niego trafiały, były w złym stanie – agresywne, z problemami behawioralnymi, z którymi nie radzili sobie poprzedni opiekunowie. Jego zdaniem – pomagał im.
Z kolei osoby zgłaszające sprawę mediom mówią wprost o pseudo-hodowli, w której psy były przywożone w celu szkolenia do walk, a następnie sprzedawane dalej. Ciężko jednoznacznie stwierdzić, jak było naprawdę. Rzeczywistość bywa skomplikowana, a w tego typu sprawach często nie ma czarno-białych rozstrzygnięć.
Jedno jest pewne: warunki, w jakich przetrzymywano zwierzęta, budziły zastrzeżenia służb. I to nie pierwszy raz.
Już w 2019 roku inspektorzy weterynarii wskazywali na nieprawidłowości
Sprawa nie jest nowa. W 2019 roku TVP Poznań przygotowała materiał pod tytułem „Podejrzana hodowla psów pod Gnieznem. Czy są tresowane do walki?”.
Relacjonowano w nim, iż na posesji w Wełnicy przetrzymywanych jest kilkadziesiąt psów ras uznawanych za agresywne. Powiatowy Lekarz Weterynarii Paweł Gronczewski mówił wprost o złych warunkach – zbyt krótkich łańcuchach, budach niechroniących przed słońcem. Mimo iż sprawa trafiła do prokuratury, ta umorzyła postępowanie, nie dopatrując się większych przewinień. Z opinią prokuratury nie zgadzał się wówczas sam lekarz weterynarii. To nie była jedyna sprawa dotycząca tej hodowli, umorzona przez gnieźnieńską prokuraturę.
Właściciel w materiale telewizyjnym bronił się: psy są zaszczepione, odrobaczone, przebywają w dobrych warunkach. Nie potrafił jednak precyzyjnie wyjaśnić, skąd zwierzęta pochodzą – mówił, iż je przygarnia.
Co dalej? Sąd zdecyduje, a prokuratura analizuje
Teraz sprawa nabrała nowego tempa. Zabezpieczone wczoraj psy nie wrócą na razie do właściciela. Sąd orzeknie, co stanie się z nimi dalej. Możliwe są dwie ścieżki: zwrot (mało prawdopodobny, biorąc pod uwagę historię) lub przepadek na rzecz schroniska i adopcja.
Postępowanie prowadzone przez Wydział do Spraw Przestępczości Gospodarczej pod nadzorem prokuratury może – ale nie musi – zakończyć się zarzutami. Kluczowa będzie opinia biegłej sądowej z zakresu kynologii, która oceniła warunki przetrzymywania zwierząt.
Jedno pytanie pozostaje otwarte: dlaczego osoba skazana w przeszłości za znęcanie się nad zwierzętami (organizację walk psów) mogła przez cały czas legalnie posiadać psy? I czy polskie prawo wreszcie się zmieni, by takie sytuacje nie powtarzały się przez lata?
Świnki wietnamskie – świńska droga do nowego miejsca
W interwencji zabezpieczono także pięć świnek wietnamskich. Z punktu widzenia przepisów weterynaryjnych są one traktowane jako zwierzęta gospodarskie, niezależnie od celu ich utrzymywania . To oznacza obowiązki: oznakowanie, rejestrację siedziby stada w ARiMR oraz – przy przemieszczeniu – świadectwo zdrowia. Takie świadectwo, wydane przez Powiatowego Lekarza Weterynarii, umożliwiło transport zwierząt w bezpieczne miejsce . Los świnek – podobnie jak psów – jest teraz w rękach sądu.
Węzeł gordyjski pod Gnieznem
Przed nami nie tylko decyzje sądowe, ale także szersze pytania o skuteczność polskiego systemu ochrony zwierząt. Mężczyzna, który przed laty organizował walki psów, dziś znów staje przed wymiarem sprawiedliwości. Czy tym razem konsekwencje będą dotkliwsze niż „śmieszna grzywna”? Czy sąd nałoży zakaz posiadania zwierząt, uniemożliwiający mu powrót do procederu?
Osoby, które zgłaszały sprawę, liczą na sprawiedliwość. Właściciel – na zrozumienie dla swojej wersji. A 16 psów i 5 świnek – po prostu na godne życie.
Czy polskie prawo w końcu powie „dość” osobom z przeszłością w znęcaniu się nad zwierzętami? Czy kolejna grzywna wystarczy, by zamknąć ten rozdział? Odpowiedź poznamy w najbliższych miesiącach.

6 dni temu









English (US) ·
Polish (PL) ·
Russian (RU) ·