Prawo do hejtu, czy do sądu?

2 godzin temu

Język, którym posługujemy się w rozmowach, w listach, postach staje się coraz bardziej soczysty. W znaczeniu dobrego smaku czy hejtu?

Co dzień, od rana słychać obelżywe słowa, zbitki pojęć, najczęściej zarzuty. Uzasadnione czy nie? Kto to robi? W jakim celu? Wyzwiska, przeklinanie słychać dzisiaj w każdym języku, a więc w polskim, angielskim, czeskim, jakimkolwiek, który służy do porozumienia z druga osobą. Bywa, iż zwykły komunikat zawiera co najmniej jedno przekleństwo, albo kilka słów, które łącznie tworzą rodzaj hejtu. Czy to jest hejt, gdy mowa dotyczy “ryby, zakutej w dyby”? jeżeli taki zestaw leci w przestrzeń medialną, ale bez wskazania adresata, to wielu przyjmie, iż te słowa skierowane zostały … do nikogo, a więc gdzie ten hejt? A jeżeli lecą od nadawcy do większej ilości osób, na przykład minimum trzech (jako do zalążka tłumu)? Albo gdy nie ma wyraźnego adresata (hej, bałwanie, kanalio, bydlaku, k…, ch…) to ten zestaw może, ale nie musi dotyczyć konkretnej osoby z grupy. Chyba, iż ktoś wskazał gestem albo wprost tego, a nie innego adresata. Kto poczuje się urażony, niech skarży nadawcę do sądu!

Jeszcze kilka uwag o zaletach demokracji w codziennym szaleństwie wyzwisk! Otóż lecą te wyzwiska niezależnie z kim i czego rozmowa dotyczy. Tak się składa, gdy rozmówcą jest dziecko, które rozróżnia znaczenie słowa, niezależnie czy do dziecka kieruje się te “okraszone” pytania, udziela odpowiedzi lub oznajmia, informuje. W celu nauki? Często kontrowersja przekazu dotyczy osoby dorosłej, niezależnie od statusu społecznego, funkcji publicznej. Zacznijmy od dyplomaty, polityka, posła, radnego lub radnej, prezesa, profesora, czy innej osoby, która publicznie zabiera głos, wypowiada się w kwestii zawodowej a dla atrakcji przemowy dodaje “niejadalny smaczek”. Po co? Czasem zabawnie brzmi podtekst, a więc ukryte znaczenie w zestawieniu uwag do kogoś ni to po polsku, ni po angielsku. Przykład? John, you are drunk again, k… nie dość, iż w robocie jesteś jak “tabula raza”, to jeszcze pijesz? Nic podobnego! choćby w Wersalu dzisiaj nikt tak nie powie. A więc jak? Jasiek, ty q…sie, znów “dałeś ciała”, roboty nie znasz, ale jesteś naje…bany! Prawda, jak soczyście?! Czym jest hejt, prawdą czy kłamstwem? jeżeli prawdą, bo John czy Jasiek nic nie robi, natomiast dla podkreślenia niechęci do jego stanu, dodamy: “ty, taki k…” albo “ch…”, to będzie hejt czy nie? Prawda czy fałsz? A jeżeli to nie jest prawdą, bo on był wtedy trzeźwy, natomiast źle się czuje w tej grupie, to mamy hejt czy tylko emocjonalne uniesienie, spowodowane nieświadomością rzeczy, wadliwą oceną sytuacji?

Jeśli tak, to z czym do gościa? Zachodzi zwykła pomyłka czy złośliwość, chęć dokuczenia albo kosztem innej osoby realizuje się poprawę własnego ego? Gdyby Jasiek udał się po pomoc do prawnika, bo przykładowo w związku z tym hejtem niesłusznie stracił pracę, to mógłby wygrać w sądzie odszkodowanie, zadośćuczynienie. Ile? Jak świat światem, oprócz sędziego w takim postępowaniu uczestniczy co najmniej jeden biegły. jeżeli więc ekspert wyda niekorzystną opinię, bo uzna, iż Jasiek jednak był trochę pijany, albo prowokował, był niegrzeczny, to Jasiek przegrywa, płaci i rozgląda się za nową robotą. jeżeli ma więcej kasy, to wnioskuje o drugą opinię, ale w ten sposób kreuje nowe koszty, a upływ czasu, a robota? Co w przypadku, jeżeli druga opinia innego eksperta też nie jest korzystna? Kto zyskał, a kto stracił? Jasiek, John czy inny tymczasowy rezydent naszego Wietrznego Miasta dobrze zastanowi się nad całokształtem. Aby nie okazało się, iż hejter nie ma pieniędzy. Lepsze bywa wrogiem dobrego. A zamiast kasy, należnej słusznie od hejtera
Barbara M. Zmudka
Adres do korespondencji: [email protected]

Idź do oryginalnego materiału