Pracownicy alarmują o problemach płockiej spółki: "Firma jest niewypłacalna". Właściciel wyjaśnia dlaczego

2 godzin temu

ROKA Ziomek to spółka komandytowa z siedzibą w Płocku. Zgodnie z ogólnodostępnymi informacjami, jej głównym profilem działalności pozostaje sprzątanie budynków i gospodarowanie terenami zieleni. W internecie możemy przeczytać również o usługach detektywistycznych i ochroniarskich oraz naprawie, konserwacji i instalowaniu maszyn i urządzeń.

Do 30 listopada 2025 r., pracownicy firmy swoje obowiązki wykonywali m.in. na trzech miejskich pływalniach.

Pod koniec zeszłego roku kilkunastu z nich zgłosiło się do poseł Wioletty Kulpy z prośbą o pilną interwencję.

- Z ich relacji wynika, iż od września 2025 roku pracodawca nie wypłacał należnych wynagrodzeń za wykonywaną pracę. W lipcu 2025 r. podjęli strajk polegający na nieprzystąpieniu do pracy z uwagi na brak wypłat wynagrodzeń za miesiące maj i czerwiec. Wynagrodzenia za czerwiec wypłacono dopiero 21 lipca, często w niepełnej wysokości - opisała poseł Kulpa.

Skarg na problemy z wypłatą wynagrodzeń można znaleźć wiele.

- Firma niewypłacalna, spóźniają się z wypłatami, wykorzystują pracowników jak tylko mogą, a do menadżerki nie można się dodzwonić - pisze jeden z internautów.

Podobną wersję potwierdza kilkunastu innych komentujących.

- Już się zaczęło. Znowu brak pieniędzy na koncie, ludzi mają za nic, każą robić za 4, a płacą po długim czasie. Uważajcie na tę firmę - wtóruje inny.

"Nierozliczenie pracy w nocy i nadgodzin, brak odprowadzania składek ZUS i podatków, brak sprzętu sprzątającego i środków czystości"

Grupa, która zgłosiła się do Wioletty Kulpy miała zwrócić uwagę na szereg nieprawidłowości.

Oprócz zaległości w wypłacie wynagrodzenia wymieniano również:

  1. brak zapewnienia środków czystości - pracownicy mieli być zmuszani do ich zakupu z własnych środków,
  2. brak sprzętu sprzątającego pomimo pracy na bardzo dużych powierzchniach,
  3. przerywanie urlopów z powodu braków kadrowych,
  4. nieodprowadzanie składek ZUS i podatków oraz brak wykupionych ubezpieczeń indywidualnych mimo potrąceń z pensji,
  5. nierozliczenie pracy nocnej, nadgodzin czy wynagrodzeń za okres zwolnienia lekarskiego,
  6. brak badań okresowych i służby BHP w zakładzie pracy.

Ponownie pojawiły się też zarzuty o brak kontaktu z pracodawcą.

- Wskazali, iż firma nie prowadzi działalności pod wskazanym adresem, nie odbiera telefonów, a osoby z księgowości przebywają na zwolnieniach lekarskich - opisuje Kulpa.

Firma ogłasza upadłość. Jaki jest powód?

O zdanie poprosiliśmy także właściciela spółki, Przemysława Ziomka.

- w tej chwili mecenas przygotowuje dokumenty do ogłoszenia upadłości spółki. Proces ten jednak potrwa, m.in. ze względu na to, iż zatrudnialiśmy ponad 600 osób. W zeszłym roku dostaliśmy sporo kar z MOSiR-u, co spowodowało upadłość firmy - wyjaśnił.

Przykładem były kary w wysokości 1500 zł, gdy pracownik spóźnił się lub nie przyszedł do pracy. Prośby o zrównoważenie kwoty miały nie zostać wzięte pod uwagę.

- jeżeli chodzi o wynagrodzenia, pracownicy faktycznie ich nie otrzymali, jednak mówimy wyłącznie o wynagrodzeniach grudniowych. Nie byliśmy w stanie tego zrobić ponieważ MOSiR nie opłacił nam faktury, której łączna kwota sięgnęła około 400 000 zł - uzupełnia.

Podkreślił przy tym, iż wszystkie poprzednie zobowiązania zostały uregulowane. Rozliczane były także godziny nocne i nadgodziny.

- choćby w sytuacji, gdy nie było pieniędzy, składaliśmy wszystkie deklaracje do urzędów państwowych. Ponadto, w sobotę 28 lutego wysłane zostały PIT-y za 2025 rok. Dysponujemy dowodami i listami wynagrodzeń, które to potwierdzają. jeżeli sąd będzie chciał je zobaczyć, oczywiście pokażemy - dodał.

Co więcej, pracownicy mieli być informowani o problemach finansowych spółki oraz możliwości zajścia sytuacji, w której nie otrzymają wynagrodzenia na czas.

Przemysław Ziomek odniósł się także do kwestii nie zapewnienia środków czystości i sprzętu sprzątającego:

- jeżeli by tak było, MOSiR mógłby w przeciągu 24 godzin nałożyć na nas karę. Nigdy w życiu takiej kary nie dostaliśmy, więc jest to nieprawda. Kary były nakładane jedynie za to, iż pracownicy nie przychodzili do pracy lub wychodzili wcześniej - tłumaczy.

Pytania w tej sprawie skierowaliśmy też bezpośrednio do MOSiR-u. w tej chwili czekamy na odpowiedź.

PIP interweniuje

Na prośbę poseł, sprawą zajął się Główny Isnpektorat Pracy.

- 15 stycznia inspektor pracy podjął próbę rozpoczęcia czynności kontrolnych pod adresem wskazanym w KRS oraz w miejscu wskazanym przez zgłaszających jako adres biura spółki. Pod wskazanymi adresami uzyskano informację, iż biura są zamknięte - wyjaśnia zastępca Głównego Inspektora Pracy.

Następnym krokiem było skierowanie pism wzywających do stawienia się w płockim oddziale PIP, aby tam przeprowadzić kontrolę. Pozostały one jednak nieodebrane. W lutym skierowano je ponownie. Termin stawiennictwa wyznaczono na 27 lutego.

Właściciel spółki podkreślił jednak, iż nie został o tym poinformowany.

- Nic mi o tym nie wiadomo i nie dostałem żadnego zawiadomienia odnośnie kontroli. choćby jeżeli inspektorzy nie zastali nas pod wskazanymi adresami, była przecież możliwość kontaktu telefonicznego. Żadnego telefonu nie otrzymałem - mówi.

Idź do oryginalnego materiału